kopać nie ma przebacz tekst
Masz tutaj tylko namiastkę, prawdę pokażę Ci na do widzenia. Pokusa zabrała mnie dalej niż mogłem się tego spodziewać, bo niemanieba. Z wódą płynąłem jak każdy, na żaglach
Wyniki wyszukiwania frazy: nie ma przebacz - cytaty. Strona 560 z 666. Pedro de Tekst dnia 8 września 2014 roku Żona Einsteina zapytana,
Listen to Nie ma przebacz on Spotify. OloSolo, Frosti · Song · 2019. Home; Search; Your Library. Create your first playlist It's easy, we'll help you. Create playlist.
Jeżeli film ci się spodobał nie zapomnij o łapie w górę! 👍 Instagram https://www.instagram.com/mission_game/?hl=pl 📧 Kontakt email: Sebastian.napisz@gmai
Wyniki wyszukiwania frazy: nie ma przebacz - myśli. Strona 579 z 666. anulla5274 Myśl 26 września 2012 roku, godz. 22:56 8,8°C Jak się ma ukochaną osobę obok
Profil Accrocheur Pour Site De Rencontre. Każdemu wolno kopać (mój tekst) – Parodia › ąc Każdemu wolno kopać (mój tekst) Parodia Ta piosenka jest dostępna tylko z iSing Plus Odblokuj lub #polskie krysiaabc123 121 odtworzeń 5 nagrań Za mały ekran 🤷🏻♂️ Rozszerz okno swojej przeglądarki, aby zaśpiewać lub nagrać piosenkę Ty śpiewasz partie niebieskie Twój partner śpiewa partie czerwone Wspólnie śpiewacie partie żółte Zobacz podział tekstu Prosimy czekać, nagrywanie zakończy się za 10s Aby zaśpiewać całą piosenkę aktywuj Zobacz więcej 0:00 0:00 / 0:00 Pełny ekran Podział tekstu w duecie Każdemu wolno kopać (mój tekst) – Parodia krysiaabc123 × Mikrofon Kamerka Włączona Wyłączona Nie wykryto kamerki Dostosuj przed zapisaniem Wczytywanie… Własne ustawienia efektu Pogłos 0 Delay Siła 0 Czas 0 Sugerowana wartość: Chorus 0 Overdrive 0 Equaliser Siła 0 Dubler 0 Głośność Wokal 75% Podkład 75% Synchronizacja wokalu Gdy wokal jest niezgrany z muzyką! Efekt wokalu Plus Brak Pogłosowy Studio Przestrzeń Rock Stwórz własny Własny Siła efektu 100% Filtr video Plus 0:00 0:00 0:00 Trwa przetwarzanie: Trwa przesyłanie: 0% Przesyłanie zakończone Nowe nagranie: Każdemu wolno kopać - Parodia Zaśpiewaj Tekst piosenki Nagrania (5) Duety (0) Najnowsze Ranking nagrań Nagrania znajomych 3:34 Każdemu wolno kopaćParodia magnolia1201 182 odsłuchania 3:26 Każdemu wolno kopaćParodia beatrix9 129 odsłuchań 3:34 Każdemu wolno kopaćParodia amibolo 223 odsłuchania 3:34 Każdemu wolno kopaćParodia za45ra 91 odsłuchań 3:34 Każdemu wolno kopaćParodia ewcia15 402 odsłuchania Najnowsze Ranking duetów Każdemu wolno kopaćParodia magnolia1201 • 0 nagrań Każdemu wolno kopaćParodia beatrix9 • 0 nagrań Każdemu wolno kopaćParodia amibolo • 0 nagrań Każdemu wolno kopaćParodia za45ra • 0 nagrań Każdemu wolno kopaćParodia ewcia15 • 0 nagrań Pobierz za darmo Śpiewaj równieżw aplikacji! Polecane nagraniaPolecane Najnowsze nagraniaNajnowsze Brak nagrań Brak nagrań Zgłoś naruszenie
"Panie Prezydencie, Panie Marszałku, Panie Marszałku Senatu, Szanowne Panie Posłanki, Panowie Posłowie, Szanowni Państwo. Stoję dziś przed Państwem jako nowy premier Rzeczpospolitej Polskiej - to dla mnie zaszczyt i wyróżnienie. Chciałabym dziś w Państwa obecności złożyć solenne zobowiązanie do wiernej służby Polsce i Polakom, przedstawić program mojego rządu" - tak Ewa Kopacz rozpoczęła swoje expose w środę w Sejmie. Publikujemy cały tekst tego zmiana rządu dokonuje się w wyniku przegranych wyborów albo jest skutkiem poważnego politycznego kryzysu. Dziś tak nie jest. Dziś zmiana rządu wynika z wielkiego sukcesu naszego kraju, jakim jest wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Jeszcze 25 lat temu marzyliśmy, aby Polska mogła znaleźć się w zjednoczonej Europie, a dziś Donald Tusk będzie jej prezydentem. Jako Polka jestem dumna z tego sukcesu. To osiągniecie nie byłoby możliwe, gdyby nie dobre siedem lat rządzenia PO i PSL. Panie Przewodniczący, wszyscy życzymy panu sukcesu, wszyscy. Mam też dziś dla ciebie, Donaldzie i dla innych wiadomość: to ja stoję na czele rządu, tego nowego rządu i za to biorę pełną odpowiedzialność - oczywiście, jeśli Wysoka Izba o tym Donaldowi Tuskowi za ostatnie siedem lat. Chcę podkreślić, że sukces Polski, jaki odnieśliśmy po 89. roku, ma w sensie politycznym wielu ojców. Swój wkład wnieśli wszyscy moi poprzednicy na funkcji premiera RP, także siedzący na tej sali. Taka jest istota demokracji, że wyborcy wybierają rządzących, ale wyborcy także wybierają opozycję, czyli tych, których obowiązkiem jest patrzenie władzy na ręce. Jestem gotowa na debatę i krytykę. Nie pozwolę także żadnemu z moich ministrów przed debatą uciekać, a na krytykę nie odpowiadać, ale postarajmy się, aby ta debata i krytyka nie stały się polityczną wojną domową. Polska jest jedna i w takim samym stopniu należy do tych, którzy głosują na rząd, jak i do tych, którzy głosują na opozycję. Dziś słusznie cieszymy się i doceniamy osiągnięcia polskiej wolności i demokracji, ale nie możemy nie zauważyć, jak wielu Polaków jest niezadowolonych z tego, co się w Polsce dzieje. Mają oni poczucie, że nie wszyscy mają dobrze, a przede wszystkim wciąż mają małe zaufanie do instytucji życia publicznego. Dotyczy to także, a może przede wszystkim, tej izby. Chcę dziś powiedzieć dobitnie: nie jesteśmy tu dla siebie, jesteśmy tu dla zdaniem najważniejszym zadaniem będzie przede wszystkim zwiększenie i odbudowanie zaufania Polaków do rządu, polityki i polityków. Wiem, że to zadanie bardzo ambitne ale wiem też, że realne. Pierwszy krok do jej realizacji to stała rozmowa z ludźmi i wsłuchiwanie się w ich problemy. Jestem lekarzem. To szczególna misja i powołanie. W niej zawiera się zaangażowanie, szacunek i chęć pomocy każdemu człowiekowi. Lekarz nie pyta o poglądy i przekonania, tak rozumiem swoją rolę. Niestety, dziś Polacy, z którymi rozmawiam, a rozmawiam często, mówią jak jeden mąż, mówią mi jedno: debata polityczna w tej izbie i poza nią nie dotyczy problemów zwykłych ludzi. Politycy wszystkich opcji odwrócili się od Polsce istnieje milcząca większość, która ma dość oglądania debat i kłótni, które tak naprawdę ich nie dotyczą. Ta większość milczy, bo ma wrażenie, że nikt jej nie słucha. To ludzie, którzy niezależenie od politycznych sympatii i światopoglądu swoją ciężką pracą budują dzień powszedni swój i swoich rodzin. Będę premierem służącym także tej milczącej większości. Polacy nie chcą rewolucji, ale każdy z nich oczekuje zmiany. Także ta milcząca większość zbudowała sukces Polski, sukces Polski ostatnich lat. To także ta milcząca większość za cenę wyrzeczeń i ciężkiej pracy sprawiła, że Polska zmieniła się na lepsze. Że zmienia się oblicze polskich miast, ale i wsi. Że Polacy są coraz lepiej wykształceni i coraz zamożniejsi. Że według wszystkich statystyk potrafimy wyprzedzać kraje, które jeszcze parę lat temu były dziś podziękować za ich codzienną pracę i obiecać, że wszystkie moje decyzje i działania mojego nowego rządu będą podejmowane nie w oparciu o polityczną kalkulację, ale będą miały jeden cel - szeroko rozumiane bezpieczeństwo polskich rodzin. Żaden polityczny sukces, żadna pochwała w mediach nie sprawi mi większej satysfakcji niż zrealizowanie tego mówię o potrzebie zmiany, to chcę zaznaczyć, że jest coś, co bardzo by w tym pomogło, co moglibyśmy załatwić od ręki. Coś, co wymaga tylko męskiej decyzji i odrzucenia złych emocji. Lubię mówić wprost: wszyscy wiemy, że nad polskim życiem publicznym od lat ciąży osobista niechęć prezesa Jarosława Kaczyńskiego do Donalda Tuska. Nie chcę tego oceniać. Wiem tylko, że Donald Tusk dzięki wielkiemu sukcesowi wyjeżdża do Brukseli, gdzie będzie prezydentem Europy, nie będzie uczestniczył w krajowej polityce. Może to jest czas, powiem więcej - to najwyższy czas, aby przełamać tą osobistą zapiekłość. Apeluję do pana Jarosława Kaczyńskiego: panie prezesie, zdejmijmy z Polski tę klątwę i Panowie Posłowie, zyskaliśmy w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej ponad 400 mld złotych na rozwój Polski w latach 2014-2020. To rekordowa kwota w historii Europy. Łącznie z tym, co otrzymaliśmy w poprzedniej perspektywie, możemy śmiało powiedzieć, że otrzymujemy o wiele większą szansę niż ta, którą dostała Europa Zachodnia po II wojnie światowej w planie Marshalla. Jeśli dziś stoję przed Państwem, by pokazać ten zasadniczy cel, jaki stawiam sobie jako premier RP, to jest nim dobrobyt Polaków. Mam świadomość, że następne wybory parlamentarne odbędą się za rok, ale wizja, którą prezentuję, jest planem dla Polski na wiele lat. Wiem, że aby ten plan zrealizować, muszę zdobyć zaufanie Polaków. Miarą sukcesu dla mnie nigdy nie będą statystyki, sondaże, a jedynie poczucie dobrobytu i bezpieczeństwa w każdym polskim i Panowie Posłowie, odbudowanie zaufania Polaków wymaga też od nas ponadpartyjnego porozumienia w sprawach, które są dziś polską racją stanu, a więc w polityce obronnej Polski. Musimy wspólnie zadbać o bezpieczeństwo i szacunek dla Polski w Europie, ale też na świecie. To wymaga pogłębionej debaty w tej sali. Także z opozycją, której wsparcie będzie kluczowe. Dlatego do końca października szef resortu spraw zagranicznych przedstawi informację o polityce polityka zagraniczna musi być oparta na systemie wartości. Te wartości są tylko tak silne, jak silna jest wola i determinacja do ich obrony. Wydarzenia na Ukrainie uświadamiają nam dzisiaj wyraźnie, jak ważna w obliczu autorytaryzmu i chaosu - dwóch plag współczesnego świata - jest solidarność państw demokratycznych. Jednocześnie kryzys ukraiński pokazuje, jak istotne jest, że nie musimy się sami mierzyć z tym wyzwaniem, ponieważ stoi za nami UE i NATO. Zadaniem mojego rządu będzie zabieganie o jedność i solidarność obozu demokratycznego. Jest najgłębszą racją stanu, by nie dopuścić do rozwodnienia stanowiska Zachodu, którego jesteśmy częścią, ale co równie istotne, nie dopuścić do osamotnienia Polski w wyniku stawiania sobie przez Polskę nierealistycznych celów. Dlatego też celem mojego rządu będzie prowadzenie pragmatycznej polityki wobec tego, co dzieje się na Polski i jej obywateli kluczem jest ustanie walk na Ukrainie oraz konsolidacja państwa ukraińskiego. Mamy nadzieję, że ostatnie rozmowy o zakończeniu walk przyniosą efekty. Nie oznacza to - i chcę to podkreślić z całą mocą - nie oznacza to zgody na zabór terytorialny suwerennego państwa ukraińskiego ani zmieniania granic w Europie za pomocą siły. To kwestia fundamentalnych zasad świata, do którego należymy. Wspieramy proeuropejski kierunek rozwoju Ukrainy, ale nie zastąpimy Ukraińców, na których ciąży obowiązek zreformowania ich kraju. Będę się angażowała w prowolnościowe działania Ukraińców na każdym polu. Chcemy Ukrainie pomagać w transformacji gospodarczej, ustrojowej, wojskowej i i Panowie Posłowie, jednym z największych celów mojego rządu będzie umacnianie naszej pozycji w Unii Europejskiej. Dzięki przewidywalnej i jasnej polityce ostatnich lat Polska weszła do europejskiej pierwszej ligi i zaczęła odgrywać odpowiadającą jej aspiracjom rolę. Nasz kraj będzie zabiegał o to, żeby UE wcieliła w życie ideę solidarności energetycznej. Dlatego też musimy aktywnie wspierać budowę unii energetycznej zaproponowanej przez mojego poprzednika, a dziś popieranej przez większość europejskich liderów. Nie można godzić się na sytuację, w której Polska i inne państwa regionu są skazane na łaskę i niełaskę zewnętrznych dostawców gazu, którzy uzależniają dostawy lub cenę surowca od bieżących celów politycznych. Mój rząd będzie przekonywał UE, by skutecznie doprowadzić do ukrócenia wszystkich monopolistycznych praktyk i manipulacji sobie sprawę, jak ważna jest ochrona środowiska. Na październikowym szczycie Unii Europejskiej rozpatrywany będzie nowy plan redukcji emisji gazów. Mój rząd nie zgodzi się na nowe koszty i wyższe ceny usług dla konsumentów. Nasz kraj będzie usilnie zabiegać o jak najszybsze podpisanie umowy o wolnym handlu i inwestycjach między UE i USA. Stworzy ona największą w świecie strefę wolnego handlu i będzie miała ogromny wpływ na dobry klimat gospodarczy, a co za tym idzie, pogłębi relację między Europą a obliczu tego, co dzieje się na Ukrainie, tym ważniejsze stanie się zacieśnianie więzi z USA. Dlatego mój rząd dołoży wszelkich starań, aby USA zwiększyły swoją obecność wojskową w Polsce. Panie i Panowie Posłowie, polskie rodziny rozmawiając przy stole, zadają sobie pytanie: czy nasz kraj jest bezpieczny?Tragiczna historia czyni takie pytania zasadnymi, zwłaszcza teraz, gdy u naszych granic trwa największy od dziesięcioleci konflikt zbrojny. Mój rząd zapewni Polsce i Polakom bezpieczeństwo. Realizując ten cel, zwiększymy wydatki obronne, począwszy od 2016 r., do 2 proc. PKB. Zapewni to dodatkowe 800 mln zł w 2016 r. i odpowiednio więcej w latach następnych na nowoczesny sprzęt dla wojska naszą armię, będziemy budować potencjał naszego rynku obronnego konsolidującego się w polskiej grupie zbrojeniowej. Fundamentem naszej obrony są żołnierze, którzy cieszą się wsparciem obywateli, pełniąc odpowiedzialną służbę. Mój rząd będzie dbać o ich pozycję. Przeznaczymy od początku 2015 r. dodatkowe 39 mln zł dla żołnierzy, premiując dłuższy czas służby oficerów i pamiętać także o weteranach, którzy narażali swoje zdrowie i życie w służbie ojczyzny. Jest tu na sali płk. Leszek Stępień, weteran, ciężko ranny w Afganistanie, który swoim zdrowiem zapłacił za służbę Polsce. Panie pułkowniku, w imieniu Polaków bardzo dziękuję. W grudniu tego roku otworzę centrum weterana misji poza granicami kraju jako praktyczny wyraz szacunku państwa do swoich ukraiński pokazuje dobitnie, że w wojnie nowego typu kluczowe jest wzmacnianie potencjału militarnego, ale także ochrona granic oraz współpraca służb porządku publicznego: policji, straży granicznej z siłami zbrojnymi. W sytuacji zagrożenia konieczna jest integracja wszystkich instrumentów. Te propozycje to część większego planu wzmacniania kraju. W listopadzie przedstawię ten prezydencie, wiem, że mogę liczyć na pana wsparcie. Apeluję do wszystkich sił parlamentarnych o pełną współpracę i poparcie w sprawach bezpieczeństwa naszej ojczyzny. To sprawy najważniejsze, sprawy, które nie powinny być przedmiotem walk partyjnych. Polacy zawsze w obliczu zagrożeń wykazywali jedność i pełną determinację. Mam nadzieję, że tak będzie również i Panowie Posłowie, dbanie o zdrową gospodarkę i zdrowe finanse publiczne to ważne elementy dla wszystkich Polaków. Mój rząd konsekwentnie będzie dążył do dalszej stabilizacji finansów publicznych, starając się zachować równowagę między wzrostem gospodarczym a ograniczeniem wydatków. Wiem, że jednym z najważniejszych pytań dla Polski jest pytanie o tempo wejścia Polski do strefy euro. Zanim odpowiemy na takie pytanie, powinniśmy zadać sobie inne: jaka jest dziś strefa euro i w jakim kierunku pójdzie. Musimy pamiętać, że strefa euro przechodziła największy kryzys w swej historii. Chcemy, aby wyszła z tego kryzysu zarówno Polska, jak i kraje strefy euro mają do zrobienia w najbliższych latach swoją pracę domową. Musimy niezależnie od nowych intencji dotyczących przyjęcia nowej waluty spełnić wszystkie kryteria, bo to jest dobre dla polskiej gospodarki. A strefa euro musi wdrożyć instrumenty, które zabezpieczą ją przed kolejnymi kryzysami. Wzmocniona strefa euro i stabilna polska gospodarka to dwa kryteria, które najlepiej określą moment przyjęcia europejskiej finanse publiczne to połowa sukcesu. Ale Polskę stać na więcej, bo Polacy mają nieprawdopodobne pokłady energii, wciąż są głodni sukcesu. Państwo musi tworzyć warunki, by mogli je osiągać. Nie możemy tworzyć przepisów, zakładając, że każdy będzie chciał je łamać lub omijać. Ci, którzy przepisy łamią, muszą być karani, ale duch prawa musi przede wszystkim służyć ogromnej większości uczciwych ludzi. Wiem, że to pewnie najambitniejsze zadanie ze wszystkich, jakie na siebie biorę. Nie ma jednak ruchu, który można wykonać, bo to nie jeden ruch. Żeby to wykonać, potrzebna jest tytaniczna praca całego rządu. Musimy wdrożyć zasadę 99 procent polegającą na tym, że całe nasze prawo w obszarze wolności gospodarczej tworzymy w oparciu o 99 procent uczciwych, a nie 1 procent polityce podatkowej trzeba znaleźć mądrą równowagę. Z jednej strony oczekuję, by system podatkowy nie karał Polaków za ich zaradność, pracowitość i skuteczność. Z drugiej strony powinien pomagać tym, którzy potrzebują tego najbardziej. W związku z tym zobowiązuję ministra finansów do przedstawienia na początku przyszłego roku założeń do projektu nowej ordynacji podatkowej, a ministra gospodarki do założeń nowego prawa działalności gospodarczej. To, co planowano osiągnąć w trzy lata, ten rząd zrobi w 12 miesięcy. Już w przyszłym roku wprowadzimy konkretne ułatwienia dla podatników: system e-podatki, dzięki któremu każdy będzie miał łatwy i bezpieczny dostęp do swojego konta podatnika, oraz zmiany w administracji podatkowej. Podatnik będzie mógł załatwić swoje sprawy w dowolnym urzędzie. W Centrum Obsługi pracownik Urzędu Skarbowego obsłuży obywateli nie tylko w sprawach dotyczących podatków, ale także z zakresu działania innych instytucji, na przykład Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, służby celnej, samorządu terytorialnego. Przez pierwsze 18 miesięcy prowadzenia działalności mikroprzedsiębiorcy będą mogli liczyć na pomoc asystenta urzędy skarbowe skoncentrują się wyłącznie na obsłudze największych podmiotów budujących potencjał gospodarczy państwa. Zwiększymy przepustowość naszej infolinii podatkowej i zbudujemy internetową bazę wiedzy administracji podatkowej. Dzięki wsparciu ekspertów Krajowej Informacji Podatkowej podatnicy uzyskają taką samą spójną informację, niezależnie od tego, do którego urzędu skarbowego przyjdą ze swoimi pytaniami. Polacy czekają od wielu lat na kodeks budowlany, który uprości procedury związane z budową domów jednorodzinnych. Zobowiązuję ministra infrastruktury i rozwoju do istotnego przyspieszenia prac nad tą regulacją, tak aby na początku przyszłego roku trafiła ona do problemem wielu polskich przedsiębiorców, co negatywnie przekłada się na rynek pracy, jest brak dostępu do szybkiego i łatwego kredytu przeznaczonego na cele inwestycyjne. Dlatego Bank Gospodarstwa Krajowego zwiększy środki do 25 mld złotych na zasilenie polskiej przedsiębiorczości. Będziemy wspierać inwestycje polskich przedsiębiorców w Polsce, ale także ich aktywność poza granicami kraju. Dodatkowo program deminimis, czyli gwarancji kredytowych dla mikro- i małych przedsiębiorców rozszerzymy o wsparcie dla przedsiębiorców na rzecz eksportu ich produkcji. Wydłużymy funkcjonowanie tego programu do 2016 nowe miejsce pracy, każda osoba mniej na bezrobociu, to jest dla mnie prawdziwy wyznacznik sukcesu ekonomicznego i bezpieczeństwa polskich sytuacja geopolityczna związana z konfliktem na Wschodzie uderza w polskich przedsiębiorców. Rosyjskie embargo nałożone na polskie produkty zagraża stabilności naszych firm i zatrudnionym w nim pracownikom. Dlatego przygotowujemy specjalną ustawę antykryzysową, dzięki której firmy, które straciły na embargu, będą mogły skorzystać z dopłat do wynagrodzeń lub do szkoleń pracowników bądź otrzymają refundację składek na ZUS. Zapiszemy w projektowanej ustawie możliwość skorzystania w ramach tej pomocy do kwoty 500 mln złotych z Funduszu Gwarantowanych świadczeń embargo na polską żywność dotknęło wielu producentów rolnych. Mamy prawo oczekiwać od Unii Europejskiej, że jej pomoc dla polskiej wsi w tym zakresie będzie adekwatna do strat, które jasno i dobitnie stwierdzić: dotychczasowe propozycje Komisji Europejskiej nas nie zadowalają. Oczekujemy, że unijny komisarz ds. rolnictwa wyjdzie naprzeciw polskim oczekiwaniom. Równocześnie do końca roku powołamy fundusz stabilizacji dochodów rolniczych, bardzo ważny ze względu na coraz częstsze przypadki braku terminowej zapłaty rolnikom za dostarczony towar lub drastyczne spadki cen skupu. Fundusz utworzą odpisy w wysokości 2/10 proc. (dwóch dziesiątych procent) od wartości sprzedanych Polsce węgiel ma strategiczne znaczenie. Jedną z pierwszych decyzji, które podjęłam, jest przyspieszenie prac nad ustawami, które w mądry sposób połączą trzy zasadnicze cele dotyczące bezpieczeństwa energetycznego Polski. Po pierwsze, musimy chronić polskie górnictwo przed nieuczciwą konkurencją. Po drugie, nie ustanę w wysiłkach, by ta branża stała się wreszcie rentowna. Unowocześnienie i restrukturyzacja wiedzie do tego celu. Po trzecie, nie mogę brać pod uwagę bezpieczeństwa każdej polskiej rodziny. Polskie domy muszą być ogrzewane, a koszty energii nie mogą rujnować budżetów regulacje, którym nadaliśmy szybką ścieżkę legislacyjną w parlamencie, zakładają koncesjonowanie sprzedaży, określenie wymogów jakościowych węgla i zmiany w prawie zamówień publicznych preferujące produkty pochodzenia także wspierać rozwój nowoczesnych technologii węglowych. Czas, który zyskamy dzięki wdrożeniu tych regulacji, wykorzystamy do obniżenia kosztów funkcjonowania kopalni, tak by polski węgiel mógł być konkurencyjny na z najpiękniejszych idei, jakie Polska dała światu, to idea solidarności. Tę solidarność w każdej sytuacji, w każdej generacji, w każdym czasie musimy definiować na nowo. Dziś chcę powiedzieć Państwu o solidarności pokoleń, której Polska potrzebuje w XXI młodsze nie mogą być obojętne na los pokoleń starszych i odwrotnie. Bezpieczna przyszłość Polski oznacza, że musimy podjąć wyzwanie związane z kryzysem demograficznym. Urodzenie i posiadanie dziecka musi się cieszyć szczególnym wsparciem naszego państwa. Dlatego mój rząd przeznaczy dodatkowe środki na budowę żłobków i przedszkoli. W roku 2015 zwiększymy nakłady na budowę żłobków z 50 mln do 100 mln zł. Natomiast w latach 2015-2020, w ramach pieniędzy z Europejskiego Funduszu Społecznego i specjalnego systemu ulg w podatku CIT, będziemy wspierać tworzenie przyzakładowych żłobków i przedszkoli. Przeznaczymy na ten cel ponad 2 mld aby od 2016 r. z urlopów rodzicielskich mogli skorzystać wszyscy rodzice, którzy takiej możliwości dotychczas nie mieli. To rodzice bezrobotni, pracujący na umowy o dzieło, studenci i rolnicy. Otrzymają oni nowe świadczenia rodzicielskie. Będą mogli je pobierać przez 12 miesięcy po urodzeniu dziecka, przypadku urodzenia bliźniaków, trojaczków i więcej dzieci - odpowiednio dłużej. Świadczenie wyniesie około tysiąca rodzinna państwa powinna zachęcać rodziców do pracy, a nie do niej zniechęcać. Nie może być tak, że nie podejmują oni pracy, bo oznaczałoby to utratę przez nich świadczeń od państwa. Dziś, jeśli rodzice przekroczą próg dochodowy uprawniający ich do świadczeń choćby o złotówkę, tracą całe świadczenie. Proponujemy prostą zasadę: złotówka za złotówkę. Oznacza to, że zamiast zabierać rodzicom całe świadczenie, pomniejszymy je tylko o taką kwotę, o jaką przekroczyli próg. Zachęci ich to do podejmowania pracy, a także do wychodzenia z szarej strefy. Rozwiązanie to wejdzie w życie od stycznia 2016 jest tym miejscem, w którym nasze dzieci spędzają poza domem najwięcej czasu. Szkoła uczy, ale i kształtuje nawyki, także te żywieniowe. Zdrowie i bezpieczeństwo naszych dzieci to inwestycja w przyszłość narodu. Ogromnym problemem, który sygnalizują lekarze i dietetycy, jest problem otyłości wśród najmłodszych. W związku z tym zagrożeniem przyspieszymy wprowadzenie regulacji bezwzględnie likwidujących tzw. śmieciowe jedzenie w szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach już od 1 września 2015 każdym wolnym kraju kwestie dotyczące ingerencji państwa w życie obywateli są przedmiotem debaty. Jak znaleźć granice między tym, co konieczne, by ludzie czuli się bezpieczni, a ich naturalną potrzebą wolności? Podkreślam, że wyzwanie, które stoi przed każdym demokratycznym krajem, to jest wyzwanie bardzo ważne. Ale jest jeden obszar, w którym tę granicę warto jednak przesunąć. To bezpieczeństwo fizyczne naszych dzieci. Dlatego chciałabym, aby samorządy we współpracy z rodzicami mogły decydować o zakresie monitoringu w szkołach. Dofinansujemy ten projekt w wysokości 50 proc. kosztów zakupu instalacji monitoringu. Pozostałe 50 proc. zapewnią samorządy. Chciałabym, aby taki program działał od początku 2016 minister, zwracam się do pani minister edukacji, dziękuję, że potrafiła pani rozwiązać problem, którego przez tyle lat rozwiązać się nie udało. To sprawa drogich podręczników. Trzeba było pani determinacji i talentu, by dać polskim uczniom dobre i darmowe podręczniki. Status materialny nigdy nie może być barierą dla edukacyjnej szansy. Wszyscy jesteśmy równi. Nasze dzieci są równe i mają takie samo prawo do dobrej przyszłości, dobrej edukacji, dobrej pracy. W przyszłym roku będzie bezpłatny podręcznik do drugich i czwartych klas szkół podstawowych i pierwszych klas gimnazjów. Wszystkie klasy szkół podstawowych i gimnazjalnych zaopatrzone zostaną w bezpłatne podręczniki i ćwiczenia do 2017 młodych ludzi, z którymi rozmawiam, sygnalizowało mi poważny problem, z którym borykają się, wchodząc zaraz po studiach na rynek pracy. Oczekiwania pracodawców wobec młodych adeptów uczelni bardzo często dotyczą ich praktycznego doświadczenia zawodowego. Chciałabym, aby administracja publiczna pomogła rozwiązać ten problem. I dlatego zaproponuję program staży dla studentów w urzędach administracji publicznej. Dzięki temu studenci zdobędą praktykę, a uczelnie opuszczą bogatsi nie tylko o wiedzę, ale także o praktyczne świetnie, jeśli młody człowiek z Polski uzyskuje możliwość studiów za granicą. Ale to bardzo źle, jeśli za granicą zostaje i jego talenty, i wiedza nie służą rozwojowi ojczyzny. Mój rząd zaproponuje młodym Polakom, tym najzdolniejszym, by począwszy od 2016 roku mieli możliwość studiowania na najlepszych uczelniach zagranicznych. I ta możliwość będzie sfinansowana przez państwo polskie, pod jednym warunkiem: każdy z tych młodych ludzi będzie musiał co najmniej 5 lat po powrocie ze studiów przepracować w naszym kraju. Chciałabym w tym miejscu złożyć zobowiązanie, że będziemy wspierać rozwój polskiej nauki, będziemy zwiększać jej finansowanie do poziomu 2 proc. PKP do roku o sukcesach szkolnictwa wyższego w wolnej Polsce, z przykrością muszę stwierdzić, że w ostatnich latach zbyt mało uwagi poświęcaliśmy poziomowi szkolnictwa zawodowego. Szkoły zawodowe dostosowane do potrzeb rynku pracy są gwarancją, że polskiej gospodarce nie zabraknie fachowców. Dlatego jeszcze w tym roku minister edukacji rozpocznie wdrażanie programu odbudowy szkolnictwa zawodowego we współpracy z przedsiębiorcami, dzięki czemu młodzi ludzie będą mogli uzyskać solidne ogólne wykształcenie, konkretne kwalifikacje oraz będzie im łatwiej znaleźć pracę po skończeniu dumna, że w polskiej tradycji troska o ludzi starszych, ich zdrowie i bezpieczeństwo zajmuje tak ważne miejsce. Dziś wielu ludzi zajętych sprawami zawodowymi odczuwa lęk o losy swoich rodziców i dziadków. Troski dnia codziennego, praca często sprawiają, że ludzie ci nie mogą poświęcić tyle czasu, ile by chcieli, swoim bliskim w podeszłym wieku. Chciałabym stworzyć w Polsce znaną na zachodzie instytucję dziennych domów opieki, w których seniorzy znaleźliby opiekę medyczną, poczucie bezpieczeństwa i ofertę spędzenia wolnego czasu. Pieniądze na stworzenie takich domów znajdziemy w puli środków europejskich. Koszty pobytu seniora w takim miejscu w 1/3 pokryłby budżet państwa, w 1/3 samorząd terytorialny, i w 1/3 osoby prywatne, on sam lub jego z tego miejsca podtrzymać zobowiązanie seniorom, że rząd spełni obiecaną waloryzację emerytur, zgłoszoną tu, na tej sali przez mojego poprzednika premiera Donalda Tuska. W 2015 roku przeznaczymy na ten cel 3,8 mld złotych. Z myślą o seniorach planujemy także stworzenie Instytutu Geriatrii, który będzie specjalnym ośrodkiem leczenia i opieki nad osobami starszymi. Powołanie takiej specjalnej instytucji umożliwi nam wykształcenie większej liczby lekarzy geriatrów, których dzisiaj w Polsce dramatycznie zadaniem ministra zdrowia w 2015 roku będzie bezpieczne dla pacjentów wdrożenie pakietu kolejkowego i onkologicznego. Z jednego musimy sobie zdawać sprawę: skrócenie kolejek w szpitalach i przychodniach będzie realne tylko w sytuacji, gdy dostęp do lekarzy będzie łatwiejszy. Gdy ich, tych specjalistów, będzie więcej. Mamy na to rozwiązanie i znaleźliśmy dodatkowe środki w budżecie państwa. Począwszy od 2015 roku finansujemy specjalizacje lekarzy, wszystkich absolwentów uczelni medycznych z lat 2012-2015. Jest ich dziś 3 i pół tysiąca. Dzięki temu do polskich szpitali i przychodni trafią młodzi i zdolni lekarze rezydenci, co skróci czas oczekiwania na wizytę. Powyższe rozwiązanie może przyczynić się także do powrotu gabinetów stomatologicznych do szkół. Dziś samorządy nie mają pieniędzy na zatrudnienie lekarzy stomatologów. Sfinansowanie wynagrodzeń rezydentów z budżetu państwa rozwiąże ten problem, a mając zapewnioną obsługę, zainteresowane samorządy będą mogły wyposażyć gabinety stomatologiczne, korzystając ze środków często w naszym kraju barierą do skorzystanie z dobrej usługi prawnej są pieniądze. Mój rząd zaproponuje program "Prawo dla każdego", wzorowany na rozwiązaniach amerykańskich, który dzięki współpracy rządu, samorządów i organizacji pozarządowych zagwarantuje bezpłatny dostęp do darmowych porad na poziomie widocznym przykładem sukcesu Polski ostatnich lat są wielkie inwestycje infrastrukturalne. One zmieniają obraz naszego kraju, ale zmieniają także nasze życie, poprawiają nasz komfort i bezpieczeństwo. W 2014 roku oddamy do użytku ponad 160 km dróg ekspresowych i podpiszemy umowy na budowę kolejnych 300 km. W najbliższych tygodniach pojedziemy już S8 z Wrocławia do Sieradza. Do końca 2015 roku oddanych zostanie 250 km dróg ekspresowych. I zostaną podpisane umowy na kolejne pół tysiąca kilometrów. W latach 2014-2020 zbudujemy w Polsce 1770 km autostrad oraz dróg ekspresowych i 35 obwodnic - za blisko 93 mld złotych. Oddamy do użytku pełną sieć autostrad A1, A2 i A4, i dróg ekspresowych, żeby wymienić tylko S3, S5, S6, S7, S8 i S17 i całą obwodnicę lata to jednak przede wszystkim rewolucja w przewozach pasażerskich na kolei. Wprowadzone od 2012 roku zmiany w PKP dają wyraźny efekt. Przyspieszenie w inwestycjach liniowych odczujemy jeszcze w tym roku. Na Święta Bożego Narodzenia pojedziemy z Gdańska do Warszawy poniżej trzech godzin, zaś z Wrocławia do Warszawy w około 3 godziny 40 minut, z Krakowa i Katowic do Warszawy w około 2 i pół godziny. W 2015 roku na tory wyjadą całkowicie nowe składy pociągów o wartości 6 mld złotych. Na koniec kadencji ok. 60 proc. taboru PKP Intercity będzie nowe lub zmodernizowane. Dla porównania w 2011 roku było to zaledwie 20 strategii naszego rozwoju musi być jak największe wykorzystanie potencjału polskiego morza. Nasze porty powinny być nie tylko oknem na świat polskiej gospodarki, powinny służyć światowej i europejskiej wymianie gospodarczej. To zwiększa gospodarczą i polityczną rolę Polski w Europie. Dlatego będziemy zwiększać przepustowość polskich portów i poprawiać infrastrukturę dostępową od strony lądu. Na te cele wydamy w 2015 roku 1 mld złotych, a do końca 2020 roku - 11 mld obecnej i nowa perspektywa finansowa UE to dalszy rozwój transportu miejskiego. Kolejne nowe linie, tramwaje i autobusy. Nie muszę nikomu mówić, co oznacza 13 mld złotych do 2020 roku na nowy tabor tramwajowy i autobusowy dla polskich miast i polskich producentów z największych zmian, która zachodzi we współczesnym świecie, jest rewolucja cyfrowa. Jej elementem jest powszechność internetu. O ile jeszcze niedawno była to domena ludzi młodych, o tyle dziś to element codzienności każdego z nas. Dostęp do szybkiego internetu stanowi dziś jeden z elementów siły gospodarczej Polski i jej cywilizacyjnego rozwoju. Najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, z których dziś korzystają Polacy, mogą znacznie polepszyć poczucie bezpieczeństwa obywateli. Nie ma powodu, aby każdy Polak posiadający telefon komórkowy czy oglądający telewizję publiczną nie mógł czuć się bezpieczniejszy dzięki świadomości, że państwo polskie bezzwłocznie powiadomi go o potencjalnych zagrożeniach i klęskach żywiołowych. Mój rząd wprowadzi taki wymaga, aby kultura była dostępna dla wszystkich grup społecznych niezależnie od miejsca zamieszkania i standardów życia. Dlatego planujemy wdrożenie programu "Kultura dostępna", dzięki któremu pojawią się tańsze bilety do najważniejszych muzeów i teatrów, darmowe lekcje w instytucjach kultury dla dzieci i specjalne oferty dla seniorów. Będziemy dbać o bogatszą ofertę w bibliotekach i poszerzać darmowy dostęp przez internet do książek, nagrań koncertów i spektaklów teatralnych objętych prawem autorskim. Stworzymy specjalny program edukacyjny, który szczególną troską otoczy muzea i miejsca pamięci historycznej stanowiące źródło budowania nowego patriotyzmu i świadomości historycznej młodego proszę was dziś o 100 dni spokoju, bo nie o spokój tu chodzi, a o możliwość współpracy w najważniejszych dla polski sprawach. Właśnie dlatego proszę dziś wszystkich tu obecnych, a szczególnie opozycję, o 100 dni współpracy. Chciałabym wierzyć, że w takich sprawach szczególnych, jak obrona narodowa, bezpieczeństwo energetyczne i przyszłość polskiego węgla uda się w tej sali zbudować porozumienie. Właśnie tego oczekują od nas dziś wszyscy Polacy. I dlatego musimy to zrobić. W związku z tym proszę Wysoką Izbę o udzielenie mojemu gabinetowi wotum zaufania. Dziękuję zdjęcia głównego: PAP | Radek Pietruszka
A więc drodzy państwo, siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy. W rubryce „Casual Friday” czas na Andrzeja Twarowskiego, postać, której nie trzeba przedstawiać chyba nikomu w polskim futbolu. Pewnie chciałeś pogadać o Liverpoolu?Na pewno chciałem od tego zacząć. Nie masz czasem wrażenia po takich meczach, że wszystko, co miałeś zobaczyć w piłce, już zobaczyłeś?Oczywiście. Z jednej strony to cudowne – znaleźć się w takim miejscu i skomentować taki mecz. Totalny odlot. Ale nagle się kończy i przychodzą do głowy takie myśli: dobra, i co teraz? Czy to się powtórzy? Miałem kilka takich szalonych momentów. Kiedy Aguero strzelał gola w 95. minucie, nagle jedna akcja zdecydowała o losach całego sezonu i o tym, że klub odzyskał tytuł po 44 latach. Albo gol Rooneya. Powroty po takich meczach bywają trudne jak u piłkarza, który doszedł do celu, ale życie toczy się tak szybko, że za moment kolejne spotkanie, program i wracasz do rytmu. Schodzisz na ziemię i wspinasz się od początku. Trzeba szukać nowego Premier League i europejskich pucharach możesz sobie w ogóle wyznaczać jakiś cel? Czy raczej – jak u Simeone – partido a partido?Trafne określenie. Cel to dobrze zrobić mecz i program. Nie ma czasu na rozmyślanie. To młócka non stop. Na okrągło. Liga Mistrzów – trzeba obejrzeć, przygotować się, czasem pojechać. A jak jedziesz, to przeznaczasz na to dwa-cztery dni. Wracasz, jest Ekstraklasa i Premier League. Natłok olbrzymi. Czasem zwyczajnie chciałoby się odpocząć i wtedy jak z nieba spada przerwa reprezentacyjna. Gdybyśmy mieli jeszcze mecze kadry, to chyba doprowadzilibyśmy się do taki młyn?Kiedyś w takim funkcjonowałem. Telewizja. Gazeta. Teraz mam 45 lat, żonę, dzieci i czasem myślę, że coś mi przemija. Podobno nie ma człowieka, który na łożu śmierci powiedział: kurczę, żałuję, że nie zrobiłem Leicester – Bournemouth w 19. kolejce sezonu 2015/16. Raczej nachodzi refleksja, że najważniejsze są bliskie osoby. Gdy ktoś mnie pyta o największy sukces, odpowiadam: rodzina. I fakt, że potrafię to łączyć z się znużenie po tylu latach?Gdyby się nie zdarzało, to by świadczyło, że nie mam w sobie krwi tylko same kable. Co kolejkę oglądam wszystkie mecze Ekstraklasy. Gdybym tego nie robił, czułbym się nie fair wobec widza i siebie. Muszę wiedzieć, kto jak zagrał. Nie mogę walnąć jakiegoś babola przy jedenastce kolejki. Lubię bazować na swoim spojrzeniu. Czułbym się niekomfortowo, gdybym dzwonił i pytał, jak kto grał. Zwykle pierwszy sobotni mecz do połowy mi umyka, bo muszę dojechać do domu po Premier League, ale poza tym przyjmuję wszystko. Telewizor, notatki i gapienie się w ekran. Teraz tylko zapisałem się na Twittera i to się właśnie wzięło po części ze znużenia. Oglądałem jakiś – delikatnie mówiąc – mało wciągający mecz, coś musiałem zrobić z rękami i wszedłem w profil Przemka Rudzkiego. Wrzucił post, że zdobył 51 punktów w Premier League. Ja miałem 5, więc pomyślałem, że odżegnywałeś się od mediów konto „Twaro” od dawna, ale zapomniałem hasła. Dlatego założyłem „TwaroTwaro”. Jak znów zapomnę, to będzie „TwaroTwaroTwaro”. I tak w nieskończoność. Ale już wiem, że muszę się z tym obchodzić ostrożnie, bo mam tę tendencję, że gdy w coś wchodzę, to nie potrafię się odkręcić. ADHD. Kiedy ktoś do mnie napisze, czuję lekki obowiązek, żeby odpisać, ale wiem, że wszystkim się nie że założyłeś Twittera po tym, jak ostatnio zaatakował cię Hirek miałem o tym pojęcia do wczoraj. Co mogę powiedzieć? No okej, napisał, co chciał. Myślę, że jak spotka mnie na mieście, to będzie uciekał ze wzrokiem. Szansa mała, bo mieszkamy daleko od siebie. Szczerze? Po takim Hirku spodziewałbym się jednak czegoś więcej. Facet w pewnym wieku powinien złapać trochę dystansu. United w meczu z Tottenhamem grało padlinkę. To nawet zabawne, że kibic za nieudolność swojej drużyny lubi odreagować na komentatorze. Czyli dla zdrowia psychicznego widza w sumie jesteśmy potrzebni. Rozumiem, że uczucia kibica łatwo zranić, ale też nie zachowujmy się jak w piaskownicy. Żeby jednak nie było – nic wielkiego się nie stało. Chociaż jest trochę tak jak w tym dowcipie – zginął portfel, po chwili znalazł się, ale lekki niesmak pozostał. Bywam pamiętliwy, ale to dotyczy tylko kwestii zasadniczych, a to była w sumie błahostka. Zresztą nawet nie wiem, co tam Hirek powiedział czy napisał. Jego zdziwiły cię te zarzuty o stronniczość?Miałem masę takich sytuacji. Kiedyś w starej siedzibie Canalu pojawiał się kibic Liverpoolu, znany mecenas, który ciągle powtarzał, jak to on mnie lubi. Aż do meczu z United. Mascherano na boisku pożegnał się z rozumem i sędzia go wyrzucił. Powiedziałem, że Argentyńczyk zachowywał się skandalicznie i arbiter nie miał wyboru. Wtedy ten gość zaczął przysyłać różne SMS-y, których treść raczej nie nadaje się do zacytowania. Rozumiem, że można być kibicem i że piłka to emocje, ale ludzie, nie dajmy się zwariować. Kiedyś po meczu Arsenalu z United, kiedy doszło do ostrego spięcia pomiędzy Keownem z Van Nistelrooyem – można to znaleźć w internecie, Keown wyglądał jak wściekły tygrys – dostałem list. „Panie Andrzeju, kiedyś pana szanowałem, a teraz uważam, że jest pan…”. Tu pojawiła się cała litania. „Bo ja tę sytuację oceniłem tak, a nie inaczej”. Zauważyłem, że często w życiu najbardziej trzeba uważać na tych, którzy klepią cię po te reakcje kibiców są jak w sporach dotyczących PO – wymykają się pewne rzeczy spod kontroli. Ktoś powie: fajnie, że są emocje, a ja uważam, że jak najbardziej, ale też nie dajmy się zwariować. W Liverpoolu rodzisz się albo niebieski albo czerwony. Akurat nasz kumpel założył tam teraz koszulkę Evertonu, spotykaliśmy kibiców The Reds i nie czuliśmy złej energii. Nie było napięcia czy chęci użycia argumentu w postaci pięści. Raczej typowo angielskie poczucie humoru. Hasła, które cię rozbrajały. Chciałbym, żeby takie dyskusje polegały na przekomarzaniu, a nie okładaniu się po wiadomo czym. Co w tym fajnego? Jakie świadectwo wystawiasz własnemu ojcu czy matce? To samo z hejtem w sieci. Hejter to człowiek z kompleksami i jakimiś życiowymi deficytami. Czy osoba szczęśliwa, wartościowa, która do czegoś w życiu doszła, tak się zachowuje? Smutne, że brakuje zwykłego szacunku. Normalnej życzliwości. Ktoś spotka cię na ulicy i poklepie: „fajnie, fajnie”, a w internecie schowa się pod nickiem i zacznie cię obrażać do trzeciego pokolenia wstecz. Jeśli kogoś to bawi, proszę bardzo, ale ktoś, kto do czegoś w życiu doszedł, nie będzie się brał za takie widzisz. A zapowiedziałem ten wywiad jako rozmowę z człowiekiem bez ja mam hejterów! Może nie są ich całe zastępy, jednak też tego doświadczam. A może to nawet niedobrze? W końcu niektórzy mówią, że liczba wrogów jest miarą sukcesu. Przy konstruktywnej krytyce zawsze jednak zadaję sobie pytanie: „Twaro”, a może powinieneś to zrobić inaczej? Tu jest źle, to wymaga faktycznie poprawy?Miałeś do siebie pretensje po Lidze+ Extra ze Stefanem wtedy ewidentnie przesadziłem. Wierz mi, nie jestem z tego razu nastawiłeś się na rozmowę na kontrze?Generalnie uważam, że dziennikarzowi nie powinno się to przytrafiać. Bardziej mi wstyd za ten program. Wiele osób mówiło, że „fajnie, fajnie”, ale moi rodzice nie byliby ze mnie dumni. Raczej zażenowani. Kontekst był taki, że cała sytuacja mi się nie podobała. Sądziłem, że toczy się nieczysta gierka wokół stanowiska selekcjonera i pewne siły próbują umieścić kogoś ze szkodą dla drużyny narodowej. Zagrały we mnie emocje. Niepotrzebnie. Można to było załatwić w bardziej cywilizowany może właśnie trzeba było podostrzyć?Może, ale w tym przypadku poszedłem za daleko. Teraz wokół generalnie jest zatrzęsienie negatywnych, złych emocji. Każdy jedzie z każdym. Zastanawiam się, czy w programach też to trzeba robić non stop. Ktoś powie, że u nas jest za słodko? Mnie delikatna szpila wystarcza, ale wiem, że dzisiaj każdy chce, by krew tryskała we wszystkich mówisz to akurat w rozmowie z też czasem przeginacie. Co innego przedstawiać w sposób humorystyczny – jak często robicie – a co innego krytyka zbyt daleko posunięta i bardzo personalna. Trzeba czasem brać pod uwagę uczucia ludzi. Ich rodzin, dzieci. Ale nie mówię tego jako przeciwnik Weszło. Raczej nie wyobrażam sobie, żeby ktoś zajmujący się piłką nożną, nie czytał tej strony. A jeśli tak mówi, to wiadomo, że kłamie. Sam też nie jestem święty. Nieraz mnie ponosiło, choć żadna „panienka” na antenie nie poleciała. Zawsze miałem natomiast skłonność do zabawy słowem, wymyślania różnych kalamburów. Kiedyś z 18 lata temu powiedziałem podczas skrótów z Premier League, że patrząc na grę Leeds można puścić „Pawia” (przydomek Leeds). Lekko niesmaczne. Dziś to chyba byłby suchar czy coś innego – nie kumam do końca tej grubo, grubo (śmiech). Albo kiedy Nicky Butt strzelił zwycięskiego gola dla United, powiedziałem, że nie ma bata na Butta. W końcu Janusz Basałaj przyszedł do pokoju i powiedział: Synku, lądujemy. Weź się chłopie paradoks, bo tak wiele mówimy o krytyce, a ty trafiłeś do Canal+ właśnie dzięki temu, a raczej przez to, że ich krytykowałeś. To nieprawdopodobna historia, bo chyba żaden komentator nie startował w taki ja ogólnie jestem krytyczny, ale czuję się o tyle fair, że najbardziej krytyczny jestem wobec siebie. Tak analizuję swoje życie i moim ulubionym filmem powinien być „Przypadek” Kieślowskiego. Tak jest ze wszystkim! Nawet to Anfield. Przecież ja tam miałem nawet nie jechać. Miałem robić studio do LM, ale okazało się, że Marcin Rosłoń biegając zerwał więzadło w kolanie. Zadzwonił nasz wydawca, Piotrek Małkowski, najbardziej profesjonalny człowiek w telewizji na świecie, razem z Radkiem Śliwińskim, powiedział: – Twaro zmiana planów , musisz jechać do Anglii na City i to było przed meczem?Dzień. Przebukowali bilety i tak znalazłem się w Manchesterze na Lidze Mistrzów, a potem na Anfield. A wiesz, jak poznałem żonę? Był w Warszawie taki klub „Piekarnia”. Bardzo fajne miejsce. Poszedłem tam i poznałem dziewczynę, która wpadła mi w oko. Gadamy, gadamy, wychodzimy z klubu i mówię: poczekaj chwilę na mnie. A ona musiała pomyśleć: kurde, co za bezczelny facet, odpaliła auto i pojechała. Nie znałem numeru telefonu, nic o niej nie wiedziałem. Co zrobiłem? Przez następne dwa miesiące piątek-sobota chodziłem do „Piekarni”. Po dwóch miesiącach patrzę: jest Aśka. Niesamowicie się to z tym Canalem jak dokładnie było? Historia jest w miarę znana, ale opowiedz ją szczegółowo – siedziałeś przy piwie z kumplem i jechałeś po komentatorach?Siedziba była wtedy przy Kawalerii, gdzie nie było żadnej kantyny i najbliższym miejscem, w którym można było się posilić, był właśnie Garaż. Siedziałem, gadałem, a stolik obok widocznie siedziała osoba z Canalu, której nie faktycznie jechałeś równo z trawą? Bez przesady – nikogo nie obrażałem. Raczej byłem surowym recenzentem. I tak się niesamowicie złożyło, że potem siedzę w domu i dzwoni telefon.– Halo? – No cześć Andrzej. Janusz Basałaj z tej strony – znaliśmy się, bo środowisko dziennikarskie raczej się kojarzy. – Cześć Janusz, co tam? – Słyszałem, że nie podoba ci się, jak komentujemy mecze. – Hmm, am, em… A co? – Nieważne „a co”. Dotarły do mnie takie informacje. – No okej, tak powiedziałem. Nie będę z siebie robił głupka. – To jak jesteś taki mądry, chodź, sprawdzisz i pokażesz, jak to się robi – powiedział z początek, co? Tych „przypadków” w moim życiu jest więcej. Wyobraź sobie, że latem poleciałem z rodziną do Stanów. Idziemy ulicą w Nowym Jorku. Wszyscy już jesteśmy zrypani, mamy dość, ale moja żona jest taka, że jak już gdzieś lecimy, to wyciska taki wyjazd jak cytrynę, nie ma przebacz. – Chodźmy jeszcze do tego kościoła – mówi, a wszyscy już lekko konamy. Przekraczam próg kościoła, patrzę… Janusz Basałaj. Mówię: cześć, a jego mina… Nawet na mnie nie patrzy. Wzrok wbity pod kątem 45 stopni i jestem przekonany, że zastanawia się w tym kościele, czy przypadkiem nie są to jakieś zwidy. Szok krótko mówiąc. Po jakichś pięciu sekundach uzmysłowił sobie, że to realna sytuacja i odpowiedział: no cześć „Twaro”. Całe moje życie to jeden wielki zbieg wracając do tematu…Pojechaliśmy ze „Smokiem” komentować pasjonujący mecz Wisła Kraków – ŁKS bez publiczności. Listopadowa szaruga i coś tam dukałem. Ale że Janusz coś w tym zobaczył, to już nadaje się do programu „Nie do wiary”.Miałeś przekonanie, że zmarnowałeś szansę?To był dla mnie tak gigantyczny stres, że dziś nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Ogólnie miałem trudny moment w życiu. Takie zakręty sam ze sobą. Próba podjęcia wyzwania była dla mnie tak kosztowna jak wspinanie się zimą w trampkokorkach na K2. Uznałem jednak, że muszę. Kiedy w życiu masz słabsze chwile – czego sam doświadczyłem – nie możesz się chować ani uciekać. Kiedy się schowasz, to możesz już nie z NC+ mówią , że jesteś różny. Czasem jest mi smutno, czasem łapię lekką euforię. Malkontent? Być może, ale nieszkodliwy. Umiem też cieszyć się życiem. Jak zabawa to raczej na całego. Spędziliśmy po pracy z „Wieszczem” wiele wieczorów, kiedy witaliśmy niewczesny poranek w Warszawie. Człowiek – jak każdy – potrzebuje takiego resetu, ale zdarzały mi się chwile, kiedy próbowałem sobie poukładać świat i nie było mi łatwo. Nie wstydzę się tego. To nadzieja dla osób, które mają trudny czas. Mimo wszystko trzeba walczyć, bo nie ma gór nie do zdobycia. Nie można się cię tak wytrąciło z równowagi? Pracowałeś fizycznie w Anglii, prawda?Po kolei. Byłem na rozdrożu. Skończyłem liceum i jakimś cudem zdałem maturę, a – uwierz – uczniem byłem kiepskim. W podstawówce na Stegnach potrafiłem pójść do szkoły, by w pewnym momencie powiedzieć kumplom, że zginął mi tornister, wszyscy postawieni na baczność, przeczesaliśmy wszystko, zajrzeliśmy w każdy kąt. A potem wracam do domu i on leży na biurku. Zeszyt miałem jeden do wszystkiego, a właściwie go nie miałem. Uczyłem się w dwa tygodnie, kiedy wychodziła ewidentna lufa. Taka – wiesz – trója na szynach, wejście przed obrońcę rozpaczliwym wślizgiem (śmiech). Dobry byłem z WF-u. Kapitan w gałę, siatę, kosza. Do tego tenis stołowy, biegi przełajowe po myślałeś o piłce?Byłem wytworem akademii podwórkowej. Podanie na jeden kontakt, przerzut czy drybling nie sprawia mi problemu. Niedawno wzięliśmy udział w turnieju halowym Maćka Rybusa. Niezła obsada – Widzew, drużyna Maćka, piłkarze z Ekstraklasy. W trzech meczach wsadziłem cztery sztuki i zaliczyłem dwie asysty, a nie grałem dwa lata. Czy myślałem o piłce? Kiedy graliśmy mistrzostwa dzielnicy na Agrykoli, podszedł do mnie facet i zaproponował, żebym przyszedł na treningi. Miałem 16-17 lat. Poszedłem, ale kiedy zobaczyłem, że najlepszą rozrywką w szatni było oddawanie moczu na piłkę i kopanie jej po szatni, to uznałem: Dobra „Twaro”, spadamy maturę i pojechałeś do Anglii?Nie chciałem wylądować w armii i najpierw poszedłem do szkoły o profilu: handel zagraniczny. Kompletnie się tam nie odnajdywałem. Jedyne, co mi zostało, to trochę niemieckiego. Miałem wymagającą panią i dziś kiedy przejeżdżam przez Niemcy, nie mam problemu, by złożyć proste zamówienie w knajpie, czy poradzić sobie w sklepie. Zmienił się jednak nauczyciel. Nowy nad niczym nie panował. Wszyscy wchodzili mu na głowę i gadał sam do siebie. Poczułem w tym wszystkim taką totalną beznadzieję, że w końcu z bezsilności powiedziałem mojej ówczesnej dziewczynie:– Chodź, pojedziemy do Anglii – byłem przekonany, że odpowie: oszalałeś? Jak to? Gdzie? Po co?.A ona na to: – nie mogłeś ot tak zwinąć mandżur i jechać. Musieliśmy wykupić wycieczkę do Gdańska. Tak też powiedziałem rodzicom. Prawie jak w filmie „300 mil do nieba”. Sforsowaliśmy granicę w Dover, a tam tradycyjne pytanie. Po co jedziecie? Oczywiście, że pozwiedzać. Przecież nie po to, by tam żyć. Nikogo nie znaliśmy. Pierwsza noc – nie znaleźliśmy stałego lokum, więc zostało bed and breakfast, a w kieszeni 200 funtów. Następnego dnia znaleźliśmy miejsce do spania i dostałem się do pracy. Harówa robiłeś?To było miasteczko Aislebury. Pamiętam, bo Jermaine Pennant rozbił tam później o latarnię swojego Mercedesa. Pracowałem przy remoncie dużego centrum handlowego. 2,85 funta za godzinę. 16 godzin dziennie, siedem dni w tygodniu. Wracałem o dwunastej w nocy, padałem na twarz, a o czwartej wstawałem, bo trzeba było dojechać na szóstą. Dwie godziny kimałem jeszcze w pociągu. I tak przez dwa miesiące. Non stop. Najgorzej było, gdy podjechała wielka kopara, która na łyżce miała świeży beton. Nasz majster powiedział: weźcie taczki i przewieźcie ten beton na górę. Mieliśmy na to godzinę, a panował taki skwar, że musieliśmy to zrobić jak najszybciej, bo inaczej beton by związał i byłoby po ptakach. Rozpoczęliśmy nasz etap górski Tour de France. Trzy kondygnacje ślimakiem do pokonania z taczką dociążoną po sam rant. Poza tym wyburzaliśmy ściany młotem pneumatycznym. Co najgorsze – bez maseczek. Złapałem bakteryjne zapalenie płuc i musiałem się wypisać. Potem kolega dał mi pracę na Smithfield Market, gdzie życie rozpoczyna się o 22 i handel trwa do szóstej. Bardzo to lubiłem. Kolega John „The Eagle” – bo miał nos jak orzeł – dzwoni do mnie do dziś, a minęło przecież tyle lat. Wróciłem jednak do Polski, bo dziewczyna źle się czuła w Anglii. Uczucie wtedy zająłeś się dziennikarstwem?Wiadomo jak. Przez totalny przypadek. Matka mojej dziewczyny powiedziała, żebym poszedł spróbować do „Gazety Wyborczej”. Robiłem tam małe relacje. Trzecia liga siatkówki kobiet, III liga piłki nożnej. Relacje na jeden akapit. Czułem, że są lepsi i że nie rozwinę tam skrzydeł. Miałem jednak kumpla, Ryśka Szulczyka, który pracował w biurze ogłoszeń „Expressu Wieczornego”. Nagle zaproponował, że pojedziemy na giełdę samochodową do Słomczyna i będziemy sprzedawać w PKS-ie tygodnik „Auto Biznes”. Rysiek kupił megafon, wzięliśmy dwieście sztuk i sprzedaliśmy… może dwie. Więcej było z tego obciachu, niż zysku. Rychu porządny chłop chyba miał lekkie wyrzuty sumienia wobec mnie, bo to miała być żyła złota (śmiech). No i powiedział, że pójdzie do szefa działu sportowego w „Expressu”, a nuż coś się wydarzy. Tak trafiłem do Jurka to był rok?1993. Poszedłem do Jurka i dostałem następujący temat: na boisku B-klasy niedaleko Krakowa bramkarz stracił życie w wyniku zderzenia z obrońcą. Wyskoczył i trafił go kolanem w krtań. Kiedy to usłyszałem, zamarłem. Jak mam do tego podejść? Stwierdziłem jednak, że spróbuję. Porozmawiałem z rodzicami chłopaka i napisałem to wszystko odręcznie na jakichś kartkach A4. Wtedy to ja nawet kompa nie miałem. Przepisywałem to do siódmej rano, i z duszą na ramieniu zaniosłem to do Jurka. Czyta, czyta, dochodzi do końca, wstaje i mówi: gratuluję. Szok. Tekst trafił na pierwszą stronę pod winietą „Kulis”, czyli piątkowego wydania, które wtedy miało pewnie ze 300 tysięcy nakładu. Przeszedłem tam szkołę dziennikarstwa. Jurek uczył innego spojrzenia. Żeby wyjść poza schemat przy języku i opisywaniu. Ale wcześniej… Czekaj, za dużo mówię?Co ty, zająłem się dziennikarstwem, znajomy siostry zaproponował mi pracę w firmie, która handlowała wykrywaczami metali. Totalny obłęd. Byłem tam gońcem. Jeździłem na przykład wodociągów w Puławach, by dostarczyć im część potrzebną do wykrycia usterki w sieci wodociągowej. W końcu facet, który prowadził firmę, spojrzał na mnie i stwierdził: „Andrzej, robisz postępy, chyba muszę cię zabrać na prezentację do wodociągów”. Wtedy uznałem, że czas uciekać. Pojawił się casting do działu sportowego w Radiu Zet. W komisji był obecny szef Eurosportu, Adam Widomski. Po pierwszym etapie ktoś po odsłuchaniu taśmy powiedział, że nie podoba mu się moja chrypa i wysłał mnie do lekarza foniatry. Starszego profesora przy Akademii Muzycznej. Wchodzę, otwieram usta i słucham, ile mam wad w środku. Facet oceniał głosy operowe, a tu podniebienie takie lekko skręcone, zwichnięte, generalnie cud, że w ogóle pacjent gada. Na koniec kazał przynieść prześwietlenie kręgosłupa.– Niby dlaczego? – zapytałem. – Przekona się wydać oświadczenie, czy mogę pracować na antenie, ale odmówił, bo miałem ucisk na nerw. Dramat. Głos miał mi zanikać. Na tym etapie było nas jednak dwóch i ten drugi z tego wywiadu dowie się, że wygrał właśnie ze mną. Mam zerową pamięć topograficzną. Potrafię być w jednym miejscu dziesiąty raz i wciąż nie wiem, czy pójść w prawo, czy w lewo. Ale gdy zobaczę kogoś, kto mi mignął na urlopie w samolocie piętnaście lat temu, to prawdopodobnie go zapamiętam. No i zapamiętałem. A tym gościem był Robert Sitnicki, z którym dziś pracujemy w jednej firmie. On się dostał do Radia Zet, a ja zostałem na lodzie. To było jeszcze przed moim epizodem w „Gazecie Wyborczej”.Masz chyba najbardziej absurdalne CV wśród polskich dziennikarzy możliwe. Po drodze jeszcze pojechałem zrobić reportaż z żużlowego Grand Prix do Bydgoszczy dla „Trójki”. Wszystko nagrywałem się na taśmę, kompletnie byłem zielony w radiowej robocie. Nagrałem więc dwie godziny wycia jazdy motorów. Kiedy wróciłem i Artur Kulikowski to zobaczył, tylko złapał się za głowę. Pomógł mi to zmontować, a wtedy robiło się to żyletką i sklejką. Tak go zasypałem, że znad taśmy wystawał mu tylko czubek głowy. Z tego miejsca chciałbym mu podziękować i przeprosić. Dzięki niemu zadebiutowałem w popołudniowym „Zapraszamy do Trójki”. Ważna rzecz, bo „Trójkę” kocham miłością pierwszą i w Canal+ sam jesteś „dyrektorem sportowym”.Jakiś czas temu faktycznie miałem swój udział w sprowadzaniu komentatorów i reporterów. Od początku optowałem za przejściem Krzyśka Marciniaka z Orange, co zaskoczyło wiele osób, bo wcale nie był tam numerem jeden. Wiedziałem jednak, że do nas będzie idealnie pasował. Kiedy okazało się, że Canal ma całą ligę, Jacek Okieńczyc powiedział, że potrzebujemy na szybko Basałaj miał żal?Miał. Przysłał kilka cierpkich SMS-ów, ale rozumiem go. Trudno się dziwić. Zobowiązałem się jednak, że przeprowadzę pewne rzeczy i wskażę odpowiednie osoby. Kwestia, czy same się dogadają i w ogóle będą chciały odejść. To rynek. Miałem jednak świadomość, że dla Krzyśka to może być coś fajnego. Podobnie było z Rafałem Wolskim i Przemkiem o które muszę zapytać, czyli „zapinamy pasy i startujemy”. Ostatnio o Kloppie powiedziałeś, że wytwarza tyle energii, że mógłby ogrzać 200-tysięczne miasto. Na ile przygotowujesz sobie te komentarze, a na ile to spontan?Dużo leci na spontanie. Siadanie głęboko w fotelach też nie wydarzyło się nagle. Wiedziałem, że chcę mieć coś swojego. Nigdy na nikim się nie wzorowałem. Szukałem własnej drogi. Uznałem, że potrzebuję czegoś, co odróżni jeden mecz od drugiego i da ludziom świadomość, że wydarzy się coś istotnego. Przyszły mi do głowy „pasy”. Takie hasła raz są lepsze, raz gorsze. Niektórzy uważają, że powinno się komentować bez głupich dygresji, ale ja uwielbiam zabawę dawać tytuły w „The Sun”.Chyba odnalazłbym się. Lubię pobawić się słowem. Jedna z pierwszych moich zapowiedzi na Twitterze. „Tu masz Lis na żywo” do meczu Leicester City. Zawsze tak sobie kombinowałem. Kiedy widzę nazwiska piłkarzy, czasem np. czytam je sobie wspak. Dobry jest na przykład Milik! (śmiech)Zdarzył się jakiś suchar?Jestem w tym zielony. Co to tak naprawdę jest ten suchar? Śmieszne czy żenujące?Czasem tak żenujące, że aż pewno takie że nie wiesz co to suchar, a przecież jesteś na bieżąco z językiem zapytałem córkę:– Co to jest to LOL? – Weź sobie, tata, wygoogluj.„Na propsie” też nie wiedziałem. Nawet się zastanawiałem, co to może znaczyć. „Naładowany?”. Stwierdziłem, że rozmowa z Rafałem Nahornym używając takich słów będzie miała fajną wymowę. Po prostu – żeby pozbyć się niepotrzebnego nadęcia. Nie lubię w komentarzu przesady. Patosu. Czasem to jest potrzebne, ale zdarzają się komentatorzy, którzy zalatują sztucznością na kilometr. Sorry, nie kupuję tego. Czasem trzeba dorzucić do pieca, ale potem ten płomień należy lekko zmniejszyć. To decyduje, czy nie ocierasz się jako komentator o śmieszność, bo jesteś tak napięty, że hohoho. Wtedy to niestrawne. Wiesz, z czego jestem dumny? Z Multiligi. Obsadzić tyle dobrych par komentatorskich live i tylu dobrych reporterów mając do zrobienia taką kobyłę to duża rzecz. Najbardziej mnie cieszy, gdy ktoś mówi, Multiliga? E to łatwe. A ja odpowiadam: na tym polega cała sztuka! Dopiero kiedy robisz coś dobrze, wtedy innym wydaje się to proste. Jak oglądasz narciarstwo alpejskie i widzisz gościa, który punktuje w pucharze świata, wydaje się, że to jest dziecinnie proste. Ot tak, pstryk, wkładam narty, bujnę się w lewo, prawo i wygrywam. Na tym to że wywołałeś tę multiligę. Złapaliście lekki mindfuck przy ostatnim zamieszaniu z tabelą i zasdami fair-play?Oczywiście. Skoro nawet Paweł Mogielnicki na to nie wpadł, to… już chyba nikt nie mógł. Z jednej strony totalne szaleństwo, z drugiej – super. Widać, że to żywa telewizja. Nie możesz się spiąć. Musisz uznać, że być może nigdy więcej coś takiego się nie wydarzy i potraktować to jak dar od losu. To też buduje napięcie i dramaturgię. Można puścić oko. Zastanawiać się, czy to rozumiesz, czy nie. Na tym też polega sport – nie wiesz do końca, jak się słowem ten chaos i brak profesjonalizmu bywa czasem na rękę?Chciałbym, żeby było na maksa profesjonalnie. Przeżyłem różne momenty przy Ekstraklasie. Sama afera korupcyjna. Oceniałeś coś, a po czasie dowiadujesz się, że wszyscy robili cię w bambuko. Aresztowania dotyczyły też przecież osoby, która u nas występowała. Byłem tym przerażony. Zastanawiałem się, jak ugryźć ten temat. Czy to wszystko ma sens. Kto na czymś takim jest najbardziej stratny? Kibic to oczywiste. I ten, kto sprzedaje produkt. Namów kogoś do kupna dekodera, jeżeli to, co przed chwilą się działo, okazało się jedną wielką ściemą. Trzeba podziękować chłopakom z „Wyborczej” od słynnego wywiadu z Piotrem że coś nie gra komentując jakieś spotkanie?Kiedy robiłem Ligę+ z Pawłem Zarzecznym zdarzały się śmieszne mecze, ale człowiek mógł tylko puścić oko. Przecież nie masz dowodu. Co powiesz? Oskarżysz kogoś? To nie był łatwy czas, ale dobrze, że się wydarzyło. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Przecież nie Basałaj, Zarzeczny,Laskowski, Smokowski, Twarowski reżyserowali te teraz to jest liga, która daje ci pełną satysfakcję?Myślałem, że rozwój pójdzie szybciej. Byłem przekonany, że Euro zmieni koniunkturę i stadiony będą pełne. Wygraliśmy organizacyjnie. Jestem za to wdzięczny Michałowi Listkiewiczowi, który zaniedbał wiele rzeczy – pamiętam jak u nas w studiu po aferze z sędzią Fijarczykiem powiedział, że to jedna czarna owca, a ja zapytałem, czy nie myśli, że to całe stado – ale Euro to niesamowity kop w sensie cywilizacyjnym. Kiedy oglądałem ceremonię ogłoszenia, łzy autentycznie wzruszyłem się. Nie myślałem nawet w kategoriach sportowych. Chodziło o to, że następnego dnia obudzimy się już w innej rzeczywistości. Jestem pewien, że Euro to był dla nas cywilizacyjny skok. Wszystko przyspieszyło. Często narzekamy na Polskę, a sami nie doceniamy tego, co mamy. Prawie każdy kto u nas był, jest Polską i Polakami zachwycony. Naprawdę powinniśmy być dumni z siebie i tego, co osiągnęliśmy od 1989 roku. Wracając do ligi – teraz tendencja jest wzrostowa, ale nie oszukujmy się, wiele znów zależy od Euro. Liga jest powiązana z reprezentacją. Polak kocha piłkę, ale tak jak każdy potrzebuje sukcesu by to uczucie mogło się rozwijać. Liga potrzebuje bodźca w postaci awansu do Ligi Mistrzów i np. dwóch drużyn w Lidze Europy. Mamy fantastyczne pokolenie w reprezentacji. Jestem pewien, że to zwiastun czegoś dobrego i trwałego, a nie tylko wyjątkowy zbieg prawda, że przyjaźnisz się z Lewandowskim?Znamy się, ale to zwyczajna koleżeńska relacja. Ja generalnie nie kręcę się przy kadrze. Nie dążę za wszelką cenę do koleżeńskich relacji z piłkarzami. Fajnie jest pogadać, pośmiać się, ale to chyba obu stronom w zupełności wystarcza. Moim serdecznym przyjacielem był w trakcie kariery Aco Vuković. Spotkaliśmy się – oczywiście – przypadkowo. Szedłem Agrykolą do starej siedziby Canal+ i zobaczyłem, że komuś rozkraczył się samochód. Patrzę: Vuko. Spojrzeliśmy na siebie, zaczęliśmy się śmiać i właśnie wtedy złapaliśmy super kontakt. Czasem spotykasz ludzi, z którymi wiesz, że będziesz się dobrze czuł. Aco to tak mądry człowiek i porządny gość, że czasem brak słów. Byłem u niego na weselu w Banjaluce. Niezapomniane przeżycie. 250 osób i przez całą imprezą wszyscy tańczyli. Od tego, co miał trzy lata do tego 93-letniego. I każdy znał słowa piosenek. Fenomenalne. My się czasem wstydzimy zaśpiewać „szła dzieweczka do laseczka”, a u nich wszystko swojskie, na koniec… Jeden z twoich kolegów powiedział, że jak na dziennikarza telewizyjnego jesteś wybitnie nietelewizyjny. W ogóle nie masz parcia na szkło, imprezy i wykorzystywanie popularności. Bo tego nie lubię. Trochę gardzę takim lansem. To nie jestem ja. Nie mam aspiracji salonowo-towarzyskich, a na blichtr szkoda mi czasu. Życie jest za krótkie, by marnować je na ścianki. Wiem, że to potrzebne w moim zawodzie, bo potem ktoś zrobi badania rozpoznawalności, gdzie nie wypadnę najlepiej, ale jak na faceta z kodowanej stacji i tak parę osób mnie kojarzy. Dla znajomych i tak zawsze pozostanę „Johnnym ze Stegien”. Kiedy zapytasz na Stegnach ludzi z mojego pokolenia o „Johnny’ego”, to powiedzą co to za gość. A jeśli ktoś dwadzieścia lat temu jechał na Ursynów aleją Sikorskiego i widział wariata pod żółtą sodową lampą, który ćwiczył tam technikę i zwody, to byłem ja. A dziś w tym miejscu stoi nowa siedziba Canal+. Z jej okien widzę swoją podstawówkę. Przypadek? Nie sądzę!Rozmawiał TOMASZ ĆWIĄKAŁA
AKT PIĄTY. SCENA I. Cmentarz. (Wchodzę dwaj Grabarze z rydlami). 1 Grabarz. Maż być na chrześcijańskim cmentarzu pogrzebana ta, co dobrowolnie poszła szukać swojego zbawienia? 2 Grabarz. Powiadam ci, że będzie; kop więc grób co prędzej. Koroner dobrze się w tej sprawie rozpatrzył i przyznał, że się jej należy pogrzeb chrześcijański. 1 Grabarz. Jak to być może? Chyba że się utopiła mimo woli? 2 Grabarz. Tak się właśnie pokazało. 1 Grabarz. Musi to więc być se offendendo i nie może być inaczej. Bo w tem właśnie cała trudność. Jeśli się topię rozmyślnie, jest to uczynek, a każdy uczynek składa się z trzech gałęzi, to jest: działać, czynić i wykonać, ergo utopiła się rozmyślnie. 2 Grabarz. Ależ tylko słuchaj, bracie grabarzu! 1 Grabarz. Za pozwoleniem. Tu płynie woda, dobrze, a tam stoi człowiek, dobrze; jeśli tamten człowiek przyjdzie do tej wody i utopi się chcąc nie chcąc, sam się topi, bo sam poszedł do wody; czy rozumiesz? Ale jeśli woda przyjdzie do niego i zatopi go, to co innego, wtedy sam się nie topi, a zatem ten, który jest niewinny własnej śmierci, nie skraca własnego życia. 2 Grabarz. Czy to jest prawo? 1 Grabarz. Możesz mi wierzyć; prawo koronarskiego poszukiwania. 2 Grabarz. Czy chcesz, żebym ci powiedział prawdę? Gdyby to nie była szlachcianka, pogrzebanoby ją na rozstajnych drogach. 1 Grabarz. Dobrze mówisz, a tem gorzej dla wielkich panów, że mają na tym świecie więcej zachęty do topienia się lub wieszania, niż reszta braci ich chrześcijan. A teraz do rydla! Niema starszej szlachty od ogrodników, kopaczy i grabarzy, bo ich rzemiosło datuje od Adama. 2 Grabarz. Czy Adam był szlachcicem? 1 Grabarz. On pierwszy broń nosił. 2 Grabarz. A jakże mógł ją nosić, kiedy jej nie miał. 1 Grabarz. Człowieku, czy ty poganin? A jak ty Pismo rozumiesz? Pismo powiada: Adam kopał ziemię. Czy mógłby kopać ziemię, gdyby nie miał broni? A teraz zadam ci inne pytanie, jeżeli mi nie odpowiesz do rzeczy, musisz wyznać, że jesteś — 2 Grabarz. Słucham. 1 Grabarz. Kto muruje trwalej od mularza, okrętowego majstra i cieśli? 2 Grabarz. Ten, co stawia szubienice, bo ta budowla przeżyje tysiące lokatorów. 1 Grabarz. Dowcip twój mi się podoba, wyznaję. Szubienica, dobrze się nadaje; ale komu dobrze się nadaje? Dobrze się nadaje tym, którzy źle robią, a że ty źle robisz, utrzymując, że szubienica zbudowana trwalej od kościoła, ergo, szubienica zdałaby się i tobie. Szukaj lepszej odpowiedzi, no, pomyśl! 2 Grabarz. Kto buduje trwalej od mularza, okrętowego majstra i cieśli? 1 Grabarz. Tak właśnie; odpowiedz mi na to i skończ robotę. 2 Grabarz. Ba i bardzo! teraz mogę ci to powiedzieć. 1 Grabarz. Więc powiedz. 2 Grabarz. Na mszę świętą, nie mogę powiedzieć. (Wchodzi Hamlet i Horacyo w odległości). 1 Grabarz. Nie łam sobie głowy na darmo; ciężki twój osieł nie przyspieszy kroku, choć go kijami obłożysz; a jeśli kiedy zada ci kto to samo pytanie, odpowiedz: grabarz; domy, które on buduje przetrwają do dnia sądnego. A teraz idź do Yaughana i przynieś mi kwaterkę wódki. (Wychodzi drugi Grabarz). 1 Grabarz (kopie i śpiewa). Gdym się kochał, jeszcze młody, Chętniem skracał ceregiele, A gdzie szło o me wygody, Najwięcej było niewiele. Hamlet. Czy ten człowiek nie wie, co robi, że śpiewa, grób kopiąc? Horacyo. Przyzwyczajenie oswoiło go z tą robotą. Hamlet. To prawda, ręka mało pracująca delikatniejsze ma czucie. 1 Grab. (śpiewa). Lecz czas się powoli skradał I w swe mnie uchwycił szpony, Ani pytał, ani gadał, Milczkiem powiódł mnie w te strony. (Wyrzuca czaszkę). Hamlet. Czaszka ta miała także język i mogła kiedyś śpiewać. Gbur ten ciska nią o ziemię, jakby to była czaszka Kaina, który popełnił pierwsze morderstwo. Czaszka, którą ten osieł pomiata, może była mózgownicą jakiego dyplomaty, który chciał wyprowadzić w pole samego pana Boga. Czemu nie? Horacyo. Bardzo być może, mój książę. Hamlet. Albo dworaka, który umiał powtarzać: „Dzień dobry, dobry panie; jakże kosztowne zdrowie dostojnego pana?“ Może to jaki Jaśnie Wielmożny, który chwalił konia jakiego innego Jaśnie Wielmożnego w nadziei, że go tym sposobem wyżebrze. Jak ci się zdaje? Horacyo. Być może. Hamlet. Bez wątpienia; a teraz to własność pani Robakowej, nagi czerep, ze szczęką odtrąconą rydlem grabarza. Piękna to rewolucya, gdybyśmy mieli dość sprytu, żeby ją widzieć! Czy wyżywienie tych kości tyle kosztowało tylko na to, żeby teraz służyły za kręgle? Na samą myśl o tem czuję ból w moich własnych kościach. 1 Grab. (śpiewa). Ten mój rydel i motyka, I dołeczek w miałkiej glinie Będzie dość dla wędrownika, Gdy go w płachtę śmierć owinie. (Wyrzuca czaszkę). Hamlet. A to znowu inna! Dlaczegóżby to nie mogła być czaszka prawnika? Gdzie teraz jego subtelności, jego dystynkcye, kruczki i matactwa? Czemu pozwala, żeby ten gbur nieokrzesany klepał go po czuprynie zabłoconą łopatą? Czemu go o gwałt nie zapozwie? Hm! może to był w swoim czasie wielki nabywca włości, ze swojemi hipotekami, swojemi obligacyami, swojemi kondemnatami, swojemi dubeltowemi rękojmiami, swojemi adjudykacyami; i toż to jest kondemnatą jego kondemnat i adjudykacyą jego adjudykacyi, że subtelna jego mózgownica adjudykowana subtelnej glinie? Czy wszystkie jego, dubeltowe nawet rękojmie, nie zapewniły mu nic więcej ze wszystkich jego nabytków, jak długość i szerokość dwóch jego hipotecznych zapisów? Toż same akta kupna jego włości ledwoby się zmieściły w tej skrzyni, trzebaż, żeby sam właściciel nie miał więcej? Ha! Horacyo. Ani jednego cala więcej, książę. Hamlet. Czy nie z baraniej skóry robi się pergamin? Horacyo. Tak jest, książę, a i z cielęcej także. Hamlet. Barany i cielęta z tych, którzy szukają na nim swojego zabezpieczenia! Mam ochotę pogadać z tym poczciwcem. Czyj to grób, przyjacielu? 1 Grabarz. Mój, panie (śpiewa). Będzie dość dla wędrownika, Gdy go w płachtę śmierć owinie. Hamlet. Twój pewno dlatego, że w nim stoisz. 1 Grabarz. Pan w nim nie stoi, więc nie pański, ala to mój nie dlatego, że w nim stoję, ale dlatego, że go kopię. Hamlet. Jak widzę lubisz kopać, bo i pode mną kopiesz dołki, ale mnie nie złapiesz; to dół dla umarłego nie dla żywych. 1 Grabarz. Dla umarłych doły, a dołki dla żywych. Hamlet. Dla jakiego człowieka dół ten kopiesz? 1 Grabarz. Dla żadnego. Hamlet. Dla jakiej więc kobiety? 1 Grabarz. Dla żadnej także. Hamlet. Kto w nim będzie pogrzebany? 1 Grabarz. Ktoś, co był kobietą, ale, Panie świeć nad jej duszą! umarła. Hamlet. Co za ćwik z tego hultaja! Trzeba do niego mówić z dykcyonarzem w ręku, lub dwuznacznikami nas pobije. Na Boga, Horacyo! w tych ostatnich trzech latach świat tak zmądrzał, że chłop depce po piętach dworaka i zdziera mu skórę na nagniotkach. Od jak dawna jesteś grabarzem? 1 Grabarz. Ze wszystkich dni roku wziąłem się do tego rzemiosła w tym dniu właśnie, w którym król nasz ostatni, Hamlet, pobił Fortinbrasa. Hamlet. Jak temu dawno? 1 Grabarz. Jakto? Pan tego nie wie? Lada dureń mu to powie. Był to dzień, w którym się urodził młody Hamlet, co oszalał i wysłany był do Anglii. Hamlet. Czy tak? A dlaczego wysłany był do Anglii? 1 Grabarz. Dlaczego? Dlatego, że oszalał, a tam przyjdzie do rozumu, a choćby i nie przyszedł, niewiele to tam znaczy. Hamlet. Dlaczego? 1 Grabarz. Bo nikt się na tem nie spostrzeże; wszyscy tam, jak on szaleni. Hamlet. Jak on oszalał? 1 Grabarz. Bardzo dziwnie, jak powiadają. Hamlet. Jakże dziwnie? 1 Grabarz. Toć stracił rozum. Hamlet. Na jakim gruncie? 1 Grabarz. A juści tutaj, na duńskim. Byłem tu grabarzem, jako chłop lub chłopak, przez lat trzydzieści. Hamlet. Jak długo leży człowiek w ziemi, nim zgnije? 1 Grabarz. Jeśli nie zgnił jeszcze przed śmiercią (bo mamy teraz niemało trupów sfrancowaciałych, że ledwo pogrzebać ich można), przetrzyma jakie lat ośm lub dziewięć; garbarz przetrzyma ci lat dziewięć. Hamlet. Dlaczego garbarz dłużej niż inni? 1 Grabarz. Bo skóra jego tak wygarbowana przez jego rzemiosło, że czas długi wody nie przepuści; a woda, panie, to straszny niszczyciel sk....synów nieboszczyków. Przyjrzyj się tej czaszce; czaszka ta leżała w ziemi lat trzy i dwadzieścia. Hamlet. A czyja była? 1 Grabarz. Szalonej pałki, panie. Czyja, jak myślisz? Hamlet. Nie wiem. 1 Grabarz. Morowe powietrze na tego szalonego hultaja! Toć on mi wylał raz całą flaszkę reńskiego wina na moją brodę. Ta sama czaszka, panie, to była czaszka Yorika, królewskiego błazna. Hamlet. Ta? 1 Grabarz. Ta sama. Hamlet. Pokaż. Ach, biedny Yoriku! Znałem go, Horacyo, był to chłopak pełny krotofilności i nieporównanej fantazyi; nosił mnie na barkach po tysiąc razy, a teraz, jak się na ten widok wyobraźnia moja wzdryga! Ckliwość mnie bierze. Tu były usta, które całowałem nie wiem ile razy. Gdzie teraz twoje koncepta? twoje skoki? twoje pieśni? błyskawice twego dowcipu, przy których biesiadnicy pękali od śmiechu? Czy ci teraz i tyle nie zostało, żebyś szydził ze swoich własnych wyszczerzonych zębów? Wszystkoż przepadło? Idź teraz do komnaty pani i powiedz jej, że, choćby nakładła na cal bielidła, to samo ją czeka; rozśmiesz ją tą obietnicą! Proszę cię, Horacyo, odpowiedz mi na jedno pytanie. Horacyo. Na jakie, książę? Hamlet. Czy myślisz, że tak samo wyglądał Alexander w ziemi? Horacyo. Nie inaczej. Hamlet. I tak zgnilizną trącił? fe! (rzuca czaszkę). Horacyo. Tak samo. Hamlet. Do jak nikczemnego użytku możemy być obróceni, Horacyo! Dlaczegóżby nie mogła wyobraźnia iść w trop za prochem Alexandra i znaleźć go w smarowidle, zatykającem dziurawą beczkę? Horacyo. Tak myśleć, byłoby to zbyt rzeczy naciągać. Hamlet. Bynajmniej. Byłoby nietrudno, a bardzo prawdopodobnie jego proch tam zaprowadzić, tak naprzykład: Alexander umarł, Alexander był pogrzebany, Alexander w proch się obrócił; proch, to ziemia, a z ziemi bierzemy glinę; dlaczegóżby z tej gliny, w którą się obrócił, nie miano przyrządzić smarowidła do zatkania dziurawej beczki na piwo? Cezar, pan niegdyś świata, a teraz garść gliny, Słoniąc chatkę od wiatrów, zalepia szczeliny; Prochem, przed którym niegdyś świat zginał kolana, Dzisiaj chaty żebraczej oblepiona ściana. Cicho, ustąpmy! widzę, król się zbliża. (Wchodzą: Księża i t. d. proccsyoalnie; ciało Ofelii, Laertes i Poczet żałobny, Król, Królowa, Dwór i t. d.). Królowa z dworem. Czyjże to jest pogrzeb? Obrzęd niepełny to nam zapowiada, Że ten, którego przynoszą tu ciało, Sam dnie swe skrócił zapalczywą ręką. Jakiś dostojnik. Odejdźmy na chwillę, Słuchajmy! (Odchodzi na stronę z Horacyem) Laertes. Jakiż zostaje obrządek? Hamlet. Patrz, to Laertes, szlachetny młodzieniec. Uważaj! Laertes. Jakiż zostaje obrządek? 1 Ksiądz. Już dopełnione wszystkie są obrzędy, Na które kanon kościelny przyzwala. Śmierć jej wątpliwa. Gdyby króla rozkaz Naszym ustawom milczeć nie nakazał, Do dnia sądnego na rozstajnych drogach, W niepoświęconej spałaby mogile; Zamiast modlitwy świętych sług kościoła, Gruz i skorupy w jejby grób rzucono; A my jej dali zwykły dziewic kondukt, I kwiatów wianki i pogrzebne dzwony. Laertes. I nic już więcej zrobić wam nie wolno? I Ksiądz. Nic; rzeczy świętych tylkoby to było Profanowaniem, requiem nad nią śpiewać I te modlitwy, które kościół chowa Dla dusz, w pokoju ziemię rzucających. Laertes. Złóżcie ją w ziemię. Z czystego jej ciała Niepokalane niech rosną fiołki! Słuchaj mnie, księże: w orszaku wybranych Aniołem w niebie siostra moja będzie, Gdy ty w przepaściach będziesz wył z boleści! Horacyo. Ha! to Ofelia! Królowa. Kwiat wonny do kwiatu! (Rzuca kwiaty) Bywaj mi zdrowa! Myślałam Ofelio, Że będziesz żoną mojego Hamleta, Że będę kwiecić małżeńskie twe łoże, Nie twą mogiłę. Laertes. Potrójne nieszczęście, Dziesięćkroć razy jeszcze potrojone Na tę przeklętą niechaj spadnie głowę, Co grzeszną sprawą zmąciła ci, siostro, Jasny twój rozum! Wstrzymaj się, grabarzu, Niech ją raz jeszcze chwycę w me objęcia! (Skacze do grobu). A teraz zasyp umarłych i żywych, Aż ta mogiła nad stary się Pelion I nad niebieski Olimpu szczyt wzniesie! Hamlet (zbliża się). Czyjaż to boleść tak jest napuszona? Kto błędne gwiazdy swoim zaklął żalem, Że bieg wstrzymały jak zdziwiony słuchacz? To ja, ja jestem, Hamlet, książę duński! (Skacze w grób) Laertes. To niechże dyabeł duszę twoją weźmie! (Chwyta go) Hamlet. Zła to modlitwa. Tylko puść mnie, proszę! Bo choć nie jestem pochopny do czynu, Dziś w sobie czuję, nie wiem co groźnego; Radzę więc, strzeż się, a ręce przy sobie! Król. Rozłączcie wściekłych! Królowa. Hamlecie! Hamlecie! Kilku dworzan. Panowie, pokój! (Dworzanie rozdzielają ich; obadwa wychodzą z grobu). Hamlet. Będę z nim w tej sprawie Walczył, dopóki ócz mych śmierć nie zamknie! Królowa. Mój synu, w jakiej sprawie, mój Hamlecie? Hamlet. Ja ją kochałem, a mojej miłości Miłość czterdziestu tysięcy jej braci Nie dojdzie miary. Cobyś dla niej zrobił? Król. On obłąkany! Królowa. Laertes! o Boże! Hamlet. Dalej więc, powiedz, cobyś dla niej zrobił? Chcesz płakać? bić się? ciało twoje szarpać? Zjeść krokodyla, Yssel do dna wypić? I ja to zrobię. Czy przychodzisz jęczeć? Czy wyzywając mnie, w jej grób chcesz skoczyć? Dać się z nią żywcem pogrzebać? Ja także. A gdy o górach paplesz, włók miliony Niechaj na głowy nasze póty sypią, Póki mogiła w górę nie urośnie, W ognistej strefie czoła nie oparzy, Ossa się przy niej nie wyda brodawką. Pragniesz się chełpić? ja zdołam to samo. Królowa. Jasne szaleństwo! Lecz paroksyzm minie, Potem, cierpliwy jakby gołębica, Gdy się wylęgną jej złote pisklęta, Będzie w milczeniu smutek swój ogrzewał. Hamlet. Czemu się ze mną obchodzisz tak, panie? Zawszem cię kochał; ale miejsza o to. Niech się Herkules, jak zechce, wysila, Kot będzie miauczał, lecz przyjdzie psa chwila. (Wychodzi). Król. Dobry Horacyo, daj na niego baczność! (Wychodzi Horacyo). (Do Laertesa). Krzep twą cierpliwość tem, com wczoraj mówił; Staraniem naszem będzie rzecz tę skończyć, Dobra Gertrudo, każ syna pilnować. Na tej mogile żywy stawim pomnik. I dla nas przyjdzie spoczynku godzina: Teraz, cierpliwość! To rada jedyna. (Wychodzą). SCENA II. Sala zamkowa. (Wchodzą: Hamlet i Horacyo). Hamlet. Dość o tem, teraz mówmy o czem innem. Czy w twej pamięci wszystkie tkwią szczegóły? Horacyo. Czy tkwią, mój książę? Hamlet. Co do mnie, w mej duszy Wewnętrzna walka sen mi odebrała; Gorzej mi było niż więźniom w kajdanach. Aż nagle — dzięki nagłej rezolucyi! Bo wiedz, że nagłość ludzi nieraz zbawia, Gdy los ich mądre pokrzyżuje plany. Niech nas to uczy, że jest Bóg opatrzny, Który ostatnią formę celom daje, Jakkolwiek sami z gruba je ocieszem. Horacyo. Nie wątpię o tem. Hamlet. Wyszedłem z kajuty, Płaszcz mój żeglarski na barki rzuciłem, I po omacku zacząłem ich szukać, A gdy szczęśliwie znalazłem ich pakiet, Do mej izdebki śpiesznie powróciłem. Trwoga skrupuły moje przygłuszyła; Złamałem pieczęć zleceń wielkiej treści, I wyczytałem królewskie łotrowstwo, Rozkaz nadziany mnogich przyczyn wątkiem Zbawienie Danii, Anglii bezpieczeństwo, Takie z mem życiem złączone straszydła, Że głowę moją, bez najmniejszej zwłoki, Nie tracąc czasu, by topór zaostrzyć, Po odczytaniu uciąć należało. Horacyo. Byćże to może? Hamlet. Oto list królewski, W wolniejszej chwili możesz go odczytać. Chcesz teraz słyszeć, co potem zrobiłem? Horacyo. Powiedz mi, proszę. Hamlet. Pośród bandy łotrów, Zanim mózgowi powiedziałem prolog, On sam już wielką rozpoczął grać sztukę. Siadłem, list nowy pięknie napisałem. Słyszałem nieraz, jak nasi statyści O pięknej ręce z przekąsem mówili, I żeby sztuki pisania zapomnieć Niemało sobie kłopotu zadałem: Sztuka ta przecie była mem zbawieniem. Mamże ci teraz całą treść powiedzieć Mojego listu? Horacyo. Powiedz, dobry książę. Hamlet. Było to króla naszego zaklęcie, By hołdownictwa dotrzymała Anglia, Że jeśli pragnie, aby między nimi Przyjaźni palma zakwitła bogata, A pokój, kłosów wiankiem ozdobiony, Dwóch państw i królów łącznikiem pozostał, Z dodatkiem innych „jeśli“ wielkiej wagi, Aby po tego listu odczytaniu, Bez korowodów dalszych, wydał rozkaz Oddawców listu na śmierć poprowadzić, Spowiedzi czasu nawet im nie dając. Horacyo. Lecz jakże list twój opieczętowałeś? Hamlet. Zrządzenie boże i w tem mi pomogło. Ojcowski sygnet w mej sakiewce miałem, Który pieczęci duńskiej za wzór służył. Tak, jak był pierwszy, złożyłem mój papier, Skreśliłem adres, przyłożyłem pieczęć, Na dawnem miejscu złożyłem bezpiecznie, A nikt mojego nie poznał podrzutka. Nazajutrz była nasza bitwa morska: Co potem zaszło, już ci jest wiadome. Horacyo. Tak więc Rozenkranc płynie z Gildensternem Do gorzkiej mety. Hamlet. Wszak sami, mój drogi, O to poselstwo błagali natrętnie. Moje sumienie w sprawie tej spokojne: Ich śmierć jest skutkiem własnego wyboru. Rzecz niebezpieczna, gdy niższe stworzenia Cisną, się między płomieniste miecze, Walczących z sobą potężnych szermierzy. Horacyo. Co za król! Hamlet. Teraz powiedz, przyjacielu, Czy na mnie wielka nie cięży powinność? On zabił króla mego, uwiódł matkę, Nawet na życie me zarzucił wędkę, A jak obłudnie! Czy się nie należy, Bym mu to wszystko dziś ręką tą spłacił? Czy by to zbrodnią piekielną nie było, Gdybym pozwolił, aby rak ten dłużej Ludzką naturę toczyć mógł bezkarnie? Horacyo. Wkrótce zapewne przyjdą mu nowiny, Jaki ta sprawa w Anglii obrót wzięła. Hamlet. Wkrótce, lecz do mnie tymczasem należy, A ludzkie życie od chwili zawisło. Dobry Horacyo, ubolewam nad tem, Ze z Laertesem tak się zapomniałem, Bo w jego sprawie obraz swojej widzę; Pomyślę, jakbym mógł się z nim pogodzić; Ależ, bo jego boleści przechwałki Całą mej duszy rozbudziły wściekłość. Horacyo. Cicho, moj książę! Któż się to przybliża? (Wchodzi Osrik). Osrik. Witaj nam, książę, z powrotem do Danii! Hamlet. Dziękuję pokornie. — Czy znasz tę ważkę?Horacyo. Nie, dobry mój książę. Hamlet. Tem pewniejsze twoje zbawienie, bo grzechem znać ją. Posiada on niemało ziemi, a urodzajnej. Niech bydlę zostanie panem bydląt, a żłób jego postawią przy stole królewskim. To gawron, ale jak powiedziałem, rozległe są jego posiadłości błota. Osrik. Słodki panie, jeśli czas twój wolny, miałbym do powiedzenia słów parę z rozkazu jego królewskiej mości. Hamlet. Wysłucham ich z całem natężeniem umysłu. Użyj czapki, na co przeznaczona: nakryj głowę. Osrik. Dziękuję waszej książęcej mości; bardzo dziś gorąco. Hamlet. Wierzaj mi, przeciwnie, bardzo dziś zimno. Wiatr wieje od północy. Osrik. To prawda, książę, czas dosyć jest chłodny. Hamlet. A jednak, przy mojej kompleksyi, zdaje mi się, że gorąco i parno. Osrik. Nadzwyczaj, mój książę, bardzo parno, jakgdyby — nie mogę znaleźć wyrażenia. — Ale, mój książę, jego królewska mość poleciła mi oświadczyć, że wielki stawiła zakład z powodu waszej książęcej mości. Opowiem, o co rzecz idzie. Hamlet. Tylko proszę, nie zapominaj. (Daje mu znak, aby przykrył głowę). Osrik. Nie, na honor, tak mi wygodniej, na honor! Otóż, mój książę, przybył na dwór niedawnymi czasy Laertes. Wierzaj mi, szlachcic to całą gębą, pełen najdoskonalszych przymiotów, najmilszy w pożyciu, najokazalszej powierzchowności. Jednem słowem, żeby mówić o nim jak zasługuje, jest to inwentarz albo kalendarz szlachectwa, bo znajdziesz w nim, mój książę, zbiór wszystkich przymiotów, które powinny zdobić szlachcica. Hamlet. Przymioty jego nic nie tracą w twoich ustach, mój panie, chociaż, wiem dobrze, robiąc szczegółowy ich wykaz, pamięć pomąciłaby swoją arytmetykę, nie wyliczywszy i połowy tego, co płynie pod jego szybkim żaglem. Co do mnie, żeby mówić szczerze o jego doskonałościach, uważam go za męża wielkiej duszy, a zbiór jego przymiotów za tak rzadki i kosztowny, że, aby prawdę o nim powiedzieć, nie widzi on podobnego sobie, tylko w zwierciedle. Ktoby chciał inaczej portret jego skreślić, tylko cień jego przedstawi, cień i nic więcej. Osrik. Mówisz o nim, książę, jak nieomylny sędzia. Hamlet. Ale do czego to wszystko zmierza? Czemu powijamy tego szlachcica ostrym oddechem naszej mowy? Osrik. Panie? Horacyo. Czy nie moglibyśmy się zrozumieć w innym języku? Da się to zrobić, nie wątpię. Hamlet. W jakim zamiarze wspomniałeś nazwisko tego szlachcica? Osrik. Laertesa? Horacyo. Sakiewka jego już pusta; wyszastał już wszystkie swoje złote słowa. Hamlet. Tak jest, Laertesa. Osrik. Wiem, że nie jesteś nieświadomy — Hamlet. Chciałbym, żebyś na prawdę wiedział, chociaż na uczciwość, gdybyś i wiedział, nie wieleby to znaczyło na moją korzyść. A więc? Osrik. Wiem, że nie jesteś nieświadomy, mości książę, jaka doskonałość Laertesa — Hamlet. Nie śmiem do tego się przyznać z obawy, abym się nie porównywał z jego doskonałością; a zresztą, żeby dobrze znać człowieka, trzeba go znać, jak samego siebie. Osrik. Chcę mówić, książę, o jego doskonałości w robieniu bronią. Wnosząc z tego, co o nim mówiono, w tej sztuce nie ma sobie równego. Hamlet. A jaka broń jego? Osrik. Rapir i szpada. Hamlet. Aż dwa rodzaje broni! A co dalej? Osrik. Król założył się z nim o sześć barbaryjskich koni, Laertes ze swojej strony, jak słyszałem, stawił sześć francuskich rapirów i sześć sztyletów z wszystkimi przyborami, jak napleczniki, pendenty itd. Trzy zwłaszcza pociągi, na honor, zachwycają wyobraźnię, dziwnie odpowiadają rękojeściom; słowem, są to pociągi najwytworniejszej roboty i najrzadszego wymysłu. Hamlet. Co nazywasz pociągami? Horacyo. Wiedziałem, że nim z nim skończysz, będziesz potrzebował komentarza. Osrik. Przez pociągi, książę, rozumiem pendenty. Hamlet. Wyrażenie byłoby stosowniejsze, gdybyśmy mogli nosić armaty przy boku, nim do tego przyjdziemy, wolałbym zostać przy pendencie, po staremu. Lecz wróćmy do rzeczy: sześć barbaryjskich koni przeciw sześciu francuskim rapirom z ich przyborami i trzem pociągom najrzadszego wymysłu, to francuski zakład przeciw duńskiemu. A o co zakład? Osrik. Król utrzymuje, że w dwunastu pchnięciach z tobą, książę, Laertes nie trąci cię więcej, jak trzy razy; tymczasem on zapowiada dziewięć na dwanaście. Sprawa ma się natychmiast rozstrzygnąć, jeśli wasza książęca mość raczy się do tego przychylić. Hamlet. A jeśli odpowiem: nie. Osrik. Chcę powiedzieć: jeśli wasza książęca mość raczy prośbę te przyjąć. Hamlet. Będę się w tej sali przechadzał; to moja chwila wytchnienia. Jeśli tak się spodoba jego królewskiej mości, niech przyniosą rapiry. Skoro szlachcic ma ochotę, a król upiera się przy zakładzie, wygram dla niego, jeśli potrafię; w przeciwnym razie będę miał dla siebie w zysku hańbę i odebrane ciosy. Osrik. Mamże ponieść tę odpowiedź? Hamlet. To treść jej; wolno ci jednak ukwiecić ją wedle twojego smaku. Osrik. Polecam się względom waszej książęcej mości (wychodzi). Hamlet. Twój na zawsze! — Dobrze robi, że sam się poleca, bo niema języka, coby chciał go w tem wyręczyć. Horacyo. Ta czajka odlatuje, unosząc na głowie skorupę jaja, z którego się wylęgła. Hamlet. On stroił komplementy do piersi nim ssać zaczął. Tak on, jak i niemało innych, z tego samego gniazda, za którymi, wiem dobrze, lekkomyślny świat szaleje, przybrał tylko ton i zewnętrzne formy pożycia. Są to szumowiny, w których tęczują najśliczniejsze kolory; ale dmuchnij tylko na nich dla próby, a popękają wszystkie te bańki. (Wchodzi Dworzanin). Dworz. Jego królewska mość przesłała ci, książę, swoje pozdrowienie przez młodego Osrika, a ten przyniósł Jej odpowiedź, że czekasz na Nią w tej sali. Jego królewska mość przysyła mnie teraz z zapytaniem, czy twoją jest wolą natychmiast z Laertesem szermierzyć, czy rzecz odkładasz na później. Hamlet. Trwam zawsze w mojem postanowieniu, a stosuję się do królewskiej woli. Jeśli Laertes gotów i ja też gotów; teraz lub później, bylebym w dzisiejszem był usposobieniu. Dworz. Król i królowa nadejdą niebawem. Hamlet. Z radością ich powitam. Dworz. Życzeniem jest królowej, książę, abyś powiedział Laertesowi kilka słów uprzejmych przed rozpoczęciem szermierki. Hamlet. Dobrą daje mi radę. (Wychodzi Dworzanin). Horacyo. Przegrasz zakład, mój książę. Hamlet. Nie sądzę. Przez czas jego pobytu we Francy i ćwiczyłem się bez ustanku, a wygram przy forach, które mi daje. Ale nie wystawisz sobie, jak mnie boli wszystko tu, koło serca; lecz mniejsza o to. Horacyo. Jednakże, mój książę — Hamlet. Wszystko dzieciństwo; przeczucia, któreby może przestraszyły kobietę. Horacyo. Słuchaj ich jednak, książę, jeśli ci niepokoją umysł. Pójdę odwołać ich przybycie; powiem, żeś słaby. Hamlet. Uchowaj Boże! Śmieję się z przeczuć. Wróbel nawet nie upadnie bez szczególnego dopuszczenia Opatrzności. Jeśli to ma stać się teraz, to nie stanie się później; jeśli ma stać się później, to nie stanie się teraz; jeśli nie teraz, to musi nastąpić później: wszystko zależy od tego, żeby być gotowym. Jeśli człowiek nic z tego nie zabiera, co straci}, co znaczy stracić trochę wcześniej? (Wchodzą: Król, Królowa, Laertes, Osrik, Panowie, Służba z floretami). Król. Zbliż się, Hamlecie, uściśnij tę rękę. (Kładzie rękę Laertesa w rękę Hamleta). Hamlet. Przebacz mi, proszę, bardzom cię pokrzywdził, Ale mi przebacz jako szlachcic prawy. Wiedzą to wszyscy i pewnoś sam słyszał, Że szał okrutny duszę mą obłąkał. Jeślim co zrobił, co mogło rozdrażnić Gniew w twojem sercu, obrazić twój honor, Oświadczam, wszystko to było szaleństwem. Alboż to Hamlet obraził Laerta? Nie, Hamlet bowiem nie był samym sobą; Jeśli obraził cię, nie będąc sobą, To nie był Hamlet; Hamlet temu przeczy. Kto więc jest winny? Hamleta szaleństwo; Sam Hamlet stoi w liczbie pokrzywdzonych, I szał jest wrogiem biednego Hamleta. Po tem wyznaniu, w przytomności wszystkich, Racz mnie rozgrzeszyć, w twej szlachetnej duszy, Od wszelkich względem ciebie złych zamiarów, Jakgdybym strzałą, przez dachy ciśniętą, Niewinnie brata własnego skaleczył. Laertes. To sercu dosyć, które mnie w tej sprawie Powinno głównie do zemsty podniecać; Lecz to nie dosyć dla punktu honoru, Który mi zgody przyjmować zabrania, Póki w honoru prawach biegli męże Swoim mi sądem nie dadzą rękojmi, Że pokój mego nie splami imienia. Tymczasem przyjaźń twą przyjaźnią spłacam, I żadnym gwałtem nie myślę jej zerwać. Hamlet. Zgoda! To będzie braterska szermierka. Dalej! gdzie bronie? Laertes. Podajcie mi floret. Hamlet. Twa chwała zyska w zbliżeniu się do mnie, Bo twoja biegłość przy mojem nieuctwie Będzie jak gwiazda w czarnej błyszczeć nocy. Laertes. Żartujesz, książę. Hamlet. Nie, na tę prawicę! Król. Młody Osriku, podaj im florety. Wszak znasz, Hamlecie, warunki zakładu? Hamlet. Dokładnie. Wieleś, królu, ryzykował Po słabszej stronie. Król. Jestem spokojny; widziałem was obu; Zresztą, jeżeli Laertes bieglejszy, Dał nam też fory i równa jest partya. Laertes. Floret za ciężki, podajcie mi inny. Hamlet. Mnie ten się nadał. Czy jedna ich długość? (Gotują się do fechtunku). Osrik. Sam je mierzyłem, książę. Król. Na tym stole Puhary pełne wina mi postawcie. Jeżeli Hamlet pierwszy go potrąci, Jeżeli drugi, lub odda cios trzeci, Niechaj z bateryi wszystkich zagrzmią działa, W Hamleta zdrowie król wychyli czarę, Na dno jej rzuci kosztowniejszą perłę Od tej, co czterej moi poprzednicy W duńskiej nosili koronie. Daj czarę: Niech naprzód kotły zapowiedzą trąbom, Trąby armatom, armaty niebiosom, A niebo ziemi zapowie, że teraz Król pije zdrowie swojego Hamleta! Dalej, zacznijcie! wy, sędziowie walki, Na wszystko bacznem poglądajcie okiem. Hamlet. Więc baczność! Laertes. Baczność! (Składają się). Hamlet. Raz! Laertes. Nie. Hamlet. Pytam sędziów. Osrik. Trącił cię, niema żadnej wątpliwości. Laertes. Niech i tak będzie; zacznijmy na nowo. Król. Stójcie! Daj puhar; ta perła jest twoją. W twe zdrowie teraz! podajcie mu czarę. (Odzywają się trąby; huk dział za sceną). Hamlet. Zaczekaj chwilę; jedno przody pchnięcie. Masz i cios drugi. Co mówisz? Laertes. Przyznaję. Król. Wygra. Królowa. On tłusty; tchu mu już nie staje. Weź moją chustkę; otrzej sobie czoło. Królowa pije w szczęście twe, Hamlecie! Hamlet. Dziękuję pani. Król. Nie, nie pij, Gertrudo! Królowa. O nie, nie, królu! przebacz mi, wypiję. Król (na, str.). Ach, to zatruty puhar! Już zapóźno. Hamlet. Jeszcze pić nie śmiem, pani, lecz niebawem. Królowa. Zbliż się, niech sama otrę twe oblicze. Laertes. Teraz go trącę, królu. Król. Bardzo wątpię. Laertes (na str.). Sumienie jednak przeciw temu woła. Hamlet. Dalej, Laertes; żartowałeś dotąd; Tylko cię proszę, uderz z całej siły, Bo widzę, że mnie bierzesz za dzieciucha. Laertes. Tak myślisz? Baczność! (Składają się). Osrik. Z stron obu cios próżny. Laertes. Masz, czego chciałeś! (Rani Hamleta, następnie, pasując się, zmieniają florety i Hamlet rani Laertesa). Król. Rozłączcie ich śpiesznie! Pałają gniewem. Hamlet. Nie, nie, jeszcze, jeszcze! (Królowa upada). Osrik. Przez Boga, śpieszcie królowej na pomoc! Horacyo. Krew obu płynie! jakże się to stało? Osrik. Jak ci, Laertes? Laertes. W moje własne sidła Sam się, Osriku, jak cietrzew złapałem. Przez zdradę własną ginę sprawiedliwie. Hamlet. Co jest królowej? Król. Na krwi twojej widok Zemdlała. Królowa. Nie! nie! Ten puhar, ten puhar! Drogi Hamlecie, puhar ten zatruty! (Umiera). Hamlet. O zbrodnio! Jakto? Drzwi pozamykajcie! To zdrada! zdradę tę musimy odkryć. (Laertes upada). Laertes. Ta zdrada tu jest, Hamlecie! Zginąłeś! Niema dla ciebie lekarstwa na ziemi; Na pół godziny życia w tobie niema. Zdradliwy oręż w twojej jest prawicy, Ostry, zatruty; występne knowania Przeciw samemu mnie się obróciły, I patrz, tu leżę, aby więcej nie wstać. I matka twoja otruta — lecz więcej Nie mogę mówić — król wszystkiego sprawcą. Hamlet. Zatrute ostrze? Zatrute? Trucizno, Spełń więc twą służbę! (Przebija króla) Osrik i Panowie. Zdrada! zdrada! zdrada! Król. Brońcie mnie! Tylkom ranny, przyjaciele. Hamlet. Ha, kazirodny duński rozbójniku, Sam wychyl ręką twą zaprawny puhar! Czy jest w nim perła? Idź za moją matką! (Król umiera). Laertes. Ma, co zarobił; on zaprawił czarę. Wzajemnie sobie przebaczmy, Hamlecie! Niechaj śmierć twoją tak mi Bóg przebaczy, Jak tobie moją i mojego ojca! (Umiera). Hamlet. Niech niebo twojej wysłucha modlitwy! Idę za tobą. Umieram, Horacyo! Bywaj mi zdrowa, nieszczęsna królowo! Wam drżącym, bladym, niemym spraw tych świadkom, Gdyby mi krótką chwilę czasu dała Śmierć, ten surowy żandarm przeznaczenia, Mógłbym powiedzieć — daremne życzenie! Konam, Horacyo! Ty po mnie zostaniesz, Bądź mym obrońcą! Nieświadomym rzeczy Opowiedz wszystko. Horacyo. Nie, nie rachuj na mnie, Bo więcej we mnie starych Rzymian ducha Niźli Duńczyków! Dość zostało wina. Hamlet. Jeśli masz ludzkie serce, daj mi czarę, Daj mi, przez Boga! daj mi, mieć ją muszę! Pomnij, że jeśli sprawa ta zostanie Nieodsłonioną światu tajemnicą, Zostawię imię na wieki splamione. Jeśliś mnie kiedy w sercu twojem chował, Pozbaw się szczęścia na niedługą chwilę, I żyj w boleściach na tym gorzkim świecie, Żebyś mu dzieje moje opowiedział. (Marsz w odległości i krzyki za sceną). Ale co znaczy ta wojenna wrzawa? Osrik. Fortinbras z Polski zwycięzcą, powraca, A posłów Anglii tym dział wita grzmotem. Hamlet. Konam, Horacyo! Potężna trucizna Dech mi odbiera; nie dożyję chwili, Abym usłyszał z Anglii wiadomości; Lecz prorokuję, że na Fortinbrasa Wypadnie wybór; mój głos konający I ja mu daję. Powiedz mu, Horacyo, Co było główną czynów mych sprężyną, O reszcie zamilcz (umiera). Horacyo. Wielkie pękło serce. Dobra noc, książę! a chóry aniołów Niech do wiecznego snu cię ukołyszą! Czemu się bębnów przybliża tu odgłos? (Wchodzą: Fortinbras, Posłowie angielscy i inni). Fortinbr. Chcę sam to widzieć — Horacyo. Co pragniesz zobaczyć? Jeżeli dziwy, grozę i nieszczęście, Nie szukaj dalej. Fortinbr. Ha, co za zniszczenie! O dumna śmierci, w twej wiecznej otchłani, Jakąż obchodzić myślisz uroczystość, Gdy na raz jeden, zakrwawioną kosą, Tylu potężnych uderzyłaś książąt? 1 Poseł. Jak straszny widok! Za późno przybywa Nasze poselstwo, bo głuche są uszy, Którym powiedzieć było nam zlecone, Że się królewskie spełniły rozkazy, Że z Gildensternem Rozenkranc nie żyją. Od kogo teraz dzięki odbierzemy? Horacyo. Nie z tych ust, choćby mogły wam dziękować, Bo nie król śmierci ich napisał rozkaz. Teraz gdy ciebie, książę, z polskiej wojny, Kiedy was z Anglii w jednym dniu sprowadził Los, jak na świadków krwawego zdarzenia, Każcie, niech zwłoki te na katafalku Będą na widok ludu wystawione, Potem pozwólcie, bym światu odsłonił Tajemne wszystkich wypadków powody. Powiem wyrodne, krwawe, sprośne czyny, Sąd przypadkowy, mordy nieumyślne, Śmierć, skutek zdrady albo fatalności, A jak na domiar, chytrych knowań skutek Na swych knowaczy głowy spadający. Wszystko to mogę wiernie opowiedzieć. Fortinbr. Pragnę co prędzej usłyszeć twą powieść, A dostojników na słuchaczy zwołać. Sam z żalem moją fortunę przyjmuję. Do tej korony zaległe mam prawa, Praw tych dochodzić każe mi konieczność. Horacyo. O nich mi także ten polecił mówić, Który swym głosem pociągnie tysiące. Śpieszmy się tylko, póki w odurzeniu Umysły ludu, bo inaczej spiski I błędy nowe sprowadzą nieszczęścia. Fortinbr. Czterech rotmistrzów niech zwłoki Hamleta Na katafalek niosą jak żołnierza, Bo niewątpliwie, na próbę stawiony, Wszystkie królewskie objawiłby cnoty. Na honor jego wojenna muzyka, I wszystkie działa niechaj grzmią w pochodzie. Zabierzcie trupy; widok ten przystoi Na placu bitwy, lecz tu, razi oczy. Idź, rozkaż pułkom niechaj dadzą ognia! (Marsz pogrzebowy. Po wyjściu wszystkich słychać odgłos dział za sceną).
KRÓL HENRYK VI. CZĘŚĆ III. AKT PIERWSZY. SCENA I. Londyn. Izba Parlamentu. (Dobosze z bębnami. Wpada kilku żołnierzy ze stronnictwa księcia Yorku, za nimi wchodzą: książę York, Edward, Ryszard, Norfolk, Montague, Warwick i inni z białemi różami u kapeluszy). Warwick. Jak król nam uszedł, ani pojąć mogę. York. Kiedyśmy jazdę ścigali północną, Niespostrzeżony sam opuścił wojsko; Tymczasem wielki lord Northumberlandu, Którego dusza nie zna, co jest odwrót, Swej zrozpaczonej armii ducha dodał, A jednym Clifford i Stafford z nim frontem Wpadli na naszych, szyk złamali pierwszy, I tam ich nasi zakłuli żołnierze. Edward. Książe Buckinghan, ojciec lorda Stafford, Albo zabity, lub ciężko raniony; Szyszak mu jednem rozpłatałem cięciem, Na dowód, ojcze, patrz, to krew jest jego. (Pokazuje mu skrawiony pałasz). Montague (pokazując swój). A to jest, bracie, krew hrabiego Wiltshire, Któregom zwalił w pierwszem zaraz starciu. Ryszard. A ty im za mnie powiedz, co zrobiłem. (Rzuca głowę księcia Somerset). York. Z wszystkich mych synów Ryszard palmę odniósł. Tak więc skończyłeś, lordzie Somersecie? Norfolk. Niech to los będzie całego potomstwa Jana z Gandawy! Ryszard. Spodziewam się jeszcze Tak głową króla Henryka potrząsnąć. Warwick. Jak i ja, książę Yorku, zwycięzco. Póki na tronie tym cię nie zobaczę, Który nieprawnie dom Lancastrów zasiadł, Niebo mi świadkiem, oczu nie przymrużę. To króla pałac, to tron jest królewski, Siądź na nim, książę, bo to własność twoja A nie żadnego z dziedziców Henryka. York. Pomóż, Warwicku; a chętnie to zrobię, Bo tylko siłą wdarliśmy się tutaj. Norfolk. Licz na nas wszystkich; kto pierzchnie niech ginie. York. Dzięki, Norfolku; zostańcie tu ze mną, I wy, żołnierze, noc tu przepędzicie. Warwick. Jeśli król przyjdzie, nie róbcie mu krzywdy, Chyba, że siłą będzie chciał was wyprzeć. (Żołnierze ustępują to głąb’). York. Dziś swój parlament zbiera tu królowa, A nie wie, że z nią zasiądziem do rady. Słowem lub szablą prawa me odzyskam. Ryszard. Zostańmy wszyscy, jak jesteśmy zbrojni. Warwick. Krwawym parlament ten będzie nazwany, Lub książę York zasiądzie na tronie W miejsce Henryka, którego tchórzliwość Na pośmiewisko wrogom nas wydała. York. Stójcie więc przy mnie, gotowi na wszystko, A do praw moich posiadania wrócę. Warwick. Ni król, ni jego przyjaciel najlepszy, Ni najdumniejszy Lancastrów obrońca Skrzydłem nie trzepnie na dzwonków mych odgłos. Plantageneta ręką mą posadzę, A kto śmie, niech go potem wykorzeni. O berło Anglii śmiało się dopomnij. (Warwick prowadzi księcia Yorku do tronu, który na nim zasiada. Przy odgłosie trąb wchodzą: król Henryk, Clifford, Northumberland, Westmoreland, Exeter i inni, z czerwonemi różami u kapeluszów). Król Henr. Patrzcie, gdzie zasiadł zuchwały buntownik, Na tronie naszym! Pewno mu się zdaje, Że wsparty zdrajcy Warwicka potęgą Koronę chwyci i królewską godność. Northumberlandzie, ojca twego zabił, I twego, Clifford; przysięgliście zemstę Na nim, na dzieciach jego i stronnikach. Northum. Niech Bóg mnie skarze, jeśli się nie pomszczę. Clifford. Z tą myślą Clifford z stali wziął żałobę. Westmor. I my to ścierpim? Zwleczmy go co prędzej; Gniew na ten widok serce moje pali. Król Henr. Cierpliwość! dobry hrabio Westmoreland. Clifford. Cierpliwość dobra dla niego i tchórzów; Siąśćby tam nie śmiał, gdyby żył twój ojciec. Pozwól nam, królu, tutaj w Parlamencie, Na ród Yorków orężnie się rzucić. Northum. Dobrą dał radę, wykonać ją trzeba. Król Henr. Ach, czy nie wiecie, że miasto jest z nimi? Że na skinienie mają liczne wojska? Exeter. Wojsko to pierzchnie, byle książę zginął. Król Henr. Boże uchowaj mnie od takiej myśli, Bym chciał Parlament na jatki zamienić. Henryk nie pragnie innej użyć szabli Jak słowa, groźby i spojrzeń gniewliwych. (Posuwając się ku księciu Yorku). Znijdź z tego tronu, buntowników wodzu, O przebaczenie błagaj na kolanach; Ja królem twoim. York. Ja twoim. Exeter. Bezwstydny! Wszak on cię księciem Yorku mianował. York. Księstwo to było, jak tron, mem dziedzictwem. Exeter. Ojciec twój zdrajcą króla był i kraju. York. Ty raczej zdrajcą jesteś, Exeterze, Przywłaszczyciela podejmując sprawę. Clifford. Prawego króla czy nie winien bronić? Warwick. A więc Ryszarda, książęcia Yorku. Król Henr. Ja stać mam, gdy ty na mym tronie siedzisz? York. Tak jest i będzie; musisz na tem przestać. Warwick. Zostaw go królem, bądź księciem Lancastru. Westmor. Że jest i królem i księciem Lancastru, Słowem i szablą Westmoreland stwierdzi. Warwick. Warwick zaprzeczy. Zapomniałeś, widzę, Żeśmy was z placu boju rozpędzili, Zabili ojców waszych i w tryumfie Do bram pałacu przez miasto ciągnęli. Northum. Pamiętam dobrze, a na ojca duszę, Ty z twoim rodem zapłacisz mi za to. Westmor. Plantagenecie, ty, twoi synowie, I twoi krewni, twoi przyjaciele, Dacie mi za to waszych więcej istnień, Niż było kropli w żyłach mego ojca. Clifford. Przestań nalegać, lub miast słów odbierzesz Takiego posła ode mnie, Warwicku, Że ojca mego śmierć pomści, nim wyjdę. Warwick. Ja gardzę groźbą bezsilną Clifforda! York. Czy chcesz, by wyrzekł sąd o prawach naszych Czy wolisz, aby miecz napisał wyrok? Król Henr. Jakie masz prawo, zdrajco, do korony? Jak ty, twój ojciec, był księciem Yorku; Roger Mortimer, twój dziad, hrabią Marchii: A jam jest synem Henryka Piątego, Przed którym czoło ugięli Francuzi, Cała francuska poddała się ziemia. Warwick. Nie mów o Francyi, boś ją całą stracił. Król Henr. Nie jam ją stracił, ale lord protektor: Zaledwo dziewięć liczyłem miesięcy, Gdym królem został. Ryszard. Nie jesteś już dzieckiem, A zawsze jednak, jak się zdaje, tracisz. Z przywłaszczyciela głowy czas już, ojcze, Zedrzeć koronę. Edward. A na twoją włożyć. Montague (do Yorka). Jeśli żołnierski honor kochasz, bracie, Skończmy te kłótnie; niech nas miecz rozsądzi. Ryszard. Zagrzmijcie, trąby! a król Henryk pierzchnie. York. Milczenie! dzieci. Król Henr. A i ty w milczeniu Słuchaj, co król twój, Henryk, ma powiedzieć. Warwick. Nie, pierwszy będzie mówił Plantagenet, A kto mu przerwie, gardłem mi zapłaci. Król Henr. Myślisz, że tron mój królewski opuszczę, Na którym dziad mój i ojciec mój siedział? Nie, wprzód królestwo moje się wyludni, Wprzód ta chorągiew, co niegdyś nad Francyą, Dziś, z moim żalem nad Anglią powiewa, Będzie śmiertelnem mojem prześcieradłem. — Skąd to wahanie, panowie? Me prawa Są niewątpliwie, od praw jego lepsze. Warwick. Dowiedź nam tego, a będziesz mym królem. Król Henr. Orężem Henryk Czwarty tron osiągnął. York. Chcesz mówić: buntem przeciw swemu panu. Król Henr. Nie wiem, co odrzec; prawo me wątpliwe. Powiedz, czy może król dziedzica wybrać? York. Cóż stąd? Król Henr. Gdy może, prawym jestem królem, Bo Ryszard, w licznej lordów obecności, Sam swą koronę oddał Henrykowi, Którą syn po nim wziął, jak ja po ojcu. York. On podniósł oręż na swego monarchę, Koronę złożyć gwałtem go przymusił. Warwick. Przypuśćmy, że ją złożył dobrowolnie, Czy mógł dziedziców swych prawa obalić? Exeter. Nie, nie, bo w chwili gdy się zrzekł korony, Najbliższy dziedzic następcą był jego. Król Henr. Więc moim wrogiem i książę Exeter? Exeter. Przebacz mi, panie; prawo mówi za nim. York. Co tam szemracie? Odpowiedźcie raczej. Exeter. Że to król prawy, świadczy me sumienie. Król Henr. Wszyscy mnie zdradzą! wszyscy mnie opuszczą! Northumb. Plantagenecie, mimo twoich roszczeń Nie myśl, że łatwo Henryka ci złożyć. Warwick. Złożony jednak na przekór wam będzie. Northumb. Łudzisz się, lordzie; nie twe południowe Zaciągi z Essex, Norfolk, Suffolk, Kentu, Choć tyle dają ci zarozumienia, Potrafią księcia, mimo mojej woli, Na tron wprowadzić. Clifford. Królu mój, Henryku, Czy prawa twoje złe są, czy są dobre, Clifford przysięga w twej obronie walczyć. Niech się pode mną ziemia ta zapadnie, Na której klęknę przed ojca mordercą! Król Henr. Jak mi twe słowa orzeźwiły serce! York. Oddaj koronę, Henryku Lancaster. — Co szmer ten znaczy? co to za knowania? Warwick. Oddaj książęciu York, co jest jego, Lub zbrojnym ludem zamek twój napełnię, I prawa jego krwią przywłaszczyciela Wypiszę na tym tronie, który zasiadł. (Uderza nogą, żołnierze pokazują się w głębi). Król Henr. Lordzie Warwicku, jedno jeszcze słowo: Jak długo żyję, królem mnie zostawcie. York. Zapewń koronę mnie i mym dziedzicom, A będziesz rządził w pokoju do śmierci. Król Henr. Przystaję na to; niech po moim zgonie Będzie następcą Ryszard Plantagenet. Clifford. Ah, jaka krzywda dla twojego syna! Warwick. Jakie dla niego szczęście i dla Anglii! Westmor. Podły, tchórzliwy, rozpaczliwy królu! Clifford. Jaka ohyda dla ciebie i dla nas! Westmor. Niezdolny’m słuchać podobnych warunków. Northumb. Ni ja. Clifford. Krolowej nieśmy te nowiny. Westmor. Żegnam cię, królu słaby i wyrodny. Iskry honoru w twej krwi niema zimnej. Northumb. Domu Yorków zostań lichą pastwą, Umrzej w łańcuchach za ten czyn niemęski! Clifford. Niech na cię klęska w krwawej spadnie wojnie, Lub żyj w pokoju samotny, wzgardzony! (Wychodzą: Northumberland, Clifford i Westmoreland). Warwick. Nie troszcz się o nich, nas słuchaj, Henryku. Exeter. Nie chcą ustąpić, bo szukają zemsty. Król Henr. Ach, Exeterze! Exeter. Dlaczego tak wzdychasz? Król Henr. Nie nad mym losem, lecz nad moim synem, Którego, ojciec wyrodny, obdzieram. Lecz co być musi, niechaj się to stanie. Na zawsze tobie i twoim dziedzicom Daję koronę, z tym tylko warunkiem, Że koniec wojnie domowej położysz, A póki żyję, będziesz mnie szanował Jak twego króla, jak twojego pana, Że ni przez zdradę, ni przez bój otwarty O godność moją nie będziesz się kusił. York (zstępując z tronu) Na to przysięgam i słowa dotrzymam. Warwick. Niech żyje Henryk! — Uściskaj go teraz, Plantagenecie. Król Henr. Żyj długo szczęśliwy, I ty, i twoi waleczni synowie! York. W zgodzie są teraz York i Lancaster. Exeter. Przeklęty, kto ich będzie chciał poróżnić! (Trąby. Lordowie posuwają się na przód sceny). York. Żegnam cię, królu. Na mój zamek wracam. Warwick. Ja na straż z wojskiem w Londynie zostaję. Norfolk. A ja z moimi do Norfolku ciągnę. Montague. Ja skąd przybyłem, do morskich wybrzeży. (Wychodzą: York i jego synowie, Warwick, Norfolk, Montague, Żołnierze i Służba). Król Henr. Ja, z bolejącą duszą na dwór wracam. (Wchodzą: Królowa Małgorzata i Książe Walii). Exeter. Królowa! Twarz jej ogniem pała gniewu; Wymknę się. Król Henr. Pójdę za twoim przykładem. (Chce wyjść). Małgorz. Zostań, lub twoją będę towarzyszką. Król Henr. Zostanę, tylko cierpliwość! królowo. Małgorz. Ja, być cierpliwą w tej ostateczności? Ha, nieszczęśliwy! Czemuż nie umarłam, Nim cię poznałam, nim powiłam syna, Którego ojcem tak wyrodnym jesteś! Czemże zasłużył na praw swych utratę? Gdyby twa miłość połową mej była, Gdybyś dlań cierpiał, co ja wycierpiałam, Gdybyś go karmił, tak jak ja krwią swoją, Wprzódbyś ostatnią wylał krwi kropelkę, Nimbyś swojego syna wydziedziczył, A na następcę srogiego wziął księcia. Ks. Walii. Nie, wydziedziczyć nie możesz mnie ojcze; Jeśliś jest królem, jam jest twym następcą. Król Henr. Przebacz mi, synu! przebacz Małgorzato! Warwick do tego i książe mnie zmusił. Małgorz. Zmusił? I król nam o przymusie prawi? Cała od wstydu, słuchając cię, płonę. Twoja lękliwość, trwożliwy monarcho, Ciebie, twojego syna, mnie zgubiła. Takąś dał siłę domowi Yorków, Że tylko z łaski ich będziesz panował. Brać za następcę jego i ród jego Jest to grób własną kopać sobie ręką, Aby przed czasem do niego się wczołgać. Warwick kanclerzem i lordem jest Calais, Cieśniny panem twardy jest Falconbridge, A protektorem królestwa jest książe, Ty zawsze jednak bezpiecznym się sądzisz? Równie bezpieczne jagnię wpośród wilków. Gdybym tu była, choć słaba niewiasta, Wprzódyby ciało moje poszarpane Na pikach w górę ciskało żołdactwo, Nimbym podobne przyjęła ustępstwo; Ale ty życie nad honor przeniosłeś; Ja więc, twojego stołu, twego łoża Zrzekam się, póki parlament nie zwali Aktu, co twego wydziedziczył syna. Panowie, co twój opuścili sztandar, Pójdą za moim, skoro go rozwinę, By nas prowadził na hańbę dla ciebie, A na zupełną Yorków zagładę. Zostań więc tutaj, a my idźmy, synu. Gotowe na nas czekają zastępy. Król Henr. O, Małgorzato, czekaj! jedno słowo. Małgorz. Precz! Zbyt już wiele nam słów powiedziałeś. Król Henr. Choć ty, mój drogi, zostaniesz tu synu. Małgorz. Żeby go łatwiej mogli zamordować. Ks. Walii. Gdy z placu boju zwycięzcą powrócę, Przyjdę do ciebie; teraz z matką idę. Małgorz. Śpieszmy się synu; nie pora rzecz zwlekać. (Wychodzą: królowa Małgorzata i książe Walii). Król Henr. Biedna królowa! Z jakim gniewu szałem Miłość jej dla mnie i syna wybuchła! Bodaj się mogła na księciu tym pomścić, Którego dusza, uskrzydlona żądzą, Korony łaknie, a jak orzeł głodny W kawałki syna i mnie pragnie podrzeć! Trzech lordów strata na sercu mi ciąży, Wyprawię do nich list w uprzejmych słowach, A ty, kuzynie, będziesz moim posłem. (Wychodzą). SCENA II. Sala zamku Sandal, blizko Wakefield, w Yorkshire. (Wchodzą: Edward, Ryszard i Montague). Ryszard. Ustąp mi, bracie, głosu choć młodszemu. Edward. Nie, bo od ciebie lepszym będę mówcą. Montague. Ale niezbite ja mam argumenta. (Wchodzi książe York). York. Cóż to? Spór między bratem a synami? Skąd kłótnia poszła? o co idzie sprawa? Edward. Niema tu kłótni, lecz drobna rozprawa. York. O czem? Ryszard. O wspólnych naszych interesach, O twej własności, angielskiej koronie. York. Tylko po śmierci Henryka, mój synu. Ryszard. Tak prawo twoje od jego żywota Jak jest od śmierci jego niezależne. Edward. Jesteś dziedzicem, zabierz więc dziedzictwo. Jeśli Lancastrom chwilę dasz wytchnienia, Pomnij, że w końcu prześcigną cię, ojcze. York. Przysiągłem, że go w pokoju zostawię. Edward. Gdzie o tron idzie, wolno krzywoprzysiądz, By rok panować, tysiąc przysiąg zgwałcę. Ryszard. Uchowaj Boże, aby słowo złamał! York. Złamię je przecie, jeśli broń podniosę. Ryszard. Dowiodę, że tak nie jest; racz mnie słuchać. York. Co niemożebne, dowieść nie potrafisz. Ryszard. Wszelka przysięga żadnej wagi nie ma, Jeśli jej prawy sędzia nie odebrał, Z zupełną władzą nad przysięgającym. Henryk jej nie ma jako przy właszczyciel. W jego też ręce przysięga złożona, Jest marnem słowem i nie ma znaczenia. Dobądź więc szabli, pomyśl, drogi ojcze, Jak słodką rzeczą jest nosić koronę, W której zasiadły wszystkie raju wdzięki, O których mogło marzyć się poetom. Na co tu zwłoka? nie znajdę spoczynku, Póki krew z serca Henryka ciekąca Nie pomaluje mojej białej róży. York. Więc dobrze; będę królem albo zginę. Bracie, natychmiast pośpiesz do Londynu, Do przedsięwzięcia tego pchnij Warwicka; A ty, Ryszardzie, bież do lorda Norfolk, Tajnie o naszych uprzedź go zamiarach. Niech Edward idzie do lorda Cobhama, Któremu łatwo cały Kent uzbroić; W nich moja ufność, bo to są żołnierze Pełni mądrości, rycerskiej odwagi. W nieobecności waszej mi zostaje Szukać pozorów powstania i wojny, Tylko tajemnie, by naszych zamiarów Ni król, ni żaden z Lancastrów nie wiedział. (Wchodzi Posłaniec). Czekajcie. Jakie przynosisz nowiny? Posłaniec. Królowa z lordów północnych zaciągiem W twym zamku, książe, obledz cię zamierza. Ciągnie na czele dwudziestu tysięcy; A więc bez zwłoki oszańcuj się, panie. York. Mą szablą. Alboż myślisz, że się trwożym? Edward i Ryszard ze mną tu zostaną, A ty, mój bracie, leć stąd do Londynu. Niech Warwick, Cobham i ich przyjaciele, Których opiece powierzyłem króla, Wzmocnią się mądrej polityki sztuką; Słowom słabego Henryka nie wierzę. Montague. Myślę, że skłonić potrafię ich, bracie, I w tej nadziei żegnam cię pokornie (wychodzi). (Wchodzą: sir John i sir Hugh Mortimer). York. Moi stryjowie, John i Hugh Mortimer, W szczęsną godzinę do mnie przybywacie; Królowej armia ma nas tu oblegać. Sir John. Ale my, żeby trudu jej oszczędzić, Pójdziem ją spotkać. York. Z pięciu tysiącami? Ryszard. Chociażby z pięćset, jeżeli potrzeba. Kobieta wodzem, czego się tu lękać? (Marsz w odległości). Edward. Słyszę ich bębny, sprawmy nasze wojsko, Wystąpmy śmiało bitwę z nimi stoczyć. York. Pięć na dwadzieścia, wielka to różnica! Nie wątpię jednak, stryju, o zwycięstwie. Niejedną bitwę wygrałem we Francyi, W której mój jeden z dziesięcioma walczył, Czemużbym równie tu nie był szczęśliwym? (Alarm. Wychodzą). SCENA III. Płaszczyzna w blizkości zamku Sandal. (Alarm. Utarczki. Wchodzą: Rutland i jego Guwerner). Rutland. Ach! gdzie się przed ich ukryję pogonią? O, patrz, patrz, krwawy przybliża się Clifford. (Wchodzi Clifford z oddziałem). Clifford. Precz mi stąd księże! Twojemu kapłaństwu Dziękuj za życie; lecz ten bachor zginie, Którego ojciec mego zabił ojca. Guwerner. To i ja, panie, jego los podzielę. Clifford. Precz z nim! żołnierze. Guwerner. O, lordzie Cliffordzie, O, nie zabijaj niewinnego dziecka, Byś nie był zgrozą u ludzi i Boga. (Wyprowadzają go żołnierze). Clifford. Co? Czy już umarł? Albo czy strach tylko Oczy mu zamknął? Ja mu je otworzę. Rutland. Tak lew spogląda na nędzne stworzenie Drżące pod jego łapą krwi łakomą; Tak stąpa swojej urągając pastwie, Tak się przybliża, żeby ją rozszarpać. Dobry Cliffordzie, twym mieczem mnie zabij, Lecz nie twem groźnem, okrutnem spojrzeniem. Słuchaj mnie, słodki Cliffordzie, nim umrę: Nie jestem godnym zemsty twej przedmiotem, Mścij się na mężach, a mnie daruj życie. Clifford. Biedny mój chłopcze, daremne twe słowa, Krew mego ojca zasklepiła przejścia, Któremi do mej wbiedzby mogły duszy. Rutland. To niech je ojca mego krew otworzy, To mąż jest, z nim się idź mierzyć, Cliffordzie. Clifford. Twoje i wszystkich braci twoich życie Niedostateczną byłoby mi zemstą; Gdybym rozwalił przodków twoich groby, W łańcuchach trupy zgniłe ich powieszał, Jeszczebym gniewu mego nie nasycił. Widok człowieka z rodziny Yorków Dla mojej duszy furyą jest piekielną, I w piekle żyję, póki jeden listek Na tem przeklętem zieleni się drzewie, Więc — (Podnosi rękę). Rutland. O, zanim umrę, pozwól mi się błagać! Dobry Cliffordzie, zlituj się nade mną! Clifford. Jak się zlituje ostrze mojej szabli. Rutland. Nigdy ci żadnej nie zrobiłem krzywdy, Daruj mi życie! Clifford. Ojciec mi twój zrobił. Rutland. Ale to było przed mem urodzeniem. Wszak ty masz syna, przez pamięć na niego Okaż mi litość, by Bóg sprawiedliwy, Mszcząc krew mą, kiedyś i na jego głowę Śmierci jak moja okrutnej nie zesłał. Na całe życie zamknij mnie w więzieniu, A jeśli gniewu dam ci jaki powód, Zabij mnie wtedy, dziś nie masz żadnego. Clifford. Żadnego? Ojciec twój mojego zabił; Więc giń. (Zabija go). Rutland. Dii faciant, laudis summa sit ista tuae (umiera). Clifford. Plantagenecie, przybywam! przybywam! Krew twego syna przyschła do mej szabli, Rdzawić ją będzie, póki jej nie zroszę Krwią twoją także, by zetrzeć je razem (Wychodzi). SCENA IV. Ten sam plac boju. (Alarm. Wchodzi książe York). York. Królowej wojsko zawładnęło polem; Pomoc mi niosąc, polegli stryjowie, A lud mój wszystek ucieka przed wrogiem, Jak przed pogonią głodnych wilków jagnię, Albo okręty przed burzy podmuchem. Jaki los synów moich, Bóg wie jeden; Lecz to wiem dobrze, że się dziś sprawili Jak urodzeni do chwały rycerze. Trzykroć wyrąbał Ryszard sobie drogę, By do mnie dotrzeć; śmiało, wołał, ojcze! I trzykroć Edward przy mym stanął boku Z szablą czerwoną po samą rękojeść Krwią tych, co drogę śmieli mu zaskoczyć. A kiedy w końcu i najwaleczniejsi Cofnęli kroku, Ryszard jeszcze wolał: „Naprzód! i jednej nie ustąpmy piędzi! Grób lub korona! berło albo trumna!“ A więc raz jeszcze natarliśmy jeden, Lecz ach! daremnie! Jak daremnie łabędź, Pod prąd chcąc płynąć, wyczerpuje siły, W nierównej walce z potężniejszą falą. (Krótki alarm w odległości). Ha! jak fatalna przybliża się pogoń, A osłabiony uciekać nie mogę; Choćbym miał siły uciekaćbym nie chciał. Chwile żywota mego obliczone, I na ostatni cios tu czekać muszę. (Wchodzą: królowa Małgorzata, Clifford, Northumberland i żołnierze). Northumberlandzie i krwawy Cliffordzie, Szał wasz do krwawszej podpalam wściekłości; Czekam, strzelajcie do mnie jak do tarczy. Northumb. Na łaskę naszą, dumny zdaj się książę. Clifford. Na taką łaskę, jaką memu ojcu Nieubłaganą wypłaciłeś ręką. Faeton wypadł z swego teraz wozu I o południu rozlał cień wieczora. York. Z moich popiołów wzleci może Fenix, Który śmierć moją na wszystkich was pomści. Do nieba wznoszę w nadziei tej oczy, A szydzę z tego, co mnie u was czeka. No, dalej! Cóż to? gromada się boi? Clifford. Tak tchórze walczą, niezdolni uciekać; Tak gołąb dziobie ostre szpony orła; Tak zbójcy, wszelką straciwszy nadzieję, Na stróżów swoich miotają obelgi. York. Zbierz twoje myśli raz jeszcze, Cliffordzie, Całą mą przeszłość pamięcią przebiegnij, A jeśli możesz bez wstydu, spójrz na mnie, I ukąś język, co trwogę zarzucał Temu, co jednem brwi swojej zmarszczeniem Sprawiał ci mdłości i zmuszał uciekać. Clifford. Nie myślę z tobą na słowa harcować, Wolę ci oddać cztery za cios jeden (dobywa oręża). Małgorz. Stój, stój, Cliffordzie! dla tysiąca przyczyn Pragnę przedłużyć zdrajcy tego żywot. Ogłuchł od gniewu. Mów, Northumberlandzie. Northumb. Cliffordzie, nie rób tyle mu honoru, Byś miał choć palec zakłuć za śmierć jego. Jakież w tem męstwo, kiedy kądel warczy, Pchnąć rękę między wyszczerzone zęby, Kiedy kopnięciem odpędzić go łatwo? Z wszystkiego wolno wśród wojny korzystać, Nie wstyd dziesięciu na jednego walczyć. (Chwytają opierającego się Yorka). Clifford. Tak właśnie cietrzew w sidłach się szamoce. Northumb. Lub królik w strzelca uwikłany sieci. (York wzięty do niewoli). York. Tak nad zdobyczą tryumfują zbójcy, Tak ich ofiarą staje się poczciwy. Northumb. Co z nim zamierzasz zrobić teraz pani? Małgorz. Northumberlandzie, waleczny Cliffordzie, Na tym pagórku postawcie zuchwalca, Co chciwą ręką na góry wyciągał, Ale nie umiał tylko cień ich chwytać. Więc to ty królem Anglii chciałeś zostać? Ty w parlamencie naszym pankowałeś, Każąc o rodu twojego wielkości? Gdzie banda synów twoich, by cię poprzeć? Rozpustny Edward i pękaty Jerzy? Gdzie ten waleczny, ten garbaty cudak, Twój Dick, co niegdyś ofukliwym głosem Swojego tatę do buntów podszczuwał? Gdzie jest nakoniec pieszczoszek twój Rutland? Patrz, moją chustkę we krwi umoczyłam, Którą waleczny Clifford miecza ostrzem Wytoczył z piersi twojego wyrostka. Jeśli nad jego śmiercią możesz płakać, Weź ją, by z twarzy łzy ciekące otrzeć! Gdyby mniej silną była ma nienawiść, Mogłabym nad twym stanem ubolewać. Płacz, płacz, Yorku, by mnie rozweselić. Czy ogień serca tak ci mózg wysuszył, Że i łzy nie masz dla twego Rutlanda? Skąd ta cierpliwość? Powinienbyś szaleć, Boć ja tak z ciebie szydzę, byś oszalał. Klnij-że, tup, pień się, żebym mogła tańczyć. Widzę, że nie chcesz bawić mnie bezpłatnie: On ust otworzyć nie chce bez korony. Na skroń Yorka włóżmy więc koronę, A wy, panowie, czołem przed nim bijcie. Przy koronacyi trzymajcie mu ręce. (Wkłada mu na głowę papierową koronę). Teraz prawdziwie królewską ma minę! To ten, co zasiadł na tronie Henryka, Ten, co był jego przybranym dziedzicem. Czemu przed czasem wielki Plantagenet, Mimo przysięgi, ubrał się w koronę? Ile pamiętam, królem miałeś zostać Dopiero, kiedy Henryk zamknie oczy; Czemu odziałeś skroń chwałą Henryka, Okradłeś czoło jego z dyjademu, Za jego życia mimo świętych przysiąg? O, to grzech wielki, grzech nieprzebaczony! Precz z tą koroną, precz i z głową razem! Nim tchnę raz, niechaj padnie pod żelazem. Clifford. To moja sprawa przez pamięć na ojca. Małgorz. Czekaj, słuchajmy wprzódy jego modłów. York. Wilczyco, gorsza od wilków francuskich, W języku więcej od żmii masz jadu! Jak nie przystoi płci twej tryumfować, Niby bezecnej Amazońskiej dziewce, Nad niewolnika fortuny niedolą! Gdyby twarz twoja nie była jak maska, Na wstyd nieczuła przez bezwstydne życie, Możebym na nią wywołał rumieniec. Mówić, skąd przyszłaś, od kogo ród wiedziesz, Byłoby dosyć, żeby cię zawstydzić, Gdyby wstyd nie był duszy twojej obcy. Ojciec twój zwie się królem Neapolu, Obu Sycylii i Jerozolimy, Od angielskiego biedniejszy dzierżawcy. Czy to od niego lżyć się nauczyłaś? Dumna królowo, na nic się to nie zda, Chyba że gwałtem sprawdzić chcesz przysłowie: Żebrak na koniu rumaka zajeżdża. Często urodą pysznią się kobiety, Ale Bóg świadkiem, nie masz jej do zbytku; Dla cnót niejedna była uwielbianą, Ale ty swoją dziwisz świat niecnotą; Skromność im bóstwa nadaje znamiona, Lecz ty jej brakiem obrzydzenie budzisz. Jesteś wszystkiemu, co dobre, przeciwna, Jak są na ziemi dla nas antypody, Lub jak północy przeciwne południe. O, serce, w piersiach kobiety tygrysie! Jakże ty mogłaś krew dziecka wytoczyć, Podać ją ojcu, żeby nią twarz otarł, Oblicze jednak kobiety zatrzymać? W kobietach dobroć, litość, czułość mieszka, A ty kamienna i nieubłagana. Chcesz, żebym szalał? Spełnione twe chęci; Bym płakał? Zadość woli się twej stało; Bo wściekły wicher rozpędza ulewy, Gdy łagodnieje, deszcz zaczyna kropić. Te łzy Rutlanda mego są pogrzebem; O zemstę każda kropelka ich woła Nad tobą, sroga, fałszywa Francuzko, Nad krwawym jego mordercą, Cliffordem. Northumb. Prawdziwie, jego boleść mnie przenika, I ledwo moich łez mogę być panem. York. Jego oblicza głodni Kannibale Tknąćby nie śmieli, krwią się jego zbroczyć, Ale wy srożsi, wy nieubłagańsi Stokroć od dzikich Hirkanii tygrysów. Na nieszczęsnego ojca patrz łzy, patrz, okrutna! W krwi jego drogiej chustkę tę zmaczałaś, A ja obmywam krew tę memi łzami. Odbierz ją teraz, idź się z tego chełpić. (Oddaje jej chustkę). A byle wierną powieść twoja była, Każdy się słuchacz od płaczu zaniesie, Ba, mój największy nawet nieprzyjaciel Łkając zawoła: czyn to był okrutny! Weź tę koronę, a z nią me przekleństwo! Bodajeś w smutkach twoich nie znalazła Więcej pociechy, jak mnie dziś przyniosłaś! Zabij mnie teraz kamienny Cliffordzie; Dusza do nieba, ma krew na twą głowę. Northumb. Gdyby mojego rodu był mordercą, Widząc, jak boleść duszę mu rozdziera, Nad dolą jego musiałbym z nim płakać. Małgorz. Skądże ta rzewność lordzie Northumberland? Przywołaj pamięć krzywd nam wyrządzonych, A wyschnie źródło twoich łez niewczesnych. Clifford. Weź, com ci przysiągł za śmierć mego ojca. (Przebija go). Małgorz. A to za krzywdy dobrego weź króla (przebija go). York. Otwórz mi, Boże, bramy miłosierdzia! Do ciebie dusza przez te rany wzlata (umiera). Małgorz. Zatknijcie głowę na Yorku murach, Niech nad Yorkiem, York zapanuje. (Wychodzą). AKT DRUGI. SCENA I. Płaszczyzna niedaleko Mortimer’s Cross, w Herefordshire. (Dobosze z bębnami. Wchodzą: Edward i Ryszard na czele wojska). Edward. Nie wiem, jak książe, ojciec nasz się zbawił, Nie wiem, czy uszedł szczęśliwie pogoni Northumberlanda i Clifforda pułków; Gdyby był wzięty, jużby wieść nas doszła; Wieśćby nas doszła, gdyby był zabity, Lub gdyby uszedł, mógłby już nam przesłać Błogą wiadomość o swem ocaleniu. A ty, mój bracie, dlaczegoś tak smutny? Ryszard. Nie będę wesół, póki nie usłyszę, Co się z walecznym ojcem naszym stało. Widziałem, jak się uganiał wśród boju, Widziałem, jak się za Cliffordem puścił; Wśród gąszczu wrogów był jak lew wśród trzody, Albo jak niedźwiedź psami okolony, Które na niego szczekają z daleka Spłoszone rannych śmiałków skowytaniem. Tak się nasz ojciec pośród wrogów sprawiał Tak wróg przed dzielnym mym uciekał ojcem: Dość już jest chwały zwać się jego synem. Patrz, jak świt bramy swe otwiera złote, Ażeby z jasnem pożegnać się słońcem; Słońce, jak młokos w życia swego wiośnie, Gdy strojno, butnie spieszy do kochanki. Edward. Czy wzrok mnie myli, czy widzę trzy słońca? Ryszard. Trzy słońca w całym gorejące blasku, Nierozdzielone chmur burzliwych wałem, Ale na czystym wiszące błękicie. Patrz! jak się schodzą, zdają się całować, I nierozdzielnem łączyć się przymierzem, I już są jedną lampą, jednem słońcem. Coś tem wielkiego rokuje nam niebo. Edward. Dziwne zjawisko, cud to niesłychany. Zapewne, bracie, do boju nas woła. Plantageneta trzej dzielni synowie, Już własną każdy błyszczący zasługą, Jeżeli światło nasze w jedno zlejem, Dla ziemi całej nowem będziem słońcem. Cobądź to wróży, odtąd na mej tarczy Będę trzy słońca gorejące nosił. Ryszard. Noś raczej jego trzy córki księżyce, Zawsześ nad samce przenosił samice. (Wchodzi posłaniec). Kto jesteś? Widać z twojego spojrzenia, Że straszną powieść na języku niesiesz. Posłaniec. Byłem krwawego świadkiem widowiska, Kiedy wasz ojciec, kiedy pan mój drogi, Kiedy szlachetny książę Yorku zginął, Edward. Skończ na tem! Już ja zbyt wiele słyszałem. Ryszard. Powiedz, jak umarł, chcę o wszystkiem wiedzieć. Posłaniec. Był otoczony nieprzyjaciół tłuszczą, Czoło jej stawiał jak nadzieja Troi Grekom pragnącym wedrzeć się do miasta. Lecz uledz musi przemocy sam Alcyd; Drobnej siekiery powtarzane cięcia Dąb choć najtwardszy powalą na ziemię. Książe pojmany przez mnogie był ręce, Lecz tylko dłonią był zamordowany Srogiej królowej, mściwego Clifforda. Na pośmiewisko ubrała królowa Książęce czoło koroną z papieru; A gdy mu z oczu boleści łzy ciekły, Dała mu chustkę na otarcie twarzy, We krwi maczaną niewinnej Rutlanda, Ręką Clifforda zamordowanego. Aż po tysiącznych krzywdach i obelgach Uciętą głowę na Yorku murach Na widowisko zatknąć rozkazała: Nic smutniejszego nie widziałem dotąd. Edward. O, drogi ojcze, nasza ty podporo! Gdzie teraz znajdziem łaskę opiekuńczą? Wściekły Cliffordzie, tyś kwiat najpiękniejszy Zabił rycerstwa europejskiego. Ale go mogłeś zwalczyć tylko zdradą; Szabla na szablę byłby twym zwycięzcą. Mej duszy pałac jest teraz więzieniem; Gdyby zeń mogła do wolności wzlecieć, A ciało w grobie wypoczynek znaleźć! Bo nigdy odtąd uśmiech tu nie wróci, I nigdy radość mym gościem nie będzie. Ryszard. Nie mogę płakać; żar mojego serca Wszystką wysuszył wilgoć w mojem ciele; Ani mój język zdolny jest odwalić Ciężar gniotący serce moje; tchnienia, Któremi z piersi miałem słowa miotać, W sercu palące rozdmuchują węgle, Których płomienie łzy me zalać miały. Płacz zmniejsza ludzkich boleści głębiny; Niech dzieci płaczą, lecz ja zemsty szukam! Imię twe noszę, śmierć też twoją pomszczę, Albo w chwalebnem zginę przedsięwzięciu. Edward. Imię swe dzielny zostawił ci książę, Ale mnie swoje księstwo i swe krzesło. Ryszard. Jeśli orlęciem jesteś tego orła, Sprawdź to, na słońce patrząc bez zmrużenia, A zamiast mówić: swe księstwo i krzesło, Powiedz nam raczej: swój tron i królestwo, Bo to jest twoje, jeśliś jego synem. (Marsz. Wchodzą: Warwick i Montague z wojskiem). Warwick. Witajcie! Jakież usłyszym nowiny? Ryszard. Lordzie Warwicku, choćby nam wypadło, Po każdem słowie bolesnej nowiny, Utopić sztylet w naszem własnem ciele, Od ranby słowa były boleśniejsze. Ojciec nasz, książę York, jest zabity. Edward. Ten Plantagenet, o, lordzie Warwicku, Któremu byłeś jak zbawienie drogim, Padł pod sztyletem dzikiego Clifforda. Warwick. Dni dziesięć, jakem wieść tę w łzach utopił. By miarę waszych powiększyć boleści, Co po tem zaszło, przychodzę powiedzieć. O krwawem starciu na Wakefieldzkich polach, Gdzie ducha ojciec waleczny wyzionął, O waszej klęsce i o jego śmierci Wieść mi na szybkim przyniesiono koniu. Stróż króla, byłem podówczas w Londynie; Zebrałem wojsko, zwołałem przyjaciół, I z siłą, zdaniem mojem, dostateczną, Z króla osobą dla większej powagi, Szedłem królowej drogę zajść w Saint Alban’s, Bo czaty moje przyniosły wiadomość, Że ciągnie, aby przemocą obalić, Co na ostatnim zaszło parlamencie Względem następstwa i przysiąg Henryka. Starły się wojska na polach Saint Alban’s, Czas długi wrzała bitwa zapalczywa, Lecz czyto króla Henryka oziębłość, Co na królowę łagodnie spoglądał, Zgasiła ogień w piersiach mych żołnierzy, Czyto wieść o jej nad wami zwycięstwie, Czy trwoga wściekłych uniesień Clifforda, Krwią i zagładą jeńcom grożącego, Nie wiem; wiem tylko, że miecz nieprzyjaciół Jak błyskawica w naszych migał oczach, Gdy szable naszych, jak ciężki lot sowy, Albo jak cepy leniwego młocka, Padały miękko, jakby na przyjaciół. Aby ich zagrzać, o wielkich nagrodach, O sprawy naszej mówiłem świętości; Wszystko na próżno; serca im nie stało, A my, straciwszy nadzieję zwycięstwa, Pierzchliśmy wszyscy: Henryk do królowej, A ja, lord Jerzy brat wasz i lord Norfolk Biegliśmy z wami co prędzej się złączyć, Bośmy słyszeli, że zbieracie wojska, Że się do nowej gotujecie walki. Edward. Gdzie książe Norfolk? Powiedz, kiedy Jerzy Z Burgundyi wrócił na angielską ziemię? Warwick. O sześć mil drogi książe z wojskiem czeka, A brat wasz, dzięki waszej dobrej ciotce, Księżnie Burgundyi, przyprowadził z sobą Posiłki w ludziach tak nam dziś potrzebne. Ryszard. Wielka tam pewno musiała być przemoc, Gdzie Warwick pierzchnął; bo nieraz słyszałem, Jak ścigał wrogów, o wstydzie odwrotu Pierwszy raz słyszę. Warwick. Nie słyszysz i teraz O moim wstydzie, bo wkrótce się dowiesz, Że ta prawica dość jeszcze ma siły, Koronę z głowy słabego zdjąć króla, I groźne berło z ręki jego wydrzeć, Choćby tak słynął walecznością w bitwach, Jak pobożnością zasłynął w pokoju. Ryszard. Wiem dobrze; nie bierz słów mi moich za złe, Twojej mi chwały miłość je natchnęła. Ale co począć w tych burzliwych czasach? Mamyż zdjąć z piersi żelazne pancerze, W czarne żałoby owinąć się płaszcze, I Zdrowaś Marya na różańcach liczyć? Lub czy na hełmach wrogów pałaszami Będziemy nasze odmawiać modlitwy? Gdy tak wolicie, to naprzód, panowie! Warwick. W tej tylko myśli Warwick do was przybył, W tej tylko myśli i brat jego Montague. Słuchajcie teraz: Dumna Małgorzata Z Northumberlandem i lordem Cliffordem, I radą ptaków równego im pierza, Woskową duszę króla przekształciła. Swoim następcą przysięgą cię stwierdził, Za świadka przysiąg wziął parlament cały, Dziś z swoją bandą ciągnie do Londynu, Złamać przysięgę i wszystko, co może Stać na zawadzie domowi Lancastrów. Wojsko ich liczy trzydzieści tysięcy. Teraz, jeżeli z pomocą Norfolka, Z moim zaciągiem, z twymi przyjaciołmi, Waleczny hrabio Marchii, których zdołasz Ściągnąć orężnie w przychylnej ci Walii, Choćby dwadzieścia pięć tysięcy zbierzem, Co prędzej idźmy śmiało do Londynu, Dosiądźmy znowu spienionych rumaków, Krzyknijmy: Dalej, na kark nieprzyjaciół! A nigdy odtąd kroku nie cofnijmy. Ryszard. Więc znowu słyszę wielkiego Warwicka. Gdy Warwick woła: naprzód! niechaj zginie, Kto jeszcze może myśleć o odwrocie! Edward. Twe ramię, lordzie, moją jest podporą, Jeśli ty zginiesz (czego nie daj Boże!) Z Warwickiem razem i Edward upadnie. Warwick. Nie hrabio Marchii lecz lordzie Yorku, Tron Anglii szczeblem twym będzie ostatnim, Bo królem Anglii będziesz ogłoszony Po wszystkich miastach naszego pochodu; Kto czapki w górę z radości nie rzuci, Zapłaci gardłem za swoją oziębłość. Królu Edwardzie, waleczny Ryszardzie, I ty, Montague, nie traćmy tu czasu, Żeby o chwale tylko naszej marzyć, Ale do pracy z trąb wyruszmy dźwiękiem. Ryszard. Gdyby twe serce jak stal było twarde, (Że jest kamieniem, czynami dowiodłeś) Idę Cliffordzie, szablą je mą przeszyć, Lub trupem upaść. Edward. Więc uderzcie w bębny, Niech Bóg i święty Jerzy z nami walczą! (Wchodzi Posłaniec). Co nam przynosisz? Posłaniec. Lord Norfolk mnie wysłał, Aby wam donieść, że z potężną armią Królowa ciągnie; prosi was o pośpiech, Ażeby wspólnie z wami się naradzić. Warwick. Wszystko więc idzie wedle naszej myśli. (Wychodzą). SCENA II. Pod murami Yorku. (Wchodzą: król Henryk, królowa Małgorzata, książe Walii, Clifford, Northumberland i wojsko). Małgorz. Witaj w Yorku, twojem dobrem mieście! Widok tej głowy zawziętego wroga, Który uwieńczyć chciał się twą koroną, Czy ci radością serca nie napawa? Król Henr. Jak serce majtka skala wpośród burzy. Na ten się widok dusza moja wzdryga. Wstrzymaj twą zemstę, Boże, za grzech nie mój! Mimo mej woli złamałem przysięgę. Clifford. Panie i królu, czas na bok odrzucić Zbytek dobroci i zgubnej litości. Kogo lew wita łagodnem spojrzeniem? Nie chcących wygnać z własnej go jaskini. Czyją dłoń leśna liże niedźwiedzica? Nie tych, co młode szczenię jej wydarli. Kogo śmiertelnem wąż nie kłuje żądłem? Nie tego, co mu na grzbiet stawił nogę. Najlichszy robak mścić się chce deptany; Złodzieja piskląt dziobie gołębica. Po twoje berło York dłoń wyciągnął, A gdy brwi marszczył, tyś się doń uśmiechał. Książe, chciał syna swego królem zrobić, Jak dobry ojciec o swych myślał dzieciach; A ty, król, ojciec tak pięknego syna, Od praw dziedzictwa mogłeś go usunąć, Pokazać serce wyrodnego ojca. Ptak nierozumny żywi swe pisklęta, A choć go trwoży widok twarzy ludzkiej, Nie do ucieczki swe rozwija skrzydła, Lecz siecze niemi, jak mieczem, złodzieja Co się do gniazda jego wdrapać ważył; W obronie piskląt własne daje życie. Niechże ptak, królu, za przykład ci służy! Co za ból, gdyby urodne to chłopię, Z swoich praw winą rodzica wyzute, Kiedyś do swego tak mówiło syna: „Co oręż dziada i pradziada zyskał, Tego się ojciec dobrowolnie wyrzekł“. O, co za hańba! Spójrz na niego, królu, Twarz jego męska, dni szczęśliwych wróżba, Niech na stal miękkie twe przekuje serce, Byś mu przekazać twoje mógł dziedzictwo! Król Henr. Potężnym mówcą Clifford się okazał, Silne rozwinąć umiał argumenta; Ale, Cliffordzie, czyś nigdy nie słyszał, Że zły zarobek w niwecz się obraca? Zawszeż szczęśliwym był syn tego ojca, Który za skarby swe do piekła zapadł? Dobre uczynki zostawię synowi: Bodaj mi ojciec nic więcej był nie dał! Drogo się płacą wszystkie inne skarby, W ich zachowaniu stokroć więcej troski Niż w posiadaniu prawdziwego szczęścia. Gdyby najlepsi twoi przyjaciele Mogli zobaczyć, kuzynie Yorku, Jak mnie tu widok głowy twojej smuci! Małgorz. Pokrzep się, królu; nieprzyjaciel blizki, A twoja miękkość obrońców twych studzi. Przyrzekłeś syna pasować rycerzem, Dobądź więc miecza, pasuj go bez zwłoki. Klęknij Edwardzie. Król Henr. Wstań, Plantagenecie, Jesteś rycerzem, więc jak rycerz prawy Tylko dla dobrej miecza dobądź sprawy. Ks. Walii. Więc dobry ojcze, pozwól, bym go dobył, Jak prawy dziedzic berła i korony, I aż do śmierci w sprawie takiej walczył. Clifford. Oto mi słowa ust książęcych godne. (Wchodzi Posłaniec). Posłaniec. Do boju, królu, szykuj twoje pułki, Na czele bowiem trzydziestu tysięcy W Yorka sprawie Warwick się przybliża, A w każdem mieście, przez które przeciąga, Głosi go królem, ochotników zbiera. Szykuj więc pułki, ujrzysz go za chwilę. Clifford. Radziłbym, królu, abyś plac opuścił; Więcej ma szczęścia królowa bez ciebie. Małgorz. O, tak jest, zostaw naszej nas fortunie. Król Henr. Wszak i o moją fortunę tu idzie: Zostanę z wami. Northumb. Aby z nami walczyć. Ks. Walii. Dodaj tym lordom serca, drogi ojcze, Pokrzep odwagę sprawy twej obrońców, Dobądź oręża, krzyknij: „Święty Jerzy!“ (Marsz. Wchodzą: Edward, Jerzy, Ryszard, Warwick, Norfolk, Montague i żołnierze). Edward. Krzywoprzysięzco, czy chcesz na kolanach O przebaczenie błagać, berło oddać, Albo śmiertelną walką spór rozstrzygnąć? Małgorz. Swych faworytów idź lżyć, butny chłopcze! Jak śmiesz językiem zuchwałym tak mówić W obliczu pana twojego i króla? Edward. Ja królem jego, on winien przede mną Kolana ugiąć; wybrał mnie następcą; Prawda, że później złamał swą przysięgę, Bo jak słyszałem, ty, co jesteś królem, Choć on ma tytuł, ty go przymusiłaś, Ażeby nowym aktem parlamentu Syna podstawił swego na me miejsce. Clifford. I sprawiedliwie, bo ojca następcą Syn być powinien. Ryszard. Jesteś tu, rzeźniku? Nie mogę mówić. Clifford. Jestem tu, garbusie, By odpowiedzieć tobie i zuchwalcom Tobie podobnym. Ryszard. Czyto ty zabiłeś Twą krwawą ręką młodego Rutlanda? Clifford. Jak ja zabiłem starego Yorka, A jeszcze zemsty mej nie nasyciłem. Ryszard. Dajcie znak bitwy, przez Boga, panowie! Warwick. Czy chcesz nam oddać koronę, Henryku? Małgorz. Co? Jeszcze Warwick śmie tu się odzywać? Gdy pod Saint Alban’s spotkałeś się ze mną, Od rąk służyły lepiej ci twe nogi. Warwick. Teraz na ciebie z kolei uciekać. Clifford. Tak wprzód mówiłeś, jednak sam uciekłeś. Warwick. Nie twe przynajmniej spłoszyło mnie męstwo. Northumb. Ani twe męstwo powstrzymać cię mogło. Ryszard. Northumberlandzie, godność twą poważam, Lecz skończ rozprawy, bo ledwom jest zdolny Wstrzymać wybuchy zbolałego serca Na tego dzieci niewinnych rzeźnika. Clifford. Ojcam ci zabił, czy i on był dzieckiem? Ryszard. Jak tchórz nikczemny zabiłeś go zdradą, Jak zdradą brata Rutlanda zabiłeś; Lecz przed zachodem słońca, moją sprawą, Będziesz przeklinał krwawy twój uczynek. Król Henr. Dość już tych sporów; słuchajcie mnie, proszę. Małgorz. Daj więc znak boju, albo milcz jak wprzódy. Król Henr. Nie stawiaj granic memu językowi, Wszak jestem królem i mam prawo mówić. Clifford. Tej rany, panie, słowa nie uleczą, Co na tem polu zebrała nas dzisiaj. Ryszard. Dobądź więc, kacie, szabli twojej z pochew; Lecz jestem pewny, jak jest Bóg na niebie, Że całe męstwo Clifforda w języku. Edward. Czy mnie przywracasz do mych praw, Henryku? Jeśli mi mojej nie oddasz korony, Tysiące ludzi, co dzisiaj śniadały, Nie doczekają się swego obiadu. Warwick. Jeśli odmówisz, za ich krew odpowiesz, Bo York przywdział pancerz w słusznej sprawie. Ks. Walii. Jeśli to słuszne, co ty słusznem zowiesz, To niema gwałtu, i wszystko jest słuszne. Ryszard. Ktobądż twym ojcem, to pewno twa matka, Bo dobrze widzę, że matki masz język. Małgorz. Ty ni do ojca, ni matki podobny, Jesteś brzydoty piętnem naznaczony, Aby przed tobą ludzie uciekali Jak przed jaszczurki albo żmii żądłem. Ryszard. O, ty żelazo neapolitańskie, Pokryte blaskiem angielskiego złota, Ojciec twój króla stroi się tytułem, Jakby się rynsztok morzem chciał nazywać, Czy się nie wstydzisz, wiedząc, skąd wychodzisz, Zdradzać językiem podłość twego rodu? Edward. Tysiąc wart koron wiecheć, coby zdołał, Czem jest, nędznicy tej pokazać jasno. Piękniejszą była od ciebie Helena, (Choć mąż twój może być Menelausem), Nigdy tak przecie nie skrzywdziła męża, Jak ty, fałszywa niewiasto, monarchę. Ojciec był jego całej Francyi panem, Król przed nim czoło i Delfin ugięli; Gdyby wziął żonę wedle swego stanu, Swojąby chwałę do dziś dnia zachował; Lecz gdy żebraczkę wziął do swego łoża, Biednego ojca zaszczycił swym związkiem, Dni swych pogodę na ulewę zmienił, Co zmyła ojca fortunę we Francyi, A mnogie w domu wywołała spiski. Bo skąd ta wojna, jeśli nie z twej dumy? Pokora nasze prawaby uśpiła, Do lepszych czasów, przez litość dla króla, Spór o koronę byłby odłożony. Jerzy. Gdy naszem słońcem twa zakwitła wiosna, A twoje lato żniwa nam nie dało, Rąbiem siekierą korzeń przywłaszczenia, Choć i nas ostrze jej dotknęło nieraz. Pomnij, że kiedy raz wznieśliśmy rękę, Nie spoczniem, póki nie upadniesz ścięta, Lub bujniej wzrośniesz krwią naszą podlana. Edward. I z tem wyzywam cię postanowieniem. Nie chcę daremnie przewlekać rozmowy, Gdy ust królowi zabraniasz otworzyć. Zagrzmijcie trąby! zaszumcie sztandary! Lećmy do boju po śmierć lub zwycięstwo! Małgorz. Czekaj, Edwardzie. Edward. Kłótliwa niewiasto, Ni jednej chwili. Za twe każde słowo Tysiące mężów zapłaci dziś głową. ( Wychodzi). SCENA III. Plac boju między Towton a Saxton w Yorkshire. (Alarm. Utarczki. Wchodzi Warwick). Warwick. Znużony bojem jak biegacz wyścigiem Spocznę tu chwilę, by wolno odetchnąć. Zadane ciosy, ciosy odebrane Z sił mą stalową okradły prawicę: Na złość mej złości muszę tu wypocząć. (Wbiega Edward). Edward. Łaskawe niebo, uśmiechnij się do nas, Lub przybądź śmierci! Los się na nas marszczy, Edwarda słońce chmury zaciągają. Warwick. Jaki los, jakie nasze są nadzieje? (Wchodzi Jerzy). Jerzy. Losem przegrana, a nadzieją rozpacz. Nasze zastępy złamane, pobite, Co nam poradzisz? Gdzie mamy uciekać? Edward. Próżno uciekać; na skrzydłach nas gonią, A wycieńczeni ujść im nie zdołamy. (Wchodzi Ryszard). Ryszard. Czemuż, Warwicku, z placu ustąpiłeś? Ziemia wypiła krew twojego brata, Ostrą Clifforda przeszytego lancą. Słyszałem, wołał w boleściach konania! „Pomścij śmierć moją, bracie mój Warwicku!“ Tak pod kopytem parskających koni, We krwi brodzących po same pęciny, Wyzionął ducha waleczny bohater. Warwick. To niech się naszą krwią ziemia upije! Zabiję konia, bo nie chcę uciekać. Czemuż stoimy, jak słabe niewiasty, Gdy wróg szaleje, strat swych opłakując; Jakby tragedya, dla naszej zabawy, Była nam graną przez płatnych aktorów? Tu, na kolanach przed Bogiem ślubuję, Że nie wypocznę, że się nie zatrzymam, Aż, lub me oczy śmierci zamknie ręka, Albo skosztować zemsty mi da słodkiej. Edward. Warwicku, z tobą uginam kolano, I jednym ślubem duszę z tobą wiążę. Zanim oderwę kolano od ziemi, Wznoszę do ciebie ręce, oczy, serce, O, ty co trony wznosisz i obalasz! Jeśli jest taka święta twoja wola, By wrogów łupem ciało moje było, Śpiżowe niebios wrota racz otworzyć, Mej grzesznej duszy pozwól je przestąpić! Żegnam was teraz, aż się znów zobaczym, Jak Bóg dozwoli, w niebie lub na ziemi. Ryszard. Daj mi dłoń, bracie. Drogi mój Warwicku, Niech cię tem słabem uścisnę ramieniem, Łzy po raz pierwszy po mej ciekną twarzy, Widząc jak zima naszą wiosnę warzy. Warwick. Bądźcie mi zdrowi raz jeszcze. Do boju! Jerzy. Idźmy raz jeszcze do naszych zastępów, Niechcącym walczyć pozwólmy uciekać, A chętnym dajmy zbawców naszych imię; Tryumfującym przyrzeczmy nagrody Jakby zwycięzcom igrzysk Olimpijskich; Może to wskrzesi męstwo konające, Bo jeszcze świeci nadziei nam promyk. A więc do boju! nie marnujmy czasu! (Wychodzą). SCENA IV. Inna część placu boju. (Utarczki. Wchodzą: Ryszard i Clifford). Ryszard. Teraz, Cliffordzie, trzymam cię nakoniec; Patrz, to jest ramię dla księcia Yorka, To dla Rutlanda; oba cię dosięgną, Choćbyś śpiżowym murem się otoczył. Clifford. Miecz na miecz możem zmierzyć się, Ryszardzie. Ta ręka ojca twojego zabiła, Ta ręka brata twojego Rutlanda, A tu jest serce zagładą ich dumne, Zagrzewające rękę, co zabiła Ojca i brata, by do liczby ofiar Ciebie dodała; a więc weź co twoje. (Walczą. Wchodzi Warwick, Clifford ucieka). Ryszard. Nie, nie, Warwicku, za innym goń zwierzem; Sam tego wilka na śmierć zapoluję. (Wychodzą). SCENA V. Inna część placu boju. (Alarm. Wchodzi król Henryk). Król Henr. Bój ten podobny do porannej wojny, Gdy z świtem walczy ciemność konająca, A pasterz, w palce chuchając skostniałe, Nie wie, czy chwilę dniem nazwać czy nocą. To w jednę stronę, jak potężne fale, Toczą się z prądem mimo wiatrów siły; To w drugą znowu, jak te same fale Wściekłością wiatrów cofnąć się zmuszone. Czasem wiatr górę, czasem prądy biorą. Raz tu, to znowu tam leci zwycięstwo; W śmiertelnym sporze krzyżują się szable, Ale się dotąd wojna równoważy, Niema zwycięzcy ni zwyciężonego. Na tym samotnym usiądę pagórku; Niech Bóg rozstrzygnie spór wedle swej woli. Prośba królowej i lorda Clifforda Opuścić boju plac mnie przymusiła, Bo mi przysięgli, że ma nieobecność Jest im najlepszą zwycięstwa rękojmią. Bodaj mi zesłał śmierć Bóg wszechmogący! Bo cóż mi dała ziemia prócz boleści? Jakby szczęśliwe zdało mi się życie, Gdybym się biednym urodził pasterzem! Siedząc śród trawy na wzgórzu, jak teraz, Kreśliłbym skrzętną ręką cyferblaty, By na nich liczyć ciekące minuty; Ile ich trzeba, by złożyć godzinę; Ile znów godzin jedną kończy dobę; Po ilu dobach jeden rok ubiega; Ile lat może śmiertelny człek przeżyć. Obrachowany potem czasbym dzielił: Pilnować trzodę tyle muszę godzin; Tyle mi godzin na spoczynek trzeba; Tyle poświęcam godzin rozmyślaniu, A tyle godzin należy zabawie: Tyle dni kotne moje są maciory, Płód mi po tylu wydadzą tygodniach; Po tylu latach będę mógł strzydz runo. A tak minuty, godziny, dnie, lata. Na wyznaczonej spędzone robocie Do grobu siwą zaprowadzą głowę. O, jak rozkoszne, o jak błogie życie! Czy cień nie milszy cierniowego krzaka Śpiącemu przy swej trzodzie pasterzowi Nad haftowane złotem baldachimy Królom, o zdrajców sztylecie marzącym? O, milszy stokroć, tysiąc razy milszy! W ubogiej chatce, pasterza serwatka, I napój zimny w skórzanej butelce, Sen w cieniu drzewa na świeżej murawie, Wszystko w bezpiecznym użyte pokoju, Ach! jakże królów prześciga łakocie, Mięsa błyszczące na złotych półmiskach, Sen na łożnicach snycerskiej roboty, Pod strażą troski, zdrad i podejrzenia! (Alarm. Wchodzi syn, który zabił ojca, ciągnąc za sobą trupa). Syn. Zły wiatr, co zysku nikomu nie wieje. Może ma w kiesce dobry zapas koron; A ja, co teraz mam nadzieję łupu, Nim noc zapadnie, życie me i skarby, Jak mnie poległy, oddam szczęśliwszemu. Któż to? O Boże! to twarz mego ojca! Niepoznanego własnąm zabił ręką! Srogi czas takie rodzący morderstwa! Z Londynu króla porwały mnie wojska, A sługa domu Warwicków, mój ojciec Z swym panem walczył po stronie Yorków. Nieszczęsny! temu, który dał mi życie, Ja moją ręką życie odebrałem! Odpuść mi, Boże, zbrodnię mimowolną! Przebacz mi, ojcze, że cię nie poznałem! Krwawe te znaki moją łzą obmyję; Teraz w milczeniu tylko płakać mogę. Król Henr. O, krwawe czasy! o, smutny widoku! Kiedy lwy toczą wojnę o jaskinię, Cierpią w ich sporze niewinne jagnięta! Płacz, płacz! Do każdej twej łzy ja łzę dodam; Niech nasze oczy, jak domowa wojna Od łez oślepną, serca z bólu pękną! (Wchodzi ojciec, który zabił syna, niosąc trupa na ręku). Ojciec. Ty, co tak dzielny stawiłeś mi opór, Daj mi twe złoto, jeśli masz co złota, Bo je kupiłem setkiem cięć mej szabli. Ale zobaczmy. Wrogaż to oblicze? Nie, nie, niestety! To mój syn jedyny! Jeśli tkwi w tobie jeszcze iskra życia, Otwórz źrenice, patrz, jaka ulewa Mojego serca wywołana burzą, Spada na rany, co mnie zabijają! Ach, co za czasy, miłosierny Boże! Co za rzeź, jakie klęski i morderstwa Błędne, potworne i oburzające Ten spór śmiertelny co dzień wywołuje! Zbyt wcześnie, synu, dał ci ojciec życie, Lub nazbyt późno życie to ci wydarł! Król Henr. Klęska nad klęski, nad boleści boleść! Gdyby śmierć moja wszystko mogła skończyć! Zlituj się, Boże, zlituj się nad nami. Twarz jego białą i czerwoną różę, Fatalne znaki domów naszych, nosi, Jednej czerwona krew jego obrazem, A blade lica drugiej wizerunkiem. Zakwitnij jedna, uschnij druga różo, Lub żyć tysiąca w waszym uschnie sporze. Syn. Jak matka moja, za śmierć mego ojca, Będzie mnie gromić do dni swoich końca! Ojciec. Jak żona moja, za morderstwo syna, Ronić łzy będzie do dni swoich końca! Król Henr. Jak to królestwo, za klęsk strasznych tyle, Będzie królowi złorzeczyć bez końca! Syn. Nigdy syn po swym ojcu tak nie płakał. Ojciec. Nigdy tak syna ojciec nie żałował. Król Henr. Nigdy król głębiej poddanych klęsk nie czuł. Wielki wasz smutek, lecz mój stokroć większy. Syn. Stąd cię uniosę, bym płakać mógł wolniej. (Wychodzi z ciałem ojca). Ojciec. Ramiona moje twym będą całunem, A serce grobem, drogie moje dziecię, Westchnienia moich piersi twoim dzwonem. Ojciec twój będzie straty twojej płakał, Drogi, jedyny krwi jego potomku, Jak Priam swoich wszystkich dzielnych synów. Niech kto chce walczy; z twem uciekam ciałem, Bo sam zabiłem, co nad świat kochałem. (Wychodzi z ciałem syna). Król Henr. Wielki jest żal wasz; lecz wszystkie cierpienia Wasz król w jedynej swej duszy spromienia. (Alarm. Utarczki. Wchodzą: królowa Małgorzata, książę Walii i Exeter). Ks. Walii. Uciekaj, ojcze! Twoje wojska pierzchły, A Warwick, niby wściekły byk szaleje. Uciekaj ojcze! Śmierć za nami goni. Małgorz. Na koń, Henryku! Uciekaj do Berwick. Edward i Ryszard, niby smycz dwóch chartów Za przestraszonym zającem puszczona, Z źrenicą ogniem wściekłości płonącą, Z orężem w gniewnych prawicach skrawionym, Pędzą za nami; królu, czas uciekać. Exeter. Uchodźmy! Zemsta jest ich towarzyszką. Nie czas się spierać; śpiesz się, śpiesz się królu! Albo idź za mną, ja pierwszy się puszczę. Król Henr. Nie, weź mnie z sobą, dobry Exeterze; Nie myśl jednakże, że lękam się zostać, Lecz chętnie pójdę, gdzie żąda królowa. Więc naprzód! idźmy! (Wychodzą). SCENA VI. Inna część placu boju. (Alarm. Wchodzi Clifford ranny). Clifford. Tu życia mego dogorywa lampa, Co przyświecała dotąd Henrykowi. O Lancasterze! Bardziej twój upadek Niż rozdział duszy mej z ciałem mnie trwoży. Pókim oddychał, miłością lub strachem, Trzymałem w ryzie twych mnogich przyjaciół, Lecz z moją śmiercią wszystko się rozpadnie; Lud pospolity na stronę Yorka Jak letnie muchy od króla przeleci; Boć zawsze komar tam leci, gdzie słońce, A słońce teraz u wrogów Henryka. Febusie, gdybyś ognistych rumaków Faetonowej ręce nie powierzył, Nigdy by wóz twój ziemi nie podpalił; I ty, Henryku, gdybyś jak król rządził, Za ojca, dziada twego szedł przykładem, Nie dał podwalin domowi Yorków, Nigdy jak letnie nie lągłby się muchy, Po mnie, po biednych tysiącu poddanych Łezby nie lały żony owdowiałe, I ty na tronie siedziałbyś w pokoju. Bo co w chwast wzmaga? Cisza i pogoda, Jak zbójców zbytek dobroci ośmiela. Lecz żal mój próżny; rany me śmiertelne; Choćbym miał siły, nie mam gdzie uciekać; Srogi wróg będzie dla mnie bez litości, Litości od nich żądać nie mam prawa. W śmiertelne rany wkradło się powietrze, A krwi utrata sprowadza omdlenie. Dalej Yorku, Ryszardzie, Warwicku, Pierś mą przeszyjcie, jak ja ojców waszych. (Mdleje). (Alarm i odwrót. Wchodzą: Edward, Jerzy, Ryszard; Montague, Warwick i żołnierze). Edward. Zwycięstwo teraz wytchnąć nam dozwala, Pokoju wzrokiem gładzi wojny czoło. Pogoń za krwawą pobiegła królową, Co kierowała powolnym Henrykiem, Jak żagiel wzdęty silnem wiatru tchnieniem Przymusza nawę płynąć przeciw falom. Lecz czy i Clifford pierzchnął z nimi razem? Warwick. Nie, niepodobna, aby uszedł cały, Bo brat twój Ryszard, w jego obecności Chętnie to mówię, śmierci go wyznaczył; Gdziebądź jest teraz, zginął, jestem pewny. (Clifford wzdycha i umiera). Edward. Czyjaż to dusza z ciałem się tak żegna? Ryszard. Konającego ostatnie to tchnienie. Edward. Kto to jest? Zobacz, czy wróg, czy przyjaciel Niechaj w zwycięzcach tylko litość znajdzie. Ryszard. Odwołaj, proszę, słowa miłosierdzia, Bo to jest Clifford. Niedosyć mu było Uciąć zieloną gałązkę Rutlanda, On nóż morderczy utopił w korzeniu, Z którego świeża płonka ta strzeliła, Chcę mówić w ojcu twym księciu Yorku. Warwick. Każ głowę księcia z murów miasta przynieść, Kędy ją zatknął Clifford, na jej miejscu Niech teraz głowa Clifforda zawiśnie: Odmierz mu miarką, jaką on wam mierzył. Edward. Przynieście bliżej to ciało puszczyka, Co nam i naszym ruiną wciąż groził; Groźne hukania śmierć już uciszyła, Złowróżbny język nie przemówi więcej. (Służba przynosi ciało na przód sceny). Warwick. Jak mi się zdaje, zmysły go odbiegły. Przemów, Cliffordzie, czy wiesz, kto to mówi? Promień żywota w chmurach śmierci zgasnął, Już nas ni widzieć, ni słyszeć nie może. Ryszard. O, bodaj słyszał. Lecz może i słyszy, On tylko może udaje omdlenie, By sobie gorzkich wyrzutów oszczędzić, Któremi ojca naszego znieważył. Jerzy. Jeśli tak myślisz, dręcz go słów sztyletem. Ryszard. Cliffordzie, błagaj o litość napróżno. Edward. Cliffordzie, żałuj za grzechy daremnie. Warwick. Cliffordzie, szukaj twym zbrodniom wymówek. Jerzy. Gdy my szukamy mąk dla twoich zbrodni. Ryszard. Yorkaś kochał, ja synem Yorka. Edward. Litosne serce znalazł w tobie Rutland, Znajdziesz je we mnie. Jerzy. Powiedz nam, gdzie teraz Wódz Małgorzata, ażeby cię bronić? Warwick. Patrz, szydzą z ciebie, klnijże twym zwyczajem. Ryszard. Ni jednej klątwy? Ciężkie to są czasy, Gdy Clifford nie ma klątwy dla przyjaciół. Teraz nie wątpię, że to trup jest martwy. Gdybym tej ręki kosztem mógł mu kupić Godzinę życia, by się nad nim pastwić, Bóg widzi, własną uciąłbym ją ręką, Krwi jej potokiem udusił nędznika, Którego zgasić nie mogły pragnienia Krwi księcia York i Rutlanda strugi. Warwick. Lecz on nie żyje. Wystawcie tę głowę, Gdzie teraz głowa waszego jest ojca, Potem w tryumfie idźmy do Londynu, Byś królów Anglii przywdział tam koronę. Z Londynu Warwick do Francyi pospieszy, By na królowę Bonę dziewosłębić. Ten ślub skojarzy dwa znowu królestwa; W pokoju z Francyą nie będziesz się lękał Krwawego buntu wrogów rozproszonych; Bo choć cię żądłem nie zdolni są ranić, Ucho niemiłym obrażają brzękiem. Naprzód więc będę świadkiem koronacyi, Przelecę potem morze do Bretanii, Jeśli zezwalasz, panie, na ten związek. Edward. Niech się po woli twej stanie, Warwicku, Twe ramię tronu mego podwaliną, A bez twej rady, twego zezwolenia Nie myślę kroku jednego postawić. — Ryszardzie, księciem Gloucester cię mianuję, A ciebie, Jerzy, książęciem Klarencyi; Warwick zaś z równą własnej mojej władzą Będzie co zechce, wnosił i obalał. Ryszard. Pomień mnie z Jerzym na księstwo Klarencyi, Bo księstwo Gloucester nazbyt jest złowieszcze. Warwick. Ba, ba, dziecinna twoja jest uwaga; Przyjmij, Ryszardzie, przyjmij księstwo Gloucester. Idźmy honory te w Londynie stwierdzić. (Wychodzą). AKT TRZECI. SCENA I. Las na północy Anglii. (Wchodzi dwóch leśniczych z łukami w ręku). 1 Leśniczy. W tej się gęstwiny ukryjemy cieniu, Bo tą polanką jelenie pociągną; Z naszej zasadzki wypuścimy strzały Na rogatego trzody przewodnika. 2 Leśn. Na wzgórze pójdę, aby strzelić razem. 1 Leśniczy. To być nie może, bo chrzęst twojej kuszy Trzodę przestraszy i strzał mój zmarnuje. Stąd do jednego razem strzelim byka. Aby czekania nudy rozweselić, Opowiem, co mi zdarzyło się kiedyś Na stanowisku, które mamy zająć. 2 Leśn. Ktoś idzie, stańmy, póki nas nie minie. (Wchodzi król Henryk przebrany, z książką do nabożeństwa w ręku). Król Henr. Miłość jedynie z Szkocyi mnie wygnała, Bym kraj mój tkliwem powitał spojrzeniem. Lecz ach! Henryku, nie twoja to ziemia; Berło za ciebie kto inny dziś nosi, Starł z twego czoła balsam namaszczenia. Nikt cię dziś królem z pokorą nie nazwie, Po sprawiedliwość nie przyjdzie do ciebie, Nikt cię nie wezwie na swych krzywd mściciela. Niezdolny siebie, mogęż innych bronić? 1 Leśniczy. Strzelca fortuną zwierza tego skóra. To król nasz quondam, pojmać go nam trzeba. Król Henr. Lecz chętnem sercem przyjmuję niedolę, Bo taka wszystkich mędrców mądra rada. 2 Leśn. Nie traćmy czasu, rzućmy się na niego. 1 Leśniczy. Poczekaj, jeszcze chwilę go słuchajmy. Król Henr. We Francyi szuka posiłków królowa; Warwick tam pobiegł, aby dla Edwarda Króla Francuzów siostrę dziewosłębić. Jeśli to prawda, synu mój i żono, Wasze zabiegi na nic się nie zdadzą. Bo zawsze Warwick subtelnym był mówcą, A tkliwem słowem łatwo króla zyskać. Więc Małgorzata ma także nadzieję, Bo los jej litość budzi w ludzkich sercach; Drogę do piersi westchnieniami znajdzie, A łzami serca kamienne przebije; Na jej żałobę tygrys się rozczuli; Skargi jej słysząc, łez widząc potoki, Neronby nawet miłosiernym został. Lecz ona żebrać, Warwick przyszedł dawać, Ona o pomoc dla Henryka błaga, Warwick o żonę dla Edwarda prosi. Mój Henryk, powie szlochając, strącony; Warwick z uśmiechem: Edward mój na tronie. Nawał boleści zamknie biednej usta; Warwick wypowie Edwarda tytuły, Złość uniewinni argumentów siłą, Na swoją stronę Ludwika przeciągnie, Otrzyma siostrę i wyłudzi pomoc Zdolną utwierdzić Edwarda potęgę. To los twój będzie, biedna Małgorzato; Tak jak przybyłaś, opuszczona wrócisz. 2 Leśn. Powiedz, kto jesteś, co prawisz o królach I o królowych? Król Henr. Więcej, niż się zdaje, Choć mniej, niż byłem prawem urodzenia. Lecz jestem człekiem, a mniej być nie mogę; Jak człowiek mówić o królach mam prawo. 2 Leśn. Ale ty mówisz, jakbyś sam był królem. Król Henr. Bom jest nim duszą i na tem mi dosyć. 2 Leśn. Jeśliś jest królem, gdzie twoja korona? Król Henr. Nie na mej głowie ale w mojem sercu; Nie świeci blaskiem indyjskich kamieni, Jest niewidoma, zwie się rezygnacyą; A mało królów nosi tę koronę. 2 Leśn. Gdyś w rezygnacyi koronie jest królem, Bądźże z koroną twą rezygnowany Iść, gdzie my idziem; bo jak mi się zdaje, Ty jesteś królem przez króla Edwarda Strąconym z tronu; my, jego poddani, Wierni przysiędze, bierzem cię w niewolę Jak jego wroga. Król Henr. A czy nigdy dotąd Danej przysięgi nie pogwałciliście? 2 Leśn. Nie, nigdy takiej, i nie zgwałcim teraz. Król Henr. Gdzieżeście byli, gdym był królem Anglii? 2 Leśn. Tu, w tym powiecie, gdzie jesteśmy dzisiaj. Król Henr. Byłem na króla Anglii namaszczonym, Gdy ledwo dziewięć liczyłem miesięcy: Królem mój ojciec i dziad mój był królem; Oba mi wierną przysięgliście służbę; Czyście przysięgi waszej nie zgwałcili? 1 Leśniczy. Nie, bośmy byli twymi poddanymi, Pókiś był królem. Król Henr. Alboż ja umarłem? Czy nie oddycham? Biedni prostaczkowie, Ach, wy nie wiecie, na co przysięgacie. Patrz, od mej twarzy odmuchuję piórko, Ale znów wietrzyk do mnie je przywiewa; Gdy dmucham, idzie za moim oddechem, Gdy wiatr je spotka, tchnienia wiatru słucha; Silniejszy podmuch rozkazem dla niego: To żywy obraz pospolitych ludzi. Lecz bądźcie wierni przysiędze, nie pragnę W grzech was prowadzić mą łagodną prośbą. Idźcie, gdzie chcecie; król słucha rozkazu; Bądźcie królami, ja będę poddanym. 1 Leśniczy. My wierni króla Edwarda poddani. Król Henr. Jakbyście byli znowu poddanymi Henryka, gdyby siadł, gdzie Edward siedzi. 1 Leśniczy. W imię cię Boga i króla wzywamy, Byś do urzędu szedł z nami bez zwłoki. Król Henr. Więc dobrze, w imię Boga mnie prowadźcie; Królewskie imię znajdzie posłuszeństwo. Co Bóg chce, niechaj król wasz to wykona; Z pokorą bożej poddaję się woli. (Wychodzą). SCENA II. Londyn. Sala w pałacu. (Wchodzą: król Edward, Gloucester, Clarence i lady Grey). Król Edw. Bracie Gloucesterze, na polach Saint Alban’s Sir John Grey poległ, pani tej małżonek, Jego dzielnice zagrabił zwycięzca, Dziś o tych dzielnic zwrot się dopomina; Odrzucić prośbę sprawiedliwość broni, Bo zacny szlachcic swoje stracił życie, Broniąc walecznie praw domu Yorków. Gloucest. Byłoby krzywdą naszego honoru, Gdybyś się nie chciał do żądań jej skłonić. Król Edw. To prawda, myślę jednak czekać jeszcze. Gloucest. Czy tak? Rozumiem. Nim król przyjmie prośbę, Pewne warunki przyjąć musi dama. Clarence (na str.). Zna polowanie; co za węch u niego. Gloucest. (na str.). Milczenie! Król Edw. Wdowo, roztrząśniem tę sprawę, A wrócisz później po moją odpowiedź. Lady Gr. Łaskawy panie, znieść nie mogę zwłoki; Na prośbę moją daj teraz odpowiedź, A woli twojej znajdziesz mnie posłuszną. Gloucest. (na str.). Tak mówisz? To ja zaręczam ci włości, Byleś posłuszną była jego woli. O, broń się lepiej, lub dostaniesz cięcie. Clarence (na str.).Spokojnym o nią, byle nie upadła. Gloucest. (na str.). Uchowaj Boże! korzystałby z tego. Król Edw. Powiedz mi, wdowo, jak wiele masz dzieci? Clarence (na str.). Chce pewno, by mu jedno ustąpiła. Gloucest. (na str.). Ja raczej myślę, że chce jej dać dwoje. Lady Gr. Troje mam dzieci, dostojny monarcho. Gloucest. (na str.). Słuchaj go tylko, będziesz miała czworo. Król Edw. Smutno im będzie stracić ojcowiznę. Lady Gr. Wróć im ją, królu, okaż miłosierdzie. Król Edw. Pozwólcie, bym jej dowcip wziął na próbę. Gloucest. O, pozwalamy; zupełną masz wolność, Aż sobie młodość rzucić cię pozwoli, A na pamiątkę zostawi ci kule. (Gloucester i Clarence przechodzą na drugą stronę sceny). Król Edw. Powiedz mi, pani, czy kochasz twe dzieci? Lady Gr. Jak samą siebie. Król Edw. Czy jesteś gotowa Na wiele rzeczy dla szczęścia twych dzieci? Lady Gr. Gotowam wiele cierpieć dla ich dobra. Król Edw. A więc odzyskaj dla nich ojcowiznę. Lady Gr. O to cię błagać przybyłam tu, królu. Król Edw. Ja ci warunki odzyskania powiem. Lady Gr. A ja ci, królu, wdzięczną za to będę. Król Edw. Cobyś mi dała, gdybym ci ją zwrócił? Lady Gr. Co zechcesz, byle w mojej było mocy. Król Edw. A jak mi zaczniesz robić zastrzeżenia? Lady Gr. Żadnych; jedyną będzie ma niemożność. Król Edw. Możesz to zrobić, o co myślę prosić. Lady Gr. A więc wykonam, królu, co rozkażesz. Gloucest. (na str.). Ostro naciera; długi deszcz je kamień. Clarence (na str.). W płomieniach cały, jej wosk musi stopnieć. Lady Gr. Racz mi powiedzieć, panie, co mam zrobić. Król Edw. Rzecz bardzo łatwa — tylko króla kochać. Lady Gr. Nic łatwiejszego; wszak jestem poddanką. Król Edw. Więc ci oddaję chętnie dobra męża. Lady Gr. Żegnam cię królu, z tysiącem dziękczynień. Gloucest. (na str.). Dobiła targu; ten dyg jest pieczęcią. Król Edw. Czekaj; mnie trzeba miłości owoców. Lady Gr. Znajdziesz je u mnie, królu, w obfitości. Król Edw. Tylko się lękam, że w innem znaczeniu. Jakiej ja pragnę miłości, twem zdaniem? Lady Gr. Miłości wiecznej, dziękczynień i modlitw, Jakie dać może cnota, cnota żądać. Król Edw. Ani myślałem o takiej miłości. Lady Gr. To wcale myśli twych nie zrozumiałam. Król Edw. Lecz teraz może rozumiesz je w części. Lady Gr. Jeśli rozumiem, miłościwy panie, To nigdy na nie zezwolić nie mogę. Król Edw. Więc, bez ogródki, pragnąłbym spać z tobą. Lady Gr. To, bez ogródki, wolę spać w więzieniu. Król Edw. Więc nie otrzymasz dóbr twojego męża. Lady Gr. To cnota moja mojem będzie wianem, Bo cnoty kosztem nabyć ich nie myślę. Król Edw. Wielką wyrządzasz dzieciom twoim krzywdę. Lady Gr. Ty ją wyrządzasz, królu, mnie i dzieciom. Ale te żarty, miłościwy panie, Mej uroczystej nie przystoją prośbie. Tak lub nie, jednem racz mnie więc odprawić. Król Edw. Tak, jeśli powiesz — tak — na moją prośbę. Lecz nie, jeżeli przy twem — nie — obstajesz. Lady Gr. Więc nie, mój królu. Tu próśb moich koniec. Gloucest. (na str.). Wdowa odmawia, bo patrz jak brwi marszczy. Clarence (na str.). Niezgrabniejszego nie znam zalotnika. Król Edw. (na str.). Wielkiej skromności spojrzenie jej świadkiem, Słowa dowcipu nieporównanego: Tronu są godne jej doskonałości; Ona wyraźnie stworzona dla króla, Mą też kochanką będzie lub mą żoną. Cóż, gdyby Edward wziął cię za królowę? Lady Gr. Łatwiej to, panie, powiedzieć niż zrobić. Jestem poddanką, możesz ze mnie szydzić, Lecz zrobić ze mnie królowej nie możesz. Król Edw. Na tron mój, piękna przysięgam ci wdowo, Że tylko mówię to, co mam na myśli, Że chcę, byś moją została kochanką. Lady Gr. A to jest więcej, niż mogę przyzwolić; Jestem za nizko na twoją królowę, Lecz za wysoko na twą nałożnicę. Król Edw. Subtylizujesz; myślałem, mą żoną. Lady Gr. Czyżby ci, królu, nie było markotno, Gdyby cię syn mój nazywał swym ojcem? Król Edw. Nie, nie markotniej, jakgdyby me córki Matką cię zwały. Ty, wdowa, masz dzieci, Ja choć bezżenny mam także kilkoro, A zdaniem mojem, wielkie to jest szczęście Widzieć się ojcem licznego potomstwa. Więc na tem koniec: będziesz mą królową. Gloucest. (na str.). Wielebny pasterz skończył spowiadanie. Clarence (na str.). Pewno ją dla jej pokuty spowiadał. Król Edw. Czy wiecie, bracia, o czem z nią mówiłem? Gloucest. O smutnych rzeczach, bo smutną ma minę. Król Edw. Zdziwię was pewno: znalazłem jej męża. Clarence. A kogo, panie? Król Edw. Kogo? Mnie samego. Gloucest. Dziw byłby wielki na jakie dni dziesięć. Clarence. To jest dzień dłużej niż zwykły trwać dziwy. Gloucest. Boćby to było niepowszednie dziwo. Król Edw. Żartujcie sobie, ja wam tylko ręczę, Że jej na prośbę zwracam dobra męża. (Wchodzi Szlachcic). Szlachcic. Królu mój, Henryk, twój wróg jest pojmany, Jak jeniec stoi u bram twego zamku. Król Edw. Niech go do Tower prowadzą natychmiast. Idźmy zobaczyć męża, co go pojmał, I o szczegóły pojmania wypytać. Chodź z nami, wdowo. Proszę was, panowie, Byście należne względy dla niej mieli. (Wychodzą: król Edward, lady Grey, Clarence i panowie). Gloucest. Król Edward wielkie dla kobiet ma względy, Bodajże z niemi wysechł aż do szpiku, By żadnej z siebie nie mógł płonki puścić Zdolnej mi złotą przyszłość mą zagrodzić! Między mną jednak a duszy mej żądzą, Gdy w grobie zamkną rozpustnego króla, Stoją Klarencya, Henryk i syn Edward, I cały szereg nieznanych potomków Zdolnych przede mną na mej stanąć drodze, Ostudzić ogień moich postanowień. Ja też jedynie marzę o królestwie. Jak mąż stojący na morskiem wybrzeżu, Co widzi w dali ziemię upragnioną, Ale nie może nogą sprostać oczom, Złorzeczy falom szumiącym w pośrodku, By drogę znaleźć, chciałby je wysuszyć, Tak ja do tronu dalekiego wzdycham, Złorzeczę wszystkim na drodze zaporom, Pochlebiam sobie, że obalę wszystko, Niepodobieństwo w rzeczywistość zmienię. Wzrok mój za bystry, serce me za śmiałe, Jeśli im dłoni mej nie zrówna siła. Lecz jeśli nie ma tronu dla Ryszarda, Jakąż mu inną świat może dać rozkosz? Kobiety łono niebem zrobię mojem, W jaskrawe szaty ciało me ustroję, Cukrowem słówkiem damy oczaruję. Co za myśl nędzna! a niepodobniejsza Niż złotych koron dwudziestu podbicie! Już w łonie matki miłość się mnie zrzekła, By mnie od słodkich praw swych wydziedziczyć Kruchą naturę umiała przekupić, Że ramię moje jak źdźbło trawy uschło, Na grzbiecie moim wzrosła hydna góra, Z której ułomność szydzi z mego ciała, Że nogi moje urosły nierówno, Że cała moja niekształtna jest postać, Jak chaos, jak źle lizany niedźwiadek, W niczem do swojej matki niepodobny. Mnieżby kobieta jaka mogła kochać? O, błąd potworny taką myśl przypuścić! Gdy więc na ziemi niema dla mnie szczęścia Jak rozkazywać, ujarzmiać, zwyciężać Wszystkich piękniejszych ode mnie postawą, Mem będzie niebem o koronie marzyć, Jak długo żyję ten świat brać za piekło, Póki tej głowy na potwornem ciele Nie opromieni złoty blask korony. Ale jak dobiedz do złotej korony, Gdy mnie niejedno od niej dzieli życie? Jestem jak w lesie ciernistym zbłąkany, Który rwie ciernie, a od cierni kłuty Gdy drogi szuka, zbacza ze swej drogi, Nie wie, jak znaleźć otwarte powietrze, Choć z rozpaczliwym szuka go zapałem; Tak ja się dręczę za Anglii koroną. Lecz się z tych wszystkich udręczeń wyzwolę, Lub drogę krwawą wyrąbię siekierą. Wszak śmiać się mogę, śmiejąc się mordować, Temu, co pierś mą krwawi, przyklaskiwać, Kosić oblicze łez fałszywych strugą, Wedle wypadków stroić twarzy wyraz; Więcej utopię od syreny majtków, Jadem spojrzenia przejdę bazyliszka; Jak Nestor będę wymową panował, A chytrzej zwodził niż chytry Ulisses; Jak drugi Sinon drugą wezmę Troję, Farb dodam nowych chameleonowi, Zmiennością kształtów przejdę Proteusza, A Machiawel dzieckiem przy mnie będzie. Kto może tyle, berła wziąć nie może? Czekajmy nieco, ja w dłoń je mą złożę (wychodzi). SCENA III. Francya. Sala w pałacu. (Przy odgłosie trąb wchodzą: Ludwik król francuski i Bona, z orszakiem. Król zasiada na tronie. Wchodzi: królowa Małgorzata, książe Edward jej syn i hrabia Oxford). Król Lud. Królowo Anglii, piękna Małgorzato, Siądź przy nas, proszę, nie przystoi bowiem Twej dostojności stać, gdy Ludwik siedzi. Małgorz. Nie, królu, dzisiaj musi Małgorzata Uchylić żagli, nauczyć się służyć, Gdzie monarchowie wydają rozkazy. Wyznaję, były złote kiedyś czasy, W których królową wielkiej byłam Anglii, Lecz zły los moje podeptał tytuły, A zniesławioną o ziemię powalił. Dziś do mych losów muszę się stosować, I zasiąść miejsce skromne jak ma dola. Król Lud. Co twoją czarną wywołało rozpacz? Małgorz. To, co źrenice me łzami napełnia, Język krępuje, serce w troskach nurza. Król Lud. Siądź przy nas, pani, cobądź cię spotkało, Bądź sama sobą, nie uginaj karku Pod jarzmo losu, wznieś się tryumfalnie Nad wszystkie klęski duszą nieugiętą. Bądź ze mną szczerą, powiedz mi twe smutki, A Francya da ci ulgę, jeśli może. Małgorz. Uprzejme słowo myśl mą pokrzepiło, Wróciło język mym niemym boleściom. Wiedz przeto, królu, szlachetny Ludwiku, Że Henryk, serca mego pan jedyny, Z monarchy został wygnańcem, tułaczem, W Szkocyi schronienia szukać przymuszonym, Gdy dumny Edward z rąk mu berło wydarł, Przywłaszczył tytuł i zasiadł na tronie Prawowitego Anglii pomazańca. To przymusiło biedną Małgorzatę, Że z swoim synem, Henryka dziedzicem, Przychodzi błagać o twą słuszną pomoc. Wszystko przepadło, gdy nas ty opuścisz. Szkocyaby chciała pomódz, lecz nie może; Lud i panowie nasi uwiedzeni, Skarb zagrabiony, rozproszone wojska, A my, jak widzisz, w przepaściach niedoli. Król Lud. Królowo, ukój burzę, cierpliwością, A my pomyślim, jakby ją rozpędzić, Małgorz. Im dłuższa zwłoka, tem wróg nasz silniejszy. Król Lud. Ale i pomoc nasza potężniejsza, Małgorz. Lecz niecierpliwość smutków towarzyszką, A oto sprawca wszystkich naszych smutków. (Wchodzi Warwick z orszakiem). Król Lud. Któż się to do nas tak śmiało przybliża? Małgorz. Warwick, największy Edwarda przyjaciel. Król Lud. Witaj, Warwicku, co cię tu sprowadza? (Schodzi z tronu, królowa Małgorzata wstaje). Małgorz. Na drugą teraz zanosi się burzę, Bo oto wicher, który wzdyma fale. Warwick. Od króla Anglii, dzielnego Edwarda, Mojego pana, twego przyjaciela, Przychodzę z słowem zgody i miłości. Naprzód, by twoją pozdrowić osobę, Następnie, aby prosić o przymierze, Nakoniec, aby przymierze to stwierdzić Węzłem małżeńskim, jeżeli dać raczysz Cnotliwą Bonę, twoją piękną siostrę, Królowi Anglii za prawą małżonkę. Małgorz. Zginął mój Henryk, gdy myśl się ta ziści. Warwick (do Bony). Dostojna pani, było mi zlecone, W imieniu króla, z twojem przyzwoleniem, Pokornie rękę twoją ucałować, Wyznać namiętność w sercu mego pana, Gdzie sława twoich cnót i twej urody Jasny twój obraz głęboko wyryła. Małgorz. Słuchaj mnie królu, i ty słuchaj Bono, Nim odpowiecie na słowa Warwicka. Nie szczera miłość natchnęła tę prośbę, Lecz z konieczności zrodzona obłuda. Bo jakże tyran w własnym mógłby kraju Bezpiecznie rządzić, gdyby za granicą Nie kupił sobie silnych sprzymierzeńców? Że jest tyranem, dość na dowód wspomnieć, Że Henryk żyje, a gdyby i umarł, To żyje Edward, syn jego i dziedzic. Strzeż się, Ludwiku, żeby to małżeństwo Twoją niesławą i zgubą nie było, Bo przywłaszczyciel może chwilę rządzić, Lecz czas i Pana niebios sprawiedliwość Występnych czynów zwalają budowę. Warwick. Zła Małgorzato! Ks. Walii. Czemu nie królowo! Warwick. Henryk, twój ojciec, był przywłaszczycielem; Ni tyś jest księciem, ni ona królową. Oxford. Więc Warwick z księgi dziejów wymazuje Jana z Gandawy, Hiszpanii zdobywcę, I syna jego, Henryka Czwartego, Którego mądrość mądrych była wzorem, A po nim, króla Henryka Piątego, Podbójcę Francyi, bo wszystkich tych książąt Nasz Henryk w prostej linii jest dziedzicem. Warwick. Czemu z twej gładkiej wypuściłeś mowy, Jak Henryk Szósty wszystko to utracił, Co Henryk Piąty mieczem swoim podbił? Możeby twoja wywołała powieść Uśmiech na usta tych francuskich panów. Zresztą rozwijasz przed nami rodowód Sześćdziesiąt i dwa lat w tył sięgający, Musisz się zgodzić, zbyt krótka to data Na przedawnienie prawa do korony. Oxford. Jak może Warwick przeciw panu mówić, Któremu służył lat trzydzieści i sześć, Rumieńcem swojej nie stwierdzając mowy. Warwick. Jak może Oxford, dotąd praw obrońca, Fałsz dziś osłaniać tarczą rodowodu? Choć przez wstyd uznaj Edwarda za króla. Oxford. Tego, co posłał okrutnym wyrokiem Na rusztowanie Aubreya de Vere, Mojego brata? Później mego ojca W samym zachodzie lat jego dojrzałych, Gdy go natura do drzwi śmierci wiodła? Nie, nie, Warwicku, póki sił mi starczy, Lancastrów domu dłoń ta nie opuści. Warwick. A ta Yorków. Król Lud. Racz na moją prośbę Ustąpić chwilę, dostojna królowo, Z księciem Edwardem i lordem Oxfordu, Bym mógł Warwicka lepiej wyrozumieć. Małgorz. Nie dopuść, Boże, by króla Ludwika Warwick obłudnem słowem oczarował! (Odchodzi na stronę z Edwardem i Oxfordem). Król Lud. Teraz, Warwicku, powiedz mi sumiennie, Czy Edward królem twym jest prawowitym? Nie chciałbym związków z monarchą zawierać, Którego wybór nie stoi na prawie. Warwick. Honorem ręczę za prawość wyboru. Król Lud. A czy swych ludów umiał serca zyskać? Warwick. Tem łatwiej, że był Henryk niefortunny. Król Lud. Powiedz mi jeszcze, bez żadnej obłudy, Jaka jest miara miłości Edwarda Dla mojej siostry? Warwick. Edwarda uczucia Są godne jego królewskiej godności. Nieraz przysięgał w mojej obecności, Że miłość jego, jak krzew nieśmiertelny, Na gruncie cnoty zapuściła korzeń, Piękności słońcem liście swe karmiła, Obca zazdrości, lecz na krzywdę czuła, Jeśli nie znajdzie w Bonie wzajemności. Król Lud. Powiedz mi, siostro, twe postanowienie. Bona. Twoja odpowiedź moją także będzie. (Do Warwicka). Wyznaję przecie, że nieraz słuchając O króla twego zasługach, nie zawsze Tylko słuchaczem byłam obojętnym. Król Lud. Więc zgoda, daję siostrę Edwardowi, Bez straty czasu ułożym warunki Względem jej wiana, które niewątpliwie Król jej zapisze w miarę jej posagu. A teraz, proszę, zbliż się, Małgorzato, Bądź świadkiem ślubów Bony z królem Anglii. Ks. Walii. Z Edwardem, mówisz, lecz nie z królem Anglii. Małgorz. Twoje to dzieło, obłudny Warwicku, Chciałeś tym związkiem me prośby zniweczyć, Bo przed przybyciem twem Ludwik Henryka Był przyjacielem. Król Lud. I zawsze nim będzie Tak dla Henryka, jak dla Małgorzaty. Choć jeśli wasze wątpliwe są prawa, Jak to Edwarda zda się tryumf stwierdzać, Słusznie się mogę wyzwolonym sądzić Od tej pomocy, którą ci przyrzekłem; Choć zawsze we mnie, wedle sił mych, znajdziesz Względy należne twojej dostojności. Warwick. Henryk spokojnie w Szkocyi teraz żyje, Gdzie, nic nie mając, nic nie może stracić. A co do ciebie, pani quondam nasza, Masz ojca, który może cię wyżywić, Do niego raczej nie do Francyi stukaj. Małgorz. Milcz, milcz, bezczelny, bezwstydny Warwicku, Budowco królów i ich obalaczu! Nie wprzód odejdę, aż łzy me i słowa Potęgą prawdy odsłonią królowi Twą chytrość, pana twego zwodną miłość, Bo oba pierza jednegoście ptaki. (Słychać za sceną odgłos trąbki). Król Lud. Jakieś poselstwo do nas lub do ciebie. (Wchodzi posłaniec). Posłaniec. Oto jest pismo, milordzie, wysłane Przez twego brata, markiza Montague. Ten list do waszej królewskiej jest mości Od króla mego i pana, Edwarda; A to do ciebie, lecz nie wiem od kogo. (Wszyscy czytają listy). Oxford. Cieszę się widząc, jak usta mej pani Uśmiech rozjaśnia, a Warwick się marszczy. Ks. Walii. Ludwik się zżyma, jak pokrzywą tknięty; Jeszcze nam promyk nadziei zostaje. Król Lud. Jakie, Warwicku, odebrałeś wieści? Jakie ty pani? Małgorz. Wieści moje, królu, Niespodziewaną przyniosły mi radość. Warwick. A moje gorycz i strapienie serca. Król Lud. Więc Edward pojął lady Grey za żonę? Żeby osłonić wspólne wasze kłamstwo, W liście mi swoim cierpliwość zaleca. Toż jest przymierze, którego chce z Francyą? Mnież to z pogardą chce taką traktować? Małgorz. Masz teraz moich ostrzeżeń dowody, Wiesz teraz, królu, co miłość Edwarda, A co Warwicka honor może znaczyć. Warwick. W obliczu niebios przysięgam ci, panie, Na nieśmiertelnej duszy mej zbawienie, Żem jest niewinny zbrodni tej Edwarda. On mnie zniesławił, mym królem już nie jest; On tylko czarność duszy własnej zdradził. Mógłżem zapomnieć, że przedwczesną śmiercią Ojciec mój zginął sprawą domu York? Mógłżem zapomnieć siostrzenicy krzywdę? Płaszcz mu królewski na barki rzuciłem, Z praw mu należnych Henryka obdarłem, A hańba dzisiaj jest moją zapłatą? Na niego tylko niech ta hańba spadnie, Bo ja splamiony mój honor oczyszczę, Wracając starą wierność Henrykowi. Rzuć dawne krzywdy w niepamięć, królowo, Bo odtąd jestem twoim wiernym sługą; Pomszczę obelgę wyrządzoną Bonie, Wydarte berło wrócę Henrykowi. Małgorz. Moja nienawiść w miłość się przemienia, Całą ci przeszłość przebaczam, Warwicku, Gdy znów Henryka jesteś przyjacielem. Warwick. A przyjacielem tak wiernym, tak szczerym, Że byle raczył król Ludwik nas wesprzeć Wyborowego żołnierza choć garstką, Sam ją na nasze poprowadzę brzegi, I z tronu spędzę tyrana orężem. Nie nowa żona pomocą mu będzie. Co do Klarencyi, w listach moich czytam, Że pewno brata swojego odstąpi Za ślub, gdzie większą rozpusta gra rolę, Niż honor, wielkość lub interes Anglii. Bona. Nie możesz, bracie, siostry twojej pomścić, Jak niosąc pomoc tej skrzywdzonej pani. Małgorz. Dostojny królu, twoja tylko ręka Może z przepaści Henryka wyzwolić. Bona. Królowej Anglii sprawa jedna z moją. Warwick. A ja do waszych krzywd przyrzucam moją. Król Lud. Ja wszystkie wasze podzielam uczucia: Mojem niezmiennem jest postanowieniem Przyjść wam na pomoc. Małgorz. Przyjmij nasze dzięki. Król Lud. Wracaj, posłańcze, co prędzej do Anglii, Zdrajcy, a twemu mniemanemu panu Powiedz, że Ludwik maski mu wysyła, Aby z nim hulać na jego weselu; Powiedz, coś widział, powiedz, niech drży Edward. Bona. Powiedz, że Bona wdowstwa jego pewna, Będzie wierzbową nosiła girlandę. Małgorz. Powiedz, żem szaty rzuciła żałobne, Żem jest gotową odziać się pancerzem. Warwick. W mem mu imieniu powiedz, że mnie skrzywdził, Że wkrótce za to koronę mu zedrę. Weź to dla siebie, a wracaj do Anglii. (Wychodzi Posłaniec). Król Lud. Warwicku, z lordem Oxfordem popłyniesz Na czele pięciu tysięcy żołnierza, I bitwę zwiedziesz ze zdrajcą Edwardem. Wedle potrzeby, królowa z swym synem Nowe zaciągi z Francyi poprowadzi. Lecz nim odejdziesz, powiedz mi, Warwicku, Jaką rękojmię twej dasz nam wierności? Warwick. Na wieczny dowód mojej lojalności, Jeśli królowa i młody chce książe, Najstarszą córkę, a skarb mój najdroższy, W święte małżeństwa oddaję mu śluby. Małgorz. Z wdzięcznością twoją przyjmuję ofiarę. Będziesz miał żonę piękną i cnotliwą, A więc bez zwłoki, synu mój Edwardzie, Daj na znak zgody rękę Warwickowi, A z twoją ręką nieodmienne słowo, Że córka jego żoną twoją będzie. Ks. Walii. Przyjmuję chętnie, bo godną jest tego; Na zaręczyny dłoń ci mą podaję. (Daje rękę Warwickowi). Król Lud. Wojska bez żadnej zaciągniemy zwłoki; Na flocie naszej wielki nasz admirał Do brzegów Anglii wojska te poniesie. Chciałbym już widzieć upadek Edwarda Za krzywdę córce Francyi wyrządzoną. (Wychodzą wszyscy prócz Warwicka). Warwick. Przybyłem z Anglii jak Edwarda poseł, Wrócę do Anglii wróg nieubłagany; Za dziewosłęba mnie swojego wybrał, Wojnę mu teraz za żonę poniosę. Nie mógłże innej wybrać sobie łątki? Ja mu te żarty na smutek przemienię. Jak go do tronu pierwszy prowadziłem, Tak będę pierwszy, by go z tronu zepchnąć, Nie z miłosierdzia dla sprawy Henryka, Ale mszcząc honor skalany Warwicka (wychodzi). AKT CZWARTY. SCENA I. Londyn. Sala w pałacu. (Wchodzą: Gloucester, Clarence, Somerset, Montague i inni). Gloucest. Bracie Clarensie, powiedz mi, co myślisz O nowem króla z lady Grey małżeństwie? Powiedz, czy wybór nie był doskonały? Clarence. Alboż ty nie wiesz, jak Francya daleko? Jakże mógł czekać na powrót Warwicka. Somerset. Skończcie rozmowę, bo się król przybliża. (Przy odgłosie trąb wchodzą: król Edward i jego orszak, lady Grey jako królowa, Pembroke, Stafford, Hastings i inni). Gloucest. I żona jego wybrana szczęśliwie. Clarence. Mam zamiar myśl mą szczerze mu objawić. Król Edw. Jak ci się wybór mój podoba, bracie, Że stoisz smutny jak napół malkontent? Clarence. Jak Ludwikowi lub hrabiemu Warwick, Którym tak męstwa i rozsądku braknie, Że ich ta krzywda wcale nie obrazi. Król Edw. Choćby się nawet gniewali bez przyczyn, Toć oni tylko Ludwik są i Warwick, A jam jest Edward, król wasz i Warwicka, I wola moja spełnioną być musi. Gloucest. A więc się spełni, boś królem jest naszym; Lecz śpieszne śluby rzadko są szczęśliwe. Król Edw. Czyś obrażony i ty, mój Ryszardzie? Gloucest. Ja? Nie, bynajmniej; uchowaj mnie, Boże, Zaprawdę, wielka byłaby to szkoda Rozłączyć parę tak rzadko dobraną. Król Edw. Kładąc na stronę szyderstwa i gniewy, Powiedz otwarcie powody, dla których Lady Grey moją nie może być żoną? A i wy także, Somerset, Montague, Powiedzcie zdanie wasze bez ogródki. Clarence. Mojem więc zdaniem Ludwik, król francuski, Wrogiem twym będzie, żeś śmiał z niego szydzić, Żądając ręki siostry jego, Bony. Gloucest. A Warwick, tego małżeństwa dziewosłąb, Jest zniesławiony tem nowem małżeństwem. Król Edw. Lecz jeśli znajdę sposób przejednania Króla Ludwika i hrabiego Warwick? Montague. To i tak jeszcze francuskie małżeństwo Lepiejby naszą przeciw obcym burzom Wzmocniło ziemię, niż domowy związek. Hastings. Dość sama Anglia sił na to posiada, Byleby wierną samej sobie była. Montague. Miałaby więcej przez Francyę poparta. Hastings. Lepiej jest Francyą władać, niż jej wierzyć. Ufajmy Bogu i wód naszych falom, Które za puklerz dał nam niezdobyty, I z ich pomocą brońmy sami siebie: W nich i w nas samych bezpieczeństwo nasze. Clarence. Krótką tą mową lord Hastings zasłużył Na rękę lorda Hungerford dziedziczki. Król Edw. I cóż stąd? Taka moja była wola, I prawem wola ma na raz ten będzie. Gloucest. Myślałem przecie, żeś źle zrobił, królu, Oddając z córką lorda Scales dziedzictwo Bratu małżonki twojej ukochanej; Mnie, Clarensowi przystałoby lepiej: Lecz pogrzebałeś w żonie twej braterstwo. Clarence. Inaczej, nowej żony twej synowi Dziedziczki lorda Bonville byś nie oddał, Na Bożej łasce braci nie zostawił. Król Edw. Biedny Clarensie! Szło ci więc o żonę? I stąd gniew cały? Znajdę ci ją; czekaj. Clarence. Widząc, jak sobie samemu wybrałeś, Nie chcę cię nowym kłopotać wyborem, I wolę raczej własnym być meklerem; W tej myśli, bracie, wkrótce cię opuszczę. Król Edw. Opuść lub zostań; Edward będzie królem, Nie da się brata swego wolą związać. Kr. Elżb. Nim się królewskiej spodobało mości Stan mój królowej tytułem zaszczycić, Zapewne wszyscy przyznacie, panowie, Ze krew szlachetna w mych płynęła żyłach: Niższe odemnie podobny los spotkał. Lecz chociaż honor ten chlubą jest dla mnie, To niechęć wasza, gdy pragnęłam zyskać Waszą przychylność, chmurę niebezpieczeństw I smutków nad mą rozciąga radością. Król Edw. Do żadnych pochlebstw nie zniżaj się, droga, Nie bój się smutków, nie bój niebezpieczeństw; Dopóki Edward twym jest przyjacielem, Królem, którego oni słuchać muszą, Muszą i będą, muszą ciebie kochać, Jeśli mej nie chcą ściągnąć nienawiści, A gdyby chcieli, i ciebie obronię I im dam uczuć zemstę mego gniewu. Gloucest. (na str.). Słucham i milczę, lecz tem więcej myślę. (Wchodzi posłaniec). Król Edw. Jakie przynosisz listy, jakie wieści? Posłaniec. Żadnych, mój królu, nie przynoszę listów, Tylko słów kilka, lecz ich nie powtórzę Bez wyraźnego twego przebaczenia. Król Edw. Przebaczam wszystko; więc powtórz ich słowa; A wiernie, jeśli zdoła twoja pamięć. Co na me listy Ludwik odpowiada? Posłaniec. Oto ostatnie są Ludwika słowa: „Zdrajcy, a twemu mniemanemu panu Powiedz, że Ludwik maski mu wysyła, Aby z nim hulać na jego weselu“. Król Edw. Tak śmiało? Wziął mnie, widzę, za Henryka; Co mówi Bona o mojem małżeństwie? Posłaniec. Bona tak rzekła z spokojną pogardą: „Powiedz, że Bona, wdowstwa jego pewna, Będzie wierzbową nosiła girlandę“. Król Edw. Nie mam jej za złe; nie mogła mniej wyrzec; Jej była krzywda. A co Małgorzata? Bo jak słyszałem, przytomną tam była. Posłaniec. „Powiedz, żem szaty rzuciła żałobne, Żem jest gotową odziać się pancerzem“. Król Edw. Chce grać zapewne rolę Amazonki. Co Warwick na te powiedział ci krzywdy? Posłaniec. Od wszystkich innych gniewniejszy, mój królu, Przy pożegnaniu te powiedział słowa: „W mem mu imieniu powiedz, że mnie skrzywdził, Że wkrótce za to koronę mu zedrę“. Król Edw. Zdrajca! śmiał wyrzec słowa tak zuchwałe? Tak ostrzeżony mam czas się uzbroić. Drogo zapłacą swą zarozumiałość. Powiedz, czy Warwick w zgodzie z Małgorzatą? Posłaniec. Tak jest, mój królu. Ich przyjaźń tak ścisła, Że książę Edward córkę jego bierze. Clarence. Pewno najstarszą, to ja młodszą wezmę. Żegnam cię, królu; miej się na baczności; Ja po Warwicka drugą idę córkę. Choć bez korony, przynajmniej w małżeństwie Nie będę niższym od ciebie, mój bracie. Za mną, kto kocha i mnie i Warwicka! (Wychodzi Clarence, za nim Somerset). Gloucest. (na str.). Nie ja, bo myśli me sięgają dalej; Lecz nie Edwarda miłość mnie tu trzyma, Ale korony. Król Edw. Clarence i Somerset Poszli z Warwickiem przeciw mnie się złączyć! Ale na wszystko jestem uzbrojony. Pośpiech konieczny w rozpaczliwym razie; Śpiesz więc, Pembroku, i ty śpiesz Staffordzie, Róbcie zaciągi, zbrójcie się do wojny, Bo już w Anglii, albo wkrótce będą. Ja osobiście pośpieszę za wami. (Wychodzą: Pembroke i Stafford). Lecz nim odejdę, Hastings i Montague, Połóżcie koniec mojej niepewności. Wy oba krwiąście najbliżsi Warwicka, Powiedzcie, czy wam Warwick, czy król droższy? Jeżeli Warwick, idźcie się z nim złączyć; Lepszy wróg jawny niż przyjaciel chwiejny. Lecz jeśli chcecie w dawnej trwać wierności, By podejrzeniom mym położyć koniec, Przysięgą waszej dowiedźcie przyjaźni. Montague. Tak mi dopomóż, Boże, jakem wierny! Hastings. Mnie, jakem sprawie Edwarda przychylny! Król Edw. Bracie Ryszardzie, czyli ze mną trzymasz? Gloucest. Przeciwko wszystkim, co ci opór stawią. Król Edw. Jeśli tak, jestem zwycięstwa już pewny. Idźmy, nie traćmy i jednej godziny Zbierać na wojskach Warwicka wawrzyny. (Wychodzą). SCENA II. Płaszczyzna w Warwickshire. (Wchodzą: Warwick i Oxford z wojskiem francnskiem i innymi zaciągami). Warwick. Wierzaj mi, lordzie, dotąd wszystko dobrze: Lud pospolity tłumnie do nas biegnie. (Wchodzą: Clarence i Somerset). Lecz kogoż widzę? Clarence i Somerset. Powiedzcie, czy mam przyjaciół powitać? Clarence. Ani na chwilę nie wątp o tem, lordzie. Warwick. Więc pozdrowienie Warwicka przyjmijcie. Tam gdzie szlachetne serce daje rękę Na znak miłości, byłaby, mem zdaniem, Wszelka nieufność nikczemności znakiem; Inaczej mógłbym myśleć, że mi Clarence, Brat króla, z zdradną przychodzi przyjaźnią. Witaj mi, książę! Daję ci mą córkę. Cóż nam zostaje, jak śród nocy cieniów, Gdy bez czujności twój brat obozuje, Gdy się lud jego po miasteczkach rozbiegł, Gdy ledwo słaba straż przy nim została, Napaść na niego i wziąć go w niewolę? Szpiegów mych zdaniem łatwa to wyprawa. Jak Diomedes dzielny i Ulisses Wkradli się niegdyś chytrością i męstwem W namiot Rezusa, aby uprowadzić Fatalny zaprząg koni z trackiej ziemi, Tak i my, nocy owinięci płaszczem, Na straż Edwarda wpadniem niespodzianie, Pojmiemy króla, nie mówię, zabijem, Bo myślą moją wziąć go tylko jeńcem. Wy, towarzysze mego przedsięwzięcia, Krzyknijcie z wodzem: Niech żyje król Henryk! Wszyscy (wołają). Niech żyje król Henryk! Warwick. A teraz idźmy w głębokiem milczeniu; Niech nam pomogą Bóg i święty Jerzy! (Wychodzą) SCENA III. Obóz króla Edwarda w blizkości Warwick. (Wchodzi kilku szyldwachów na straż przy namiocie króla Edwarda). 1 Szyldw. Niech każdy zajmie swoje stanowisko, Bo tam król Edward do snu się rozciągnął. 2 Szyldw. Nie w swojem łóżku? 1 Szyldw. Nie, ślubował bowiem Nie wprzódy w zwykłem odpoczywać łożu, Aż hrabia Warwick albo on sam zginie. 2 Szyldw. A więc, jak myślę, jutro się to spełni, Jeśli tak blizko Warwick jest, jak głoszą. 3 Szyldw. Powiedz mi, proszę, pana tego imię, Co z królem w jego spoczywa namiocie? 1 Szyldw. To pierwszy jego przyjaciel, lord Hastings. 3 Szyldw. Czy tak? Lecz czemu król wydał rozkazy, By po miasteczkach dwór się jego mieścił, A sam na zimnem wypoczywa polu? 2 Szyldw. Bo tam jest honor, gdzie niebezpieczeństwo. 3 Szyldw. To ja znów pokój i wygodne życie Nad niebezpieczny przenosiłbym honor. Gdyby znał Warwick jego stan obecny, Nie wątpię, żeby obudzić go przyszedł. 1 Szyldw. Gdyby nie nasze tylko halabardy. 2 Szyldw. Rzecz jasna, na to trzymamy tu straże, By go od nocnych bronić napastników. (Wchodzą: Warwick, Clarence, Oxford, Somerset i wojsko). Warwick. To jego namiot; patrz, tam jego straże; Więc śmiało! honor dzisiaj albo nigdy! Za mną! a Edward jeńcem naszym będzie. 1 Szyldw. Kto idzie? 2 Szyldw. Stój, albo zginiesz. (Warwick i inni z okrzykiem: Warwick! Warwick! wpadają na straż, która ucieka wołając: do broni! do broni! Warwick z orszakiem ścigają ich. Przy odgłosie bębnów i trąb wraca Warwick i inni, wnosząc Edwarda w nocnem ubraniu na krześle. Gloucester i Hastings uciekają). Somerset. Kto tam ucieka? Warwick. Ryszard i lord Hastings. Dajmy im pokój, gdy trzymamy księcia. Król Edw. Księcia? Warwicku, gdyś żegnał się ze mną, Zwałeś mnie królem. Warwick. Zmieniły się rzeczy; Gdy mnie w poselstwie mojem zniesławiłeś, Ja cię z królewskiej strąciłem godności, Teraz cię księciem Yorku mianuję. Jakbyś potrafił zarządzać królestwem, Kiedy nie umiesz dobrze posła użyć, Jedną się tylko kontentować żoną, O szczęście swego kłopotać się ludu, Albo od własnych strzedz się nieprzyjaciół? Król Edw. Bracie Clarensie, i ty z nimi trzymasz? Ach! widzę teraz, Edward upaść musi. Ale, Warwicku, mimo swoich nieszczęść, Pomimo ciebie i twoich spólników, Edward postąpi zawsze po królewsku; Choć wielkość moją zwaliła fortuna, Myśl moja wyższa nad obręcz jej koła. Warwick. Bądź więc na zawsze w myśli królem Anglii. (Zdejmuje mu koronę). Henryk koronę Anglii będzie nosił, Będzie prawdziwym królem, a ty cieniem. Lordzie Somerset, na moje żądanie Księcia Edwarda do mojego brata, Arcybiskupa Yorku, wyprawisz. Gdy stoczę bitwę z wojskami Pembroka, Pośpieszę do was, aby mu powtórzyć Odpowiedź króla Ludwika i Bony. Tymczasem, żegnaj, dobry książę Yorku. Król Edw. Zrządzenia losu znosić muszę stale: Trudno jest wiatry zwyciężyć i fale. (Wychodzi król Edward pod strażą, za nim Somerset). Oxford. Panowie, nic nam teraz nie zostaje, Jak do Londynu z wojskiem naszem śpieszyć. Warwick. Tak jest, to pierwszą naszą powinnością Z więzów Henryka króla wyswobodzić, I na królewskim posadzić go tronie. (Wychodzą). SCENA IV. Londyn. Sala w pałacu. (Wchodzą: królowa Elżbieta i Rivers). Rivers. Skąd taka w tobie nagła zmiana, pani? Kr. Elżb. Jakto? Czy jeszcze nie wiesz, bracie Rivers, O strasznej króla Edwarda niedoli? Rivers. Czy przegrał bitwę z Warwickiem stanowczą? Kr. Elżb. Nie, lecz swą własną królewską osobę. Rivers. Co? Edward zginął? Kr. Elżb. Tak dobrze jak zginął, Bo jeńcem został, czy przez swoich zdradę, Czy też przez wrogów atak niespodziany. Słyszałam później, że go powierzono Surowej straży biskupa Yorku, Brata Warwicka, naszego więc wroga. Rivers. Wyznaję, pani, bolesna wiadomość; Znieś jednak mężnie przeznaczenia Boże. Warwick dziś wygrał, jutro przegrać może. Kr. Elżb. Moją podporą tylko ta nadzieja; Albo mnie raczej broni od rozpaczy W mem łonie owoc miłości Edwarda; On mnie przymusza namiętności kiełznać, Krzyż utrapienia z cierpliwością dźwigać; Dla niego gorzkich łez wstrzymuję potok, Przyduszam w piersiach żar trawiących westchnień, By w nim nie usechł, lub w łzach nie utonął Edwarda owoc, prawy Anglii dziedzic. Rivers. Ale z Warwickiem co stało się, pani? Kr. Elżb. Mówią, że z wojskiem ciągnie do Londynu Włożyć koronę na głowę Henryka. Ustąpić muszą nasi przyjaciele. By się ocalić od tyrana gwałtów, (Bo któżby ufać chciał krzywoprzysięzcy?) Idę schronienia szukać przy ołtarzach By choć dziedzica Edwarda ratować; Ni mnie tam zdrada ni siła dosięgnie. W świątyni tylko nasza jest opieka, Bo od zwycięzcy śmierć nas tylko czeka. (Wychodzą). SCENA V. Park w blizkości Middleham Castle w Yorkshire. (Wchodzą: Gloucester, Hastings, Sir William Stanley i inni). Gloucest. Milordzie Hastings, Wilhelmie Stanleyu, Przestańcie teraz dziwić się, dlaczego W tę dziką stronę parku was prowadzę. Oto stan rzeczy: wiecie, że król Edward Jest teraz jeńcem biskupa Yorku, Prawię zupełnie z łaski stróża wolnym. Czasami jeniec pod słabą eskortą Polując, ku tej zapuszcza się stronie. Tajemną drogą mógłem go uprzedzić, Że jeśli o tej wpadnie tu godzinie, Pod zwykłej sobie rozrywki pozorem, Znajdzie przyjaciół gotowych i konie, Z którymi całą swą odzyska wolność. (Wchodzi król Edward i strzelec). Strzelec. Tą stroną, panie, tu ruszymy zwierza. Król Edw. Nie, tędy raczej. Czy widzisz tych strzelców? Jakto, panowie, przyszliście podkradać Świątobliwego biskupa zwierzynę? Gloucest. Bracie, czas nagli, koń na ciebie czeka Kilka stąd kroków, na krawędzi parku. Król Edw. Gdzie stąd ruszymy? Hastings. Naprzód do Lynn, panie, Stamtąd gotowym okrętem do Flandryi. Gloucest. To, słowo w słowo, myślą było moją. Król Edw. Nagrodzę twoją gorliwość, Stanleyu. Gloucest. Nie traćmy czasu na próżnych rozmowach. Król Edw. Co mówisz, strzelcze? Czy chciałbyś pójść ze mną? Strzelec. Lepiej iść, panie, niż zostać i wisieć. Gloucest. Więc idźmy. Król Edw. Żegnaj, wielebny biskupie! Myśl, jak się bratu wytłómaczyć trzeba, A za mój powrót modły nieś do nieba. (Wychodzą). SCENA VI. Sala w Tower. (Wchodzą: król Henryk, Warwick, Somerset, młody Richmond, Oxford, Montague, Komendant Toweru i służba). Król Henr. Gdy, z Bożą łaską, przyjaciół mych ręka Króla Edwarda z tronu obaliła, Dała mi wolność, przemieniła cudem Strach na nadzieję, smutek na wesele, Mości dowódco, powiedz, com ci winien? Komend. Król poddanemu swemu nie jest dłużny; Lecz jeśli mogę prośbę zanieść korną, Racz mi przebaczyć, najjaśniejszy panie. Król Henr. Za co przebaczyć? Za dobre obejście? Potrafię dobroć twoją wynagrodzić. Moją niewolę tyś na rozkosz zmienił, Na rozkosz, jaką w klatce czuje ptaszę, Kiedy po długich, kłopotliwych myślach, Dźwiękami tkliwej owiane harmonii, O stracie swojej zapomni swobody. Ale, po Bogu, tobiem wolność winien, Warwicku, tobie po Bogu dziękuję; Ciebie swej woli Bóg wybrał narzędziem. By się przed gniewem uchronić fortuny, By mnie w ukryciu dłoń jej nie dosięgła, By lud niewinny tej błogiej krainy Nie cierpiał ze mną pod złych gwiazd mych wpływem, Chociaż korona moje zdobi skronie, Rządy, Warwicku, w twoje składam ręce, Boś ty szczęśliwy w wszystkich przedsięwzięciach. Warwick. Zawsze, mój królu, słynąłeś cnotami, Dziś składasz dowód cnoty i rozumu, Chyląc się z drogi zawziętej fortuny: Rzadki mąż słucha swoich gwiazd wyroków. Tylko w tem, królu, myśl twą muszę zganić, Że mnie wybierasz, gdy Clarence jest z nami. Clarence. Nie, nie Warwicku, jesteś godny władzy, Bo tobie niebo, w dniu twoich urodzin Wieniec oliwy i wawrzynu dało, Byś był szczęśliwy w pokoju i wojnie. I ja też chętnie za tobą głos daję. Warwick. Ja protektorem wybieram Clarensa. Król Henr. Warwick, Clarensie, podajcie mi dłonie. Jak ręce teraz, tak połączcie serca, By rządów waszych nic nie zakłóciło. Wam dwom oddaję władzę nad tą ziemią, A sam, cichemu poświęcony życiu, Dni mych ostatki na modlitwach spędzę, Bogu na chwałę, na mych grzechów okup. Warwick. A co nam Clarence na to odpowiada? Clarence. Przystaję, jeśli i Warwick się zgadza, Bo jego szczęście mą będzie podporą. Warwick. Więc i ja muszę poddać się choć z żalem. Jak cień podwójny osoby Henryka Będziem na miejscu jego jarzmo dźwigać. Naszym udziałem władzy będzie kłopot, Jemu zostanie honor i swoboda. Teraz, Clarensie, konieczność wymaga, Aby Edwarda za zdrajcę ogłosić I skonfiskować wszystkie jego ziemie. Clarence. A zaraz ziem tych dziedziców oznaczyć. Warwick. Z których i Clarence swoją część otrzyma. Król Henr. Proszę was tylko, a nie rozkazuję, Niechaj to pierwszą sprawą będzie waszą Moją królowę i syna Edwarda Bez straty czasu z Francyi tu przywołać; Ich nieobecność trwogą niepewności Napół zaciemnia swobody mej radość. Clarence. Wola twa, królu, spełni się natychmiast. Król Henr. Lordzie Somerset, co to za młodzieniec, Nad którym czuwasz z taką troskliwością? Somerset. To młody Henryk, królu, hrabia Richmond. Król Henr. Przybliż się do mnie, ty Anglii nadziejo. (Kładąc mu rękę na głowie) Jeśli tajemną natchnienia potęgą W przyszłości czyta moja myśl prorocza, Dziecię to ziemi tej będzie zbawieniem. W źrenicach jego pokoju majestat, Ręką natury zda się kształtowana Dłoń ta do berła, skroń ta do korony, A cała jego postać, gdy czas przyjdzie, Będzie ozdobą angielskiego tronu. Cześć dlań, panowie, on wam z bożej woli Szczęścia da więcej niźli ja niedoli. (Wchodzi posłaniec). Warwick. Co nam przynosisz, dobry przyjacielu? Posłaniec. Edward z pod straży brata twego umknął, I, jak donoszą, uciekł do Burgundyi. Warwick. Niesmaczne wieści. Ale jak mógł umknąć? Posłaniec. Uprowadzony przez brata Ryszarda I lorda Hastings, którzy nań czekali W tajnej kryjówce na krawędzi lasu, I z rąk biskupich strzelców wyzwolili, Bo polowaniem wciąż Edward się bawił. Warwick. Brat nie dopełnił swojej powinności. Lecz idźmy, królu, obmyślić lekarstwo Na klęski, które w przyszłości nam grożą. (Wychodzą: król Henryk, Warwick, Clarence, Komendant Toweru i służba). Somerset. Zły to wypadek ta jego ucieczka, Bo znajdzie pewnie pomoc w Burgundczykach, I lada chwila nowa przyjdzie wojna. Jak były sercu mojemu pociechą Prorocze słowa króla o Richmondzie, Tak czuję w sercu trwogę i niepokój Myśląc, że z wojną straszne spadną klęski Tak na Richmonda jak na głowy nasze. By niebezpieczeństw uniknąć grożących Wyślę go czekać na brzegach Bretanii, Póki domowa nie przeleci burza. Oxford. O, prawda, jeśli Edward tron odzyska, Nasza ruina i Richmonda blizka. Somerset. Więc zgoda, Richmond do Bretanii płynie. Idźmy, bo sprawa ta nie cierpi zwłoki. (Wychodzą). SCENA VII. Pod Yorkiem. (Wchodzą: król Edward, Hastings, Gloucester na czele wojska). Król Edw. Ryszardzie i wy, dostojni panowie, Dotąd fortuna dług winny nam spłaca, I zda się mówić, że znowu zamienię Stan mój ubogi na berło Henryka. Dwa razy morze przebyłem szczęśliwie, W Burgundyi pomoc znalazłem konieczną, Wylądowałem w Rayenspurgskim porcie I popod Yorku przyciągnąłem mury. Cóż mi zostaje, jak wejść w posiadanie Mojego księstwa? Gloucest. Patrz, zamknięte bramy! Bracie Edwardzie, to mi nie po myśli; Wedle przysłowia, na progu się potknąć, Jest wróżbą skrytych wewnątrz niebezpieczeństw. Król Edw. Ba, ba, mój bracie, wróżb się tylko nie bój, Siłą lub zdradą muszę wejść do miasta, Bo tu mam czekać na przyjaciół przyjście. Hastings. Więc do rozmowy raz ich jeszcze wezwę. (Pokazują się na murach: mer Yorku i jego Rada). Mer. Uwiadomieni o waszem przybyciu Dla bezpieczeństwa zamknęliśmy bramy, Jak wierni króla Henryka poddani. Król Edw. Jeśli jest dzisiaj Henryk waszym królem, Edward przynajmniej księciem jest Yorku. Mer. Prawda, uznaję godność tę, milordzie. Król Edw. A ja też na tym przestaję tytule, I tylko księstwa mego się domagam. Gloucest. (na stronie). Gdzie lis potrafi nos tylko swój wsunąć, Potrafi resztę wprowadzić za nosem. Hastings. Co się wahanie to znaczy, majorze? Otwórz Henryka dobrym przyjaciołom. Mer. Jeśli tak, bramy stoją wam na oścież. (Wychodzą). Gloucest. Mądry dowódca! Łatwo go przekonać. Hastings. Chętnie przypuszcza uczciwy staruszek, Że wszystko dobre, byle sam był cały; Ale raz w mieście, nie trudno nam będzie Do rozumniejszych przyprowadzić myśli Jego i razem wszystkich jego rajców. (Wychodzi z miasta mer z dwoma aldermanami). Król Edw. Majorze, bramy te będą otworem Z wyjątkiem nocy i wojennych czasów. Nie bój się tylko, a oddaj mi klucze. (Odbiera mu klucze). Bo Edward w każdej ocali potrzebie Tak swych przyjaciół, jak miasto i ciebie. (Bębny. Wchodzi Montgomery z wojskiem). Gloucest. Bracie, przybywa sir John Montgomery, A nasz przyjaciel, jeśli się nie mylę. Król Edw. Witaj, sir Johnie! Lecz dla czego zbrojny? Montgom. By bronić króla Edwarda wśród burzy, Jak każdy wierny winien jest poddany. Król Edw. Dzięki ci! Ale dziś zapominamy O naszych prawach do berła, i tylko O nasze księstwo chcemy się upomnieć. Montgom. Żegnaj więc, książe! Ja wracam do domu, Bom przyszedł służyć królowi nie księciu. W bębny uderzcie do marszu, dobosze. (Dobosze biją marsz). Król Edw. Stój, Montgomery! Obmyślimy środki, Jakby koronę odzyskać bezpiecznie. Montgom. O obmyśleniu środków co nam prawisz? Albo się królem natychmiast ogłosisz, Albo cię twojej zostawię fortunie. Wrócę do domu i wstrzymam w pochodzie Tych, coby chcieli na pomoc ci śpieszyć. Po co nam walczyć, gdy się tronu zrzekasz? Gloucest. Nie wdaj się proszę, bracie, w subtelnostki. Król Edw. Silniejszy, o me upomnę się prawa. Dzisiaj, roztropność radzi myśli taić. Hastings. Precz z skrupułami! Miecz rozstrzygnie wszystko. Gloucest. Najśmielszy, berła najpierwszy dobiega. Natychmiast, bracie, królem się ogłosisz; Sama wieść mnogich ściągnie ci przyjaciół. Król Edw. Niech i tak będzie, boć to moje prawo, A Henryk tylko jest przywłaszczycielem. Montgom. Ha! Teraz pan mój mówi, jak przystało, Teraz też będę Edwarda rycerzem. Uderzcie w trąby! ogłosim Edwarda. Zbliż się, żołnierzu, czytaj proklamacyę. Żołnierz (czyta). Edward Czwarty, z Bożej łaski król Anglii i Francyi, pan Irlandyi i t. d. Montgom. A ktoby prawu Edwarda śmiał przeczyć, Temu na wyzew rzucam rękawicę (rzuca rękawicę). Wszyscy. Niech żyje Edward Czwarty! Król Edw. Dzięki ci składam, dzielny Montgomery, Jak i wam wszystkim. Mój dług wam zapłacę, Byle fortuna wierną mi została. Na tę noc jedną zostaniem w Yorku, A gdy z porankiem słońce wyprowadzi Nad widnokręgu brzegi rydwan złoty, Pójdziem Warwicka z bandą jego szukać, Bo się żołnierzem Henryk nie urodził. Zdrajco Clarensie! Jak ci nie przystoi Opuścić brata, schlebiać Henrykowi! Lecz wedle naszych sił będziem się bronić Przeciwko tobie, przeciw Warwickowi. Naprzód, żołnierze! Liczcie na zwycięstwo I na sowity żołd za wasze męstwo. (Wychodzą). SCENA VIII. Londyn. Sala w pałacu. (Wchodzą: król Henryk, Warwick, Clarence, Montague, Exeter i Oxford). Warwick. Co począć? Edward przybywa z wojskami Gorących Niemców i tępych Holendrów, Morskie rękawy szczęśliwie przepłynął, I szybkim marszem do Londynu zdąża: Lud odurzony zbiega się doń tłumnie. Oxford. Róbmy zaciągi, idźmy go odeprzeć. Clarence. Łatwo przydeptać ogień przy początku, Gdy płomień buchnie, nie zgasi go rzeka. Warwick. Mam w Warwickshire tłam wiernych przyjaciół, Wśród wojny dzielnych, potulnych w pokoju, Pójdę ich zebrać. Ty, synu Clarensie, Wezwij do broni Kent, Suffolk i Norfolk, Uzbrój co prędzej hrabstw tych szlachtę mężną; Ty znów, Montague, w Buckingham, Northampton, I w Leicester znajdziesz bez trudności ludzi Chętnych pod twoim zebrać się sztandarem; A ty, Oxfordzie, w hrabstwie twem kochany, Idź i przyjaciół twoich zbierz orężnych; Król zaś nasz, w kole swych wiernych poddanych, Jak nasza wyspa morzem opasana, Lub jak Dyana czysta w nimf swych wianku, Będzie w Londynie na powrót nasz czekał. Bez odpowiedzi ruszajcie, panowie. Żegnam cię, królu! Król Henr. Bądź zdrów, mój Hektorze, Ty mojej Troi nadziejo jedyna! Clarence. Na znak wierności rękę twą całuję. Król Henr. Niech Bóg ci szczęści, szlachetny Clarensie! Montague. Słowem nadziei żegnam cię, mój królu! Oxford (całując rękę króla). To me żegnanie i pieczęć wierności. Król Henr. Drogi Oxfordzie, kochany Montague, I wszyscy razem, jeszcze raz, Bóg z wami! Warwick. Żegnajcie! Miejscem zbioru jest Coventry. (Wychodzą: Warwick, Clarence, Oxford i Montague). Król Henr. Ja chwilę jeszcze spocznę w tym pałacu. Jakie twe zdanie, kuzynie Exeter? Sądzę, że wojsko, które Edward zebrał, Moim obrońcom placu nie dotrzyma. Exeter. Boję się tylko, by reszty nie uwiódł. Król Henr. Jestem spokojny. Lud zna moje myśli. Nigdym na prośby biednych nie był głuchy, Nigdym na jutro prośby nie odsyłał; Ban ich balsamem litość moja była, Ich nędzy ciężar dobroć ma zmniejszała, A miłosierdzie łzy gorzkie suszyło. Nigdym nie czyhał na poddanych skarby, Ni ich podatków zbytkiem obciążałem, Mimo ich grzechów nie szukałem zemsty, Czemużby lepiej kochali Edwarda? Nie, Exeterze; miłość rodzi miłość, I gdy lew straszny ciche jagnię liże, Nigdy go wierne nie odstąpi jagnię. (Krzyki za sceną: Lancaster! Lancaster!). Exeter. Czy słyszysz, królu? Co krzyki te znaczą? (Wchodzą: król Edward, Gloucester, żołnierze). Król Edw. Pod straż natychmiast tego nikczemnika, A mnie ogłoście znowu królem Anglii. Ty źródłem, które drobne karmi strugi; Dziś wyschło źródło, dzisiaj mój ocean Strugi te połknie i wodą ich wzrośnie. Precz z nim do Tower! Niech ust nie otworzy. (Straż wyprowadza Henryka). Teraz, panowie, spieszmy do Coventry, Bo tam zuchwały Warwick obozuje. Idźmy bez zwłoki, póki słońce parzy, Lub zima żniwa nadzieje nam zwarzy. Gloucest. Idźmy, nim wszystko ściągnąć zdąży wojsko, Wielkiego zdrajcę zajdźmy niespodzianie. Więc do Coventry, waleczni rycerze. (Wychodzą). AKT PIĄTY. SCENA I. Coventry. (Pokazują się na murach: Warwick, Mer Coventry, dwóch posłańców i inni). Warwick. Gdzie jest wysłaniec dzielnego Oxforda? Jak stąd daleko twój pan, przyjacielu? 1 Posłan. Teraz zapewne, tu ciągnąc, jest w Dunsmore. Warwick. A jak daleko jest brat nasz Montague? Gdzie jego poseł? 2 Posłan. Teraz, jak przypuszczam, Na czele armii potężnej jest w Daintry. (Wchodzi Sir John Somerville). Warwick. Co mi od syna, Somervillu, powiesz? Jak stąd daleko Clarence, twojem zdaniem? Somerv. W Southam go z całem zostawiłem wojskiem; Przyciągnie tutaj za jakie dwie godzin. (Bębny za sceną). Warwick. Już się przybliża; słyszę jego bębny. Somerv. To nie on, lordzie, Southam w tej jest stronie, Bębny te ciągną od strony Warwicku. Warwick. Kto to być może? Pewno jaki oddział Przez nieczekanych wiedziony przyjaciół. Somerv. Tuż się zbliżają; łatwo ich rozpoznać. (Bębny. Wchodzą: król Edward, Gloucester i wojsko). Król Edw. (do trębacza). Pod mur się posuń; zatrąb do rozmowy. Gloucest. Złowróżbny Warwick, patrz, stoi na murach. Warwick. Jak niespodzianie rozpustnik się zjawił, Czy się przedały czaty czy zasnęły, Żem nic o jego zbliżeniu nie słyszał? Król Edw. Warwicku, otwórz bramy tego miasta, W pokorze ugnij przede mną kolano, Uznaj mnie królem, a wszystko przebaczę. Warwick. Nie, nie, ty raczej oddal się z twem wojskiem, Tego, co wzniósł cię i obalił, uznaj, Ukorz się przed twym patronem, Warwickiem, A jeszcze księciem Yorku zostaniesz. Gloucest. Ciągle myślałem, że choć królem powie; Albo, niechcący czy żartu nie zrobił? Warwick. Alboż to księstwo nie jest pięknym darem? Gloucest. Zapewne, gdy je biedny hrabia daje: Będziem ci wdzięczni za ten piękny prezent. Warwick. Wszak ja królestwo bratu twemu dałem. Król Edw. Więc choć jak prezent Warwicka, jest mojem. Warwick. Na taki ciężar nie jesteś Atlasem; Warwick odbiera, co dał cherlakowi; Warwick jest teraz Henryka poddanym. Król Edw. Lecz król Warwicka jest Edwarda jeńcem; O powiedz, proszę, waleczny Warwicku, Co znaczy ciało, gdy mu głowy braknie? Gloucest. Jak mało Warwick miał przenikliwości! Gdy sam dziesiątkę tylko myślał ukraść, Zręcznie mu króla wyciągnięto z talii. Królaś zostawił w biskupim pałacu, Dziesięć na jeden, że go w Tower znajdziesz. Król Edw. To prawda; jednak zawsze ty Warwickiem. Gloucest. Tylko, Warwicku, nie trać czasu, klęknij, I kuj żelazo, póki nie ostygło. Warwick. Wolałbym raczej sam rękę tę uciąć I w twarz ją twoją drugą rzucić ręką, Niż podle żagiel przed tobą uchylić. Król Edw. Żegluj jak zechcesz, z wiatrem i za prądem, Ręka ta, włosem twym czarnym owita, Zanim ostygnie głowa twa ucięta, Twą krwią, na piasku, te wypisze słowa: Kręcić się przestał Warwick chorągiewka. (Wchodzi Oxford przy odgłosie bębnów z rozwiniętemi chorągwiami). Warwick. Błogie sztandary! patrz, Oxford nadciąga! Oxford. Oxford, Lancastrów niechaj sprawa żyje! (Oxford wchodzi do miasta z wojskiem). Gloucest. Bramy otwarte, wejdźmy razem z nimi. Król Edw. Wróg jaki nowy napadłby nas z tyłu; Czekajmy raczej w bojowym tu szyku, Bo wiem, że wkrótce wyjdą walkę stoczyć, Inaczej, w mieście źle obwarowanem, Łatwo nam będzie targnąć buntowników. Warwick. Witaj, Oxfordzie! Potrzebny nam byłeś. (Wchodzi Montague przy odgłosie bębnów, z rozwiniętemi chorągwiami). Montague. Montague, niechaj żyje dom Lancastrów! (Wchodzi z wojskiem do miasta). Gloucest. Z twym wspólnie bratem zdradę tę kupicie Waszego ciała krwią najkosztowniejszą. Król Edw. Im twardszy opór, tem większe zwycięstwo: Dusza ma wróży wygraną i tryumf. (Wchodzi Somerset przy odgłosie bębnów, z rozwiniętemi chorągwiami). Somerset. Somerset, niechaj żyje dom Lancastrów! (Wchodzi z wojskiem do miasta). Gloucest. Dwóch Somersetów, twego miana książąt, Domu Yorków padło już ofiarą, Ty padniesz trzeci, byle miecz ten nie prysł. (Wchodzi Clarence przy odgłosie bębnów, z rozwiniętemi chorągwiami). Warwick. Patrz, Jerzy, książe Klarencyi nadciąga, Sam swoją siłą zdolny brata pobić. Dla duszy jego wierna prawu służba Wyższą niż popęd braterskiej miłości. Śpiesz się, Clarensie! Warwick cię przyzywa. Clarence. Ojcze Warwicku, czy wiesz, co to znaczy? (Odrywa czerwoną różę od kapelusza). W twarz ciskam twoją znak mego spodlenia: Nie chcę obalać domu mego ojca, Który kamienie jego swą krwią spajał, By dom Lancastrów na jego wznieść gruzach. Czy myślisz, żem jest tak twardy, wyrodny, Że stal morderczą szalenie obrócę Przeciw mojemu bratu i królowi? Może przysięgę zarzucisz mi świętą; Ale przysiędze takiej wiernym zostać, Byłoby ciężej od Jeftego grzeszyć, Kiedy poświęcił swoją własną córkę. Na dowód żalu za moje przestępstwo, Żeby otrzymać brata przebaczenie, Twoim śmiertelnym ogłaszam się wrogiem, Ślubuję razem, że gdziebądź cię spotkam, (A spotkać muszę, byleś z miasta ruszył) Skarcę cię za to, żeś mnie podle uwiódł. Więc cię do boju wyzywam, Warwicku, Do brata zwracam twarz zarumienioną. Przebacz, Edwardzie! Naprawię, com popsuł! Na moje błędy nie marszcz się, Ryszardzie, Bo odtąd wiernym zostanę do śmierci, Król Edw. Witaj nam, bracie, stokroć teraz droższy Niż gdybyś nigdy na gniew nie zasłużył. Ryszard. Witaj, Clarensie! Jak brat postąpiłeś. Warwick. Krzywoprzysięzco i nad zdrajców zdrajco! Król Edw. Czy chcesz wystąpić z murów i bój stoczyć, Lub czy ci mamy mur na głowę zwalić? Warwick. Nie moją myślą zamknąć się w tej twierdzy, Z miasta natychmiast ku Barnet wyruszam, Przyjdź mię tam spotkać, jeśli śmiesz, Edwardzie. Król Edw. Tak jest, śmie Edward, i pierwszy tam śpieszy. Więc naprzód! Święty Jerzy i zwycięstwo! (Wychodzą. Marsz). SCENA II. Plac boju pod Barnet. (Alarm. Utarczki. Wchodzi król Edward, niosąc rannego Warwicka). Król Edw. Tu leż i konaj, z tobą strach nasz skona, Bo Warwick marą wszystkim nam był groźną. Teraz, Montague, miej się na baczności. Idę cię szukać, by kości Warwicka Próchniały z twemi razem na tem polu. (Wychodzi). Warwick. O, zbliż się, wrogu albo przyjacielu, Powiedz, czy York, czy Warwick zwycięzcą? Lecz na co pytać? Posiekane ciało, Moje omdlenie i krew jasno mówią, Że ciało moje muszę ziemi wrócić, Śmiercią mą wrogom zapewnić zwycięstwo. Tak cedr pod ostrzem siekiery upada, Co liściem słonił królewskiego orła, W którego cieniu dumny lew spoczywał, Drzewo Jowisza szczytem swym przechodził, Poziome krzewy od wichrów zasłaniał. Oko, dziś śmierci kirem zaciemnione, Jak promień słońca dawniej przenikało Wszystkie tajniki świata tego zdrajców; Krwią dziś zalane czoła tego marszczki Nieraz grobowcem królów nazywano, Bom grób potężnym nieraz królom kopał. Kto śmiać się ważył, gdy Warwick brwi marszczył? Teraz ma chwała w krwi leży i prochu! Parki, ogrody moje mnie rzucają, Z wszystkich mych włości tylko mi zostało, Ile na ciała mego trzeba długość. Czem chwała, berło? Garstką tylko błota; Cichy grób końcem głośnego żywota. (Wchodzą Oxford i Somerset). Somerset. Ah, gdybyś teraz jak my był, Warwicku, Jeszczeby wszystko dało się naprawić; Królowa z Francyi silne wojska wiedzie. O, gdybyś tylko mógł z nami uciekać. Warwick. Gdybym mógł nawet, nie chciałbym uciekać. Montague, bracie, jeśli jesteś przy mnie, Ściśnij mi rękę, drogich ust całunkiem Na chwilę duszę w mem zatrzymaj ciele! Ty mnie nie kochasz, bo gdybyś mnie kochał, Łzami byś omył zsiadłej krwi gruzełki, Co wargi lepią i mówić mi bronią. Przybądź, Montague, przybądź, albo skonam. Somerset. Warwicku, ducha wyzionął Montague: Ostatniem jego było do mnie słowem: Poleć mnie memu bratu walecznemu. Chciał więcej mówić, i mówił coś więcej, Lecz słowa jego brzmiały niewyraźnie, Jak głuchy odgłos dział w podziemnych lochach. Tylkom dosłyszał, jak z ostatnim jękiem Bądź zdrów, Warwicku! zawołał i skonał. Warwick. Pokój duchowi jego wiekuisty! A wy szukajcie w ucieczce ratunku, Bo Warwick z wami żegna się na ziemi, Aby się znowu w niebie z wami spotkać! (Kona). Oxford. Śpieszmy z królowej połączyć się wojskiem. (Wychodzą, unosząc ciało Warwicka). SCENA III. Inna część placu boju. (Przy odgłosie trąb wchodzą: król Edward w tryumfie, Clarence, Gloucester i inni). Król Edw. Nasza fortuna dotąd w górę rośnie, Wianek zwycięstwa na skronie nam składa; Lecz wśród jaskrawych dnia tego promieni Widzę już czarną, podejrzaną chmurę, Która chce przyćmić blask naszego słońca, Nim do zachodu spokojnie zabieży. Mówię o nowych królowej zaciągach, Co już do naszych przybiły wybrzeży, I śpieszą z nami mierzyć się orężem. Clarence. Groźną tę chmurę lada wietrzyk zdmuchnie, Popędzi w strony, z których tu przybyła. Słońce wypije wszystkie te wyziewy: Nie z każdą chmurą przylatują burze. Gloucest. Z królową ciągnie trzydzieści tysięcy; Do niej uciekli Oxford i Somerset; Jeśli jej damy spokojnie odetchnąć, Siły jej wkrótce naszym będą równe. Król Edw. Właśnie mi piszą wierni przyjaciele, Że do Tewksbury wojska jej zmierzają; Zwycięzcy dzisiaj na Barnetu polach Lećmy, niech zapał drogi nam wyrówna. A wśród pochodu, wiem, że każde hrabstwo Wzmoże nas licznym ochotników tłumem. Uderzcie w bębny. Naprzód w imię Boże! (Wychodzą). SCENA IV. Równina pod Tewksbury. (Marsz. Wchodzą: królowa Małgorzata, książę Edward, Somerset, Oxford, Żołnierze). Małgorz. Nie mądry, siedząc, płacze po swych stratach, Lecz szuka, jakby klęsk swych powetować. Choć maszt naszego okrętu strzaskany, Porwane liny, stracona kotwica, Połowa majtków połknięta przez fale, To sternik żyje, i miałżeby teraz Ster z rąk wypuścić jak trwożliwe chłopię, Strugą łez swoich morskie wzmagać tonie, Dodawać siły temu, co zbyt silne, Okręt wśród jęków na łup dawać skałom, Gdy go mógł czujnem uratować męstwem? Jaki grzech, jaka byłaby w tem hańba! Cóż stąd, że Warwick naszą był kotwicą? Cóż stąd, że masztem naszym był Montague? Że przyjaciele zabici linami? Czyż Oxford nową nie będzie kotwicą, A nowym masztem koronnym Somerset? Żaglem francuscy będą przyjaciele; Choć nieuczona, czemużbym z Edwardem Na ten raz biegłym nie była sternikiem? Nie my opuścim ster, by siedząc płakać; Lecz mimo ryku wiatrów, będziem śmiało Pośród skał groźnych okręt nasz prowadzić. Tak dobrze śmiać się z wiatrów jak im schlebiać. A czyż nie morzem bez litości, Edward? Czy Clarence nie jest zdradliwą mielizną? A Ryszard stromą i fatalną skałą? Wszystko to wrogi naszej biednej nawy. Może z was który powie: umiem pływać; Tem życie tylko na chwilę przedłuży; Po piaskach pójdę: wnet się w nich zapadnie; Skoczę na skałę; fala go odmyje, Lub głód zamorzy; tam jest śmierć potrójna. Tak jest, panowie, daremno się łudzić; Gdyby z was który opuścił nas teraz, Nie więcej znajdzie w trzech braciach litości Jak w piaskach, skałach i falach ryczących. Więc śmiało! Dziecka byłoby słabością Płacząc, drżeć przed tem, co nieuniknione. Ks. Walii. Gdyby niewiasta tak wielkiego ducha Tem słowem tchórza zagrzewała piersi, Takiemby męstwem natchnęła mu serce, Że nagi szedłby na pancerne pułki. Lecz broń mnie Boże, bym tu o kim wątpił! Gdybym jednego znał pośród was tchórza, Wręczbym go z naszych wypędził szeregów, Aby w potrzebie innych nie zaraził, Swej trwożliwości w serca ich nie wszczepił. Jeśli mąż taki, (czego nie daj Boże!) Jest w kole naszem, niechaj nas opuści, Nim pomoc jego będzie nam potrzebna. Oxford. Jak wielka dusza w dziecku i kobiecie! Co za wstyd, gdyby żołnierz mniej czuł męstwa! O, młody książę, twój dziad nieśmiertelny W tobie znów odżył; o, żyj, żyj nam długo, Byś nam znów świetne czasy jego wrócił! Somerset. Kto nie chce walczyć dla takich nadziei, Niechaj spać idzie, a jak sowa we dnie, Gdy wstanie, będzie sąsiadów szyderstwem. Małgorz. Przyjmcie, panowie, moje dziękczynienia. Ks. Walii. I tego, który nic nie ma prócz dzięków. (Wchodzi posłaniec). Posłaniec. Edward nadciąga, bądźcie więc gotowi, I rezolutnie wystąpcie do boju. Oxford. Na to liczyłem; myślał, że pośpiechem Rozbije pułki nieprzygotowane. Somerset. Lecz się omylił na swoich rachubach. Małgorz. Wasza pochopność dodaje mi serca. Oxford. Tu zwiedźmy bitwę, nie ustąpmy kroku. (Marsz. Wchodzą w odległości: król Edward, Clarence, Gloucester i ich wojsko). Król Edw. Dzielni żołnierze, oto las ciernisty, Który, z pomocą Bożą, dłonie wasze Muszą przed nocą do korzenia wyciąć. Nie będę ognia waszego podsycał, Bo wiem, że dość jest silny, by ich spalić. Dajcie znak boju, i naprzód panowie! Małgorz. Panowie, szlachta, waleczni rycerze, Chciałabym mówić, lecz łzy mówić bronią; Czyż nie widzicie, jak za każdem słowem Z mych ócz płynące gorzkie piję wody? Więc słowo tylko: Wasz król wrogów jeńcem, Na jego tronie zasiadł przywłaszczyciel, Królestwo jego na jatki zmienione, Zabrane skarby, obalone prawa, A tam wilk stoi wszystkich gwałtów sprawca. Za sprawiedliwość walczycie, panowie, Więc w imię Boże dajcie znak rozprawy (Wychodzą). SCENA V. Inna część równiny pod Tewksbury. (Alarm. Potyczki, później odwrót. Wchodzą: król Edward, Clarence, Gloucester i wojsko prowadząc jako jeńców: królowę Małgorzatę, Oxforda i Somerseta). Król Edw. Tu koniec naszych burzliwych rozterek. Do Hames natychmiast prowadźcie Oxforda, A Somerseta głowa niech tu spadnie. Wypełńcie rozkaz; ani chcę ich słuchać. Oxford. Ja też nie myślę kłopotać cię mową. Somerset. I ja w milczeniu fortunę mą zniosę. (Wychodzą: Oxford i Somerset pod strażą). Małgorz. Ja łzą was żegnam na tym łez padole, Aby z radością w niebie was powitać. Król Edw. Czy obwieszczono bogatą nagrodę Temu, co księcia Edwarda odkryje, A Edwardowi zapewniono życie? Gloucest. Tak jest. Patrz, królu, Edward się przybliża. (Wchodzą Żołnierze z księciem Edwardem). Król Edw. Dajcie tu bliżej zucha, niechaj mówi. Co, cierń tak młody, a kłuć już zaczyna? Jakie, Edwardzie, zadośćuczynienie Dać mi za zbrojne twe możesz powstanie, Za buntowanie mych wiernych poddanych, Za moje wszystkie przez ciebie kłopoty? Ks. Walii. Mów jak poddany, ambitny Yorku! Przypuść, żem ojca mego jest ustami, Oddaj tron, klęknij, gdzie ja teraz stoję; A ja te same zrobię ci pytania, Na które, zdrajco, chcesz, bym odpowiedział. Małgorz. Gdyby twój ojciec twoją miał stanowczość! Gloucest. Tobyś ty dotąd nosiła spódnicę, A Lancastrowi nie skradłabyś spodni. Ks. Walii. Niech Ezop schowa na zimę swe bajki; Nie tu jest miejsce na sprośne koncepta. Gloucest. Za twoje słowa skarcę cię, wyrostku. Małgorz. Wiem, żeś na karę ludziom się urodził. Gloucest. Przez Boga! precz mi z tą zuchwałą branką. Ks. Walii. A raczej precz stąd z zuchwałym garbusem. Król Edw. Milcz, chłopcze, albo język ci okiełznam, Clarence. Nieokrzesane, gburowate chłopię! Ks. Walii. Znam mą powinność, wy nie znacie waszej, Jurny Edwardzie, wiarołomny Jerzy, Potworny Dicku, wszystkim wam powiadam, Żem lepszy od was; jesteście zdrajcami; Tyś mego ojca i moje skradł prawa. Król Edw. Weź to, szyderki tej żywy obrazie. (Uderza go sztyletem). Gloucest. Wijesz się teraz? Weź to, żeby skończyć. (Uderza go sztyletem). Clarence. A tem ci płacę zarzut wiarołomstwa. (Uderza go sztyletem). Małgorz. O, i mnie zabij! Gloucest. Czy chcesz? Bardzo chętnie. (Chce ją uderzyć). Król Edw. Stój, stój, Ryszardzie! I tego za wiele. Gloucest. Czy chcesz, by ziemię krzykiem zapełniła? Król Edw. Cóż to? zemdlała? Śpieszcie jej na pomoc. Gloucest. Clarensie, bratu odjazd mój wytłómacz, W ważnej ja sprawie do Londynu śpieszę; Wkrótce was wielkie dojdą wiadomości. Clarence. Co? Gloucest. Tower! Tower! (Wychodzi). Małgorz. O, synu, synu, przemów do twej matki! Nie możesz mówić? O, zdrajcy, mordercy! Krwi nie przeleli zabójcy Cezara, Czyn ich na zbrodni nie zasłużył imię Z tą czarną, straszną porównany zbrodnią. Cezar był mężem, a to było dziecko; Mąż mściwej ręki na dziecko nie wznosi. Jeśli jest gorsze niż zbrodniarza imię, Kto mi je powie, bym je dać im mogła? Serce me pęknie, jeśli mówić będę; Będę więc mówić, by mi serce pękło. Podłe rzeźniki! krwawi ludożercy! Jak wonny kwiatek ścięliście przedwcześnie! Nie macie dzieci; gdybyście je mieli, Myśl o nich waszą zbudziłaby litość; Lecz jeśli kiedy i wam los da syna, I on tak będzie w swojej ścięty wiośnie, Jak wy to, kaci, słodkie ścięli dziecię! Król Edw. Precz z nią z mych oczu! siłą ją wywiedźcie. Małgorz. O nie, nie! Tutaj, tutaj mnie zabijcie! Dobądż oręża; śmierć ci mą przebaczę. Co? nie chcesz zabić? Ty zabij, Clarensie. Clarence. Przez Boga, nie chcę łaski ci tej zrobić. Małgorz. Drogi Clarensie, zrób to dobry książe. Clarence. Czyś nie słyszała, żem przysiągł nie zrobić? Małgorz. Wszak jesteś biegły w sztuce krzywoprzysięstw; Cnotą dziś będzie, co wprzód było grzechem. Nie chcesz? Więc gdzie jest ten szatanów rzeźnik, Potworny Ryszard? Gdzie jesteś Ryszardzie? Ali, tu cię niema! Mord twą jest jałmużną, Tyś nigdy prośby o krew nie odepchnął. Król Edw. Precz z nią! Raz jeszcze precz z nią rozkazuję. Małgorz. Los tego księcia niechaj waszym będzie! (Wyprowadzają ją gwałtem). Król Edw. Lecz gdzie jest Ryszard? Clarence. W drodze do Londynu, A jak przypuszczam, pędzi tak skwapliwie, By sobie krwawą ucztę w Tower sprawił. Król Edw. Wiem, że pochopny, gdy raz co zamierzy. Czas i nam ruszyć. Rozpuśćcie zaciągi Z podziękowaniem i zaległym żołdem. My śpieszmy drogą powitać królowę, Która nam pewno powiła już syna. (Wychodzą). SCENA VI. Londyn. Pokój w Tower. Król Henryk siedzi z książką w ręce, przy nim komendant Toweru (Wchodzi Gloucester). Gloucest. Dzień dobry, panie; pilnie, widzę, czytasz. Król Henr. Tak, dobry panie, lub raczej, tak panie; Grzechem jest schlebiać; dobry, to za wiele; Dobry Gloucesterze, albo, dobry dyable, To jedno znaczy; to fałsz oczywisty; A więc nie dobry panie. Gloucest. Opuść izbę, Pragnę na chwilę sam na sam z nim mówić. (Wychodzi komendant). Król Henr. Tak trwożny pasterz ucieka przed wilkiem, Niewinna owca tak swe naprzód runo A potem gardło daje rzeźnikowi. Jaką chce rolę śmierci odgrać Rosciusz? Gloucest. Z występkiem mieszka zawsze podejrzenie; Złodziej żandarma w każdym widzi krzaku. Król Henr. Ptaszę schwytane na lepnej gałązce Każdą gałązkę drżącem mija skrzydłem. Ja, biedny ojciec słodkiego pisklęcia, Widzę przed sobą fatalne narzędzie, Którego sprawą schwytane zginęło. Gloucest. Wielkim był głupcem ten kreteński sztukmistrz, Co swego syna na ptaka chciał zmienić; Boć mimo skrzydeł pisklę utonęło. Król Henr. Jam Dedal, biedne chłopię me Ikarem, Ojciec twój Minos, co nam drogę zamknął, Słońce, co skrzydła pisklęcia spaliło, Jest brat twój Edward, a ty jesteś morzem, Co życie jego w przepaściach połknęło. Zabij mnie raczej mieczem niż słowami! Milszym dla piersi moich miecz twój będzie Niż straszne twoje słowa dla mych uszu. Po co przyszedłeś? Czy po moje życie? Gloucest. Jakto? Czyż myślisz, że ja katem jestem? Król Henr. Wiem, że przynajmniej jesteś prześladowcą; Jeśli mordować dzieci jest katować, To jesteś katem. Gloucest. Za zarozumiałość Zuchwałą syna twojego zabiłem. Król Henr. Gdybyś za pierwsze zginął był zuchwalstwo, Dniabyś nie dożył, w którym go zabiłeś. Słyszę proroczem uchem jak tysiące, Którym dziś o mej nie marzy się trwodze, Słyszę, jak gorzkie starców i wdów jęki, I sierót łzami zalane źrenice, Ojców po śmierci synów swych przedwczesnej, Żon po swych mężów, a sierót po ojców, Będą urodzin twoich dzień przeklinać. Gdyś na świat przyszedł, puhacz groźno huczał, Nocnem krakaniem kruk nieszczęścia wróżył, Psy wyły, burza wywracała dęby, Swe gniazda kawki na kominach słały, W niezgodnych tonach brzechotały sroki. Twa matka więcej cierpiała niż matki, A mniej powiła niż matki nadzieję, Nie piękny owoc tak pięknego drzewa, Ale szkaradną i bezkształtną bryłę. Przy urodzeniu w dziąsłach miałeś zęby Na znak, żeś przyszedł, aby świat ten kąsać, A jeśli prawdą jest wszystko, com słyszał, Przyszedłeś — Gloucest. Dosyć; nie chcę więcej słuchać; Giń więc, proroku, w środku swoich proroctw, (Uderza go sztyletem). Bo i to było mojem przeznaczeniem. Król Henr. I to i innych mordów jeszcze wiele. Przebacz mu, panie! a mnie odpuść grzechy! (Umiera). Gloucest. Co? W ziemię wsiąka dumna krew Lancastrów? Ja przypuszczałem, że ku niebu strzeli. Patrz, jak po biednym królu miecz mój płacze! Niech zawsze ciekną łzy równie czerwone Z żył tych, co myślą, jak nasz dom obalić! Jeśli tu jeszcze tli życia iskierka, Precz z nią do piekła! Mów, żem ja cię posłał, (Uderza go powtórnie). Ja, co litości ani trwogi nie znam. Prawdą jest jednak, co Henryk powiedział, Bo często z mojej ust słyszałem matki, Żem przyszedł na ten świat nogami naprzód; Alboż nie miałem śpieszyć się powodów, By skarcić naszych praw przywłaszczycieli? Z czeredą niewiast zadziwiona baba „Chryste, krzyknęła, niemowlę ma zęby!“ I miałem zęby; czyż to nie znaczyło, Że będę kąsał i warczał jak brytan? Gdy tak me ciało niebo ukształciło, Niech piekło duszy da kształt odpowiedni. Ja brata nie mam; nie wiem, co braterstwo. Niech miłość, którą starcy zowią boską, Zamieszka w ludziach podobnych do ludzi, Nie we mnie; jam jest sam sobie jedyny. Strzeż się, Clarensie! Światło mi zasłaniasz; Lecz mam dla ciebie noc jak smoła czarną. Takie po świecie rozkrzyczę proroctwa, Że Edward zacznie drżeć o swoje życie, A trwoga jego śmiercią twoją będzie. Już Henryk z synem zeszli z mojej drogi, Teraz twa kolej, Clarensie, i innych, Bom jest ostatni, pókim nie jest pierwszy. Do tamtej izby trupa twego rzucę, Dumny twą śmiercią do swoich powrócę (wychudzi). SCENA VII. Londyn. Sala w pałacu. Król Edward siedzi na tronie, koło niego królowa Elżbieta, trzymając na ręku młodego księcia, Clarence, Gloucester, Hastings i inni. Król Edw. Znowu zasiadłem na angielskim tronie, Którym odkupił krwią mych nieprzyjaciół. Iluż walecznych, jak zboże w jesieni, Pod naszym sierpem w blasku życia padło! Trzech dzielnych książąt z domu Somersetów, A dwóch Cliffordów, ojciec i syn jego; Northumberlandów dwóch; nigdy mąż lepszy Przy trąb odgłosie do boju nie leciał; Z nimi niedźwiedzi dwóch: Warwick i Montague, Co królewskiego lwa skuli w swój łańcuch, A knieje swoim zatrważali rykiem. Tak podejrzenie od tronu odmiotłem, I bezpieczeństwo dziś mojem podnóżem. — Zbliż się, Elżbieto, niech syna uścisnę; Dla ciebie, Edziu, ja z twymi stryjami Zimowe noce pod zbroją spędzałem, Śród skwarów lata odbywałem marsze, Abyś w pokoju mógł nosić koronę, Zbierać owoce naszych prac mozolnych. Gloucest. (na stronie). Byleś ty zasnął, żniwo ja to zwarzę, Bo nikt nie zwraca jeszcze na mnie oczu: Ramię to silne by ciężary dźwigać, I lub je dźwignie, lub me złamie krzyże. (Pokazując naprzód głowę, potem rękę). Twa rzecz plan skreślić, a twoja wykonać. Król Edw. Bracia, kochajcie drogą mą królowę, A pocałujcie waszego synowca. Clarence. Pieczęć wierności mej dla ciebie, królu, Kładę na ustach tego niemowlęcia. Król Edw. Dzięki ci, dobry bracie mój Clarensie. Gloucest. Jak kocham drzewo, z którego wyrosłeś, Słodki owocu, całunek ten świadczy. (Na stronie) Tak Judasz mistrza swojego całował, I — żyj nam! wołał a giń, miał na myśli. Król Edw. Wszystkie mej duszy spełnione życzenia, Mam kraj spokojny i braci mych miłość. Clarence. Jakie twe myśli co do Małgorzaty? Ojciec jej Reignier królowi Francuzów Dał Jeruzalem i Sycylię w zastaw, I tak zebrany okup córki przysłał. Król Edw. Więc ją wyprawić bez zwłoki do Francyi. Cóż nam zostaje, jak błogi czas pędzić Wśród świetnych zabaw, wesołych krotofil, Jakie przystoją dworowi monarchy? Żegnam was, trudy! od dziś przyjaciele, Pokój wam długi wróżę i wesele. (Wychodzą).
kopać nie ma przebacz tekst